You are currently browsing the daily archive for grudzień 5th, 2007.
Siedzę sobie sam w pokoju i symuluję proces uczenia się. Moje myśli błądzą sobie gdzieś samopas tu i ówdzie. Głównie jednak błądzą po ciałach moich znajomych koleżanek. I nieznajomych też. Głównie koncentruje się na różnych otworkach i wypukłościach. Jakoś tak myśli spadają w kierunku Justyny i jej majteczek. W końcu decyduje się wstać i wyjąć je z szafki. Są z miękkiej białej koronki i jeszcze pachną jej ciałem. Czuję się jak jakiś napalony Japończyk-fetyszysta. Japonia to chyba najbardziej przyjazny fetyszystom kraj na świecie. Dziewczęce używane majteczki do kupienia w ulicznych automatach, szkolne mundurki dla dziewcząt skrojone tak, żeby więcej ciała pokazać niż zasłonić króciutką spódniczką. Nawet jedzenie przerobili na czynność perwersyjnie erotyczną: wymyślenie body sushi to osiągnięcie równe chyba dokonaniom Kopernika i Kolumba. A może je przewyższające znaczeniem i doniosłością. Bo, żeby podnieść prywatne zlizywanie bitej śmietany z piersi dziewczyny niemal do rangi sztuki narodowej i praktykować to w zwyczajnej niby restauracji to trzeba już wizjonera. Albo Japończyka. Intrygujące jest najbardziej jednak to, że wcale nie kładą oni tych swoich przysmaków bezpośrednio na nagim ciele kobiety, ale dopiero na jakichś miejscowych liściach czy wodorostach. Dziewczyna, owszem, powinna być całkiem naga, ale to nie znaczy, że frykasy powinny nasiąkać jej potem i zapachem. Ona jest tylko do oglądania, a jej goły brzuch, piersi albo uda mają tylko i wyłącznie ogrzać jedzenie do temperatury ciała. Miłośnicy kubańskich cygar zwijanych na spoconych udach młodych Kubanek byliby tego typu pomysłami co najmniej zdegustowani.
Może to wszystko to jakaś kompensacja niewielkich rozmiarów penisów Japończyków: żeby zadowolić potrzeby seksualne Japonek muszą oni wspiąć się na trochę wyższy poziom wyrafinowania i kunsztu niż inne nacje w tym, co robią na swoich matach.
Sushi mi nie smakuje. Próbowałem je jeść kilka razy w życiu, podobno w dobrym wydaniu, ale jest to takie paskudztwo, że mój środkowoeuropejski żołądek nie za bardzo chciał przyjąć do wiadomości, że to coś smacznego. Może z nagiego ciała pięknej dziewczyny sushi smakuje lepiej? A może to znów taka kompensacja, która tym razem polega na tym, że pomimo tego, że je się paskudztwo to można to przełknąć ze względu na sposób podania? Bo każdy to musi przyznać, że cokolwiek podane w ten właśnie sposób każdemu normalnemu mężczyźnie będzie smakowało wybornie. Tym bardziej, że Japonki akurat są z reguły seksowne i ponętne. Nawet miniaturowe piersi tamtejszych dziewczyn i kobiet w tym przypadku nie rażą. Są dopasowane do ich figury. A może to mi się tak tylko wydaje dlatego, że każda wygląda praktycznie tak samo i są dla Europejczyka zupełnie nie do odróżnienia?
Przez kilka godzin wylegiwania i myślenia o Justynie i jej majteczkach, a także o jedzeniu z nagiego ciała jakiejś seksownej Azjatki oraz innych atrakcjach Kraju Kwitnącej Wiśni postanowiłem zrealizować choć część swoich perwersyjno-erotycznych zachcianek. Zadzwoniłem do mojej szkolnej koleżanki na komórkę, ale okazało się, że ta ją wyłączyła. Czy ona nie ma już teraz co robić tylko wyłączać swój telefon komórkowy? To powinno być karane co najmniej jakimś wyszukanym bondage…
[...] Więcej…
Przychodzę do szkoły przed ósmą. Justyna z którą byłem wczoraj na randce się spóźnia. W końcu przychodzi piętnaście minut po ósmej. Polonistka jest na nią wyraźnie wkurzona. Na szczęście zalega z materiałem i dzięki temu nie będzie jej odpytywała. Pewnie gdyby nie miała takich zaległości z tematami skończyło by się na długim maglowaniu. Polonistka – na potrzeby tego bloga będę nazywał ją Ogrzycą – jest znana w całym liceum z tego typu zagrywek. Ta lub ten, kto się spóźnił na lekcję jest pierwszy do odpytania.
Justyna siada w ławce. Po kilku minutach dostaję od niej SMS-a: Tylko nie mów nikomu to może to jeszcze powtórzymy. Zaspałam przez Ciebie! Jesteś okropny! Odpowiadam jej: A ty wyglądasz ślicznie. Szczególnie tam na dole. Trzymam za słowo. Za późno! Wszyscy już wiedzą! Po chwili dostaje od niej wiadomość: Jesteś perwersyjnym dewiantem! a po chwili kolejny SMS: Naprawdę Ci się podobam?. Odpowiadam jej tylko krótkim: Tak! bo mogłoby się to przerodzić w dłuższą wymianę, a wolę słuchać na lekcjach co mówią nauczycielki. Nawet pomimo tego, że z reguły plączą się i nudzą niemiłosiernie. Wtedy nie muszę się dzięki temu już praktycznie niczego więcej uczyć.
Po polskim Justyna gdzieś znika wśród swoich koleżanek. Nie mam okazji z nią porozmawiać. Trochę mi smutno z tego powodu. Przywiązuję się szybko, a dziewczyny teraz porobiły się takie, że randka, łóżko i do widzenia. Hi, hi… odezwał się we mnie stary wyjadacz i romantyk. Sonety zacznę zaraz pisać.
Ostatni jest WF. Jak zwykle z Pawłem i Kubą lądujemy na ławce. Dobrze mieć zwolnienie. Niestety, nawet niećwiczących dziewczyn dziś nie ma do towarzystwa. Dostaję znów SMS-a od Justyny jeszcze z dziewczęcej szatni: Popatrz sobie! Odpowiadam jej: Będę patrzył! I sobie wyobrażał! Dziewczyny w końcu wychodzą na salę gimnastyczną. Justyna wygląda między nimi świetnie. Chłopakom nic nie mówię na kogo głównie patrzę, a oni się chyba nie domyślają. I dobrze. Obserwują ogólnie. Komentują. Potem odrabiamy zadania z chemii. Co jakiś czas spoglądam na podskakujące piersi Justyny i na jej wypinający się w moją stronę tyłeczek. Wiem, że w moją stronę. Fanatyzm nauczycielki dziewcząt na punkcie aerobiku ma swoje duże plusy. Czterdzieści pięć minut szybko mija.
Dziewczyny chowają się w swojej szatni – zmęczone i spocone. Justyna nawet na mnie nie patrzy. Po kilku minutach dostaję od niej kolejną wiadomość na telefon: Tylko na mnie nie czekaj! Nie chcę, żeby ktoś się dowiedział. Podobało ci się przedstawienie? Trochę znów mi smutno, że nie mogę z nią porozmawiać, ale odpowiadam: Było ok, ale bardziej podobało mi się wczoraj! Wychodzę ze szkoły razem z Pawłem i Kubą. Po chwili dostaję odpowiedź: Jesteś perwersyjnym dewiantem! Szablon jakiś ma w tym telefonie, czy jak?
[...] Więcej…
Czy miewacie czasami sny erotyczne? Ja mam prawie co noc: bardzo często mam taki dyżurny sen w którym goni mnie po jakichś łąkach kilkadziesiąt nagich dziewczyn oraz kobiet. Wszystkie mają długie rozwiane przez wiatr włosy i biegną tuż za mną. Jednocześnie chcę wtedy, żeby mnie dogoniły i zarazem chciałbym im uciec. Bardzo ambiwalentne uczucie: w życiu każdego faceta występuje chyba taka fantazja seksualna i wizja seksu z kilkoma kobietami, ale kiedy jest ich kilkadziesiąt staje się to bardzo bardzo frustrujące i niebezpieczne. Żadnej z tych nagich dziewczyn które mnie gonią nie znam i nie rozpoznaję, ale one mnie tak. Każda z nich jest trochę inna, ale wszystkie są ucieleśnieniem ideału kobiety: długonogie, zgrabne, z kształtnymi piersiami o sterczących sutkach, piękne, podniecające i pociągające. Tyle, że jest ich za dużo na raz!
Inny dyżurny sen opowiada o sytuacji, kiedy już mam się dobierać do jakiejś dziewczyny, ale nagle uświadamiam sobie, że muszę się zabezpieczyć: zaczynam szukać prezerwatywy, ale znajduje same puste opakowania albo nawet jeżeli jest jakaś nieużyta gumka to natychmiast w moich rękach ona pęka albo jest z nią coś nie tak. A ta dziewczyna tam czeka i coraz bardziej się do mnie zniechęca. Tutaj znów jest ona idealna i znów nieznajoma.
Podobno bardzo wielu ludzi ma sny opowiadające o tym, że znaleźli się w publicznym miejscu w niekompletnym stroju albo całkowicie nago i boją się tego typu kompromitacji. Mi chyba nigdy dotąd nie śniło się, że moja nagość we śnie może być powodem wyśmiania albo społecznego ostracyzmu. Po prostu w moich snach albo jestem odpowiednio na daną okazję ubrany albo moja nagość jest zupełnie naturalna. Nawet jeżeli jestem w moim śnie nagi wśród wielu osób to albo jest to przez nich akceptowane i traktowane jako naturalne albo oni (a częściej one) też są nadzy.
Czasami też mam wrażenie, że do pewnego stopnia mogę sterować swoimi marzeniami sennymi. Kiedy obudzę się w nocy z ciekawego albo przyjemnego snu bardzo często mogę ponownie zasnąć i wrócić do miejsca w którym sen został przerwany przez obudzenie się.
Właściwie nie śnią mi się też realne osoby które znam w sytuacjach intymnych. Praktycznie zawsze jest to ktoś anonimowy, jednocześnie obcy i bliski. Jeżeli znam jakąś dziewczynę to nie występuje ona w moich snach erotycznych. Może mi się śnić, ale tylko w zwyczajnych aseksualnych kontekstach. Tylko w kilku wypadkach jak dotąd śniły mi się znajome dziewczyny w tego typu kontekście – rok czy dwa lata temu kilkakrotnie w ten sposób pojawiała się w moich marzeniach sennych pewna dziewczyna, która chodziła do równoległej klasy w moim gimnazjum. W realu zamieniłem z nią może ze trzy zdania, ale w moich snach byliśmy na dużo bardziej zaawansowanym poziomie znajomości. Inne gimnazjalistki mi się nie śniły. Poza tymi kilkoma przypadkami pamiętam jeszcze tylko jeden tego typu dotyczący mojej nauczycielki plastyki w gimnazjum – młodej może dwudziestoparoletniej dziewczyny, która uczyła w mojej szkole. Była wyjątkowo ładna i sympatyczna jak rzadko która nauczycielka, ale w realnym życiu nie podkochiwałem się w niej ani nawet nie patrzyłem na nią jako na obiekt seksualnych fantazji. Natomiast we śnie znalazłem się sam w klasie do której ona weszła nago i poprosiła bym też się rozebrał. Odczuwałem to jako coś zupełnie naturalnego i wykonałem jej polecenie. Moja nauczycielka plastyki w moim śnie miała mniejsze niż w rzeczywistości piersi – a właściwie wcale niemal ich nie miała. Widziałem tylko same brodawki sutkowe. To co działo się potem większość osób nie odebrałaby chyba jako sytuacji erotycznej, bo poza tym że oboje byliśmy nadzy to nie działo się nic takiego, co nie mogłoby zajść w normalnych okolicznościach. Ja rysowałem coś różnymi ołówkami na kartonie, a ona nachylona nade mną doradzała mi w jaki sposób trzymać ołówek albo w jaki sposób rysować. I to wszystko. Tyle, że ja wówczas tamten sen odczuwałem jako coś bardzo intymnego i podniecającego.
Nie miałem też ani nie mam klasycznych koszmarów – w swoich snach nigdy się nie boje jakichś potworów, bandytów, dzikich bestii… w snach właściwie nigdy się nie boję. Mogą mi się oczywiście śnić jakieś nieprzyjemne rzeczy, ale nie odczuwam takiego lęku jak w realnym życiu albo jest on tak niewielki, że nie wiąże się z jakimś większym stresem.
Jeden z moich ostatnich snów erotycznych dotyczył znów jakiejś nieznajomej dziewczyny, której goliłem ręczną maszynką włosy łonowe. Ona smarowała się pomiędzy udami pachnącym kremem a ja pracowicie usuwałem jej owłosienie tak, że bardzo szybko była tam zupełnie naga. Czynności tej towarzyszył też bardzo intensywny i miły zapach trochę kwiatowy a trochę przypominający świeżo skoszoną trawę. W ogóle bardzo często w moich snach towarzyszą mi różne zapachy i odgrywają w nich ważną rolę. Najczęściej są też miłe i przyjemne.
[...] Więcej…
Jakoś nigdy nie potrafiłem zrozumieć ludzi, którzy ozdabiają swoje ciała tatuażami albo kolczykami. Jedynym miejscem na ciele dziewczyny jestem w stanie znieść kolczyki są uszy; no może jeszcze jakiś maleńki kolczyk w pępku, ale już to traktuje jako coś mocno kontrowersyjnego i ambiwalentnego. W pozostałych częściach ciała kobiety kolczyki mnie denerwują i zupełnie mi nie pasują i przeszkadzają. Wydają się jakieś wulgarne, nieadekwatne i niestosowne. A już w ogóle nie znoszę tatuaży. Jakiś czas temu zapanowała wśród dziewczyn moda na duże geometryczne tatuaże na dolnej części pleców tuż nad pupą. Nie dość, że wygląda to nieestetycznie to jeszcze po prostu jest ordynarne i wulgarne i nie pasujące do mojego wyobrażenia ideału pięknego kobiecego ciała i dziewczęcości. Nawet kilka nastolatek z mojego liceum dało sobie zrobić takie paskudztwo tuż nad tyłkiem i uważają, że są od tego sensowniejsze, ładniejsze i bardziej ponętne. Otóż nie są – być może są jacyś zdegenerowani faceci, którym się to podoba, ale ja do nich żadną miarą nie należę. Dziewczyna z tatuażem albo kolczykami poupychanymi w każdym możliwym i niemożliwym miejscu od razu w moich oczach tracą na atrakcyjności i wydają się dużo bardziej odpychające niż pociągające. Żadnego uroku, żadnej dziewczęcości, żadnego wdzięku, żadnego sex appealu, nic… sama wulgarność, ordynarność i chamskie bezguście.
Miniaturowy kolczyk w nosie jeszcze jakoś może zniosę, ale już nawet przekłuta brew, warga albo co gorsze język i umieszczony tam tej samej wielkości kolczyk jest dla mnie odrażający i po prostu według mnie oszpeca każdą dziewczynę. Tym bardziej kolczyk w miejscach intymnych – w sutku albo w wardze sromowej – jeden wielki koszmar. A jeżeli jeszcze sobie pomyślę, że taka jedna z drugą dziewucha zrobiły to na własne życzenie to po prostu mnie krew zalewa. Oszpecanie się z własnej woli kolczykami albo tatuażami jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe i niewytłumaczalne. Zgroza. I niestety powoli robi się tak, że znalezienie niewytatuowanej i niezakolczykowanej dziewczyny staje się niemożliwością. Już mniej więcej jedna trzecia moich znajomych licealistek ma przekłute pępki, usta, brwi, albo płatki nosa. Kilka ma już tatuaże. I ta epidemia się rozwija z zastraszającą prędkością. Nie chcę myśleć już nawet co przekłują i co dadzą sobie wytatuować jeszcze później.
Być może ta moda to wynik jakiegoś zapatrzenia na krajowe i zagraniczne gwiazdeczki mniejszego lub większego formatu i celebrities od siedmiu boleści. Ale taka Doda nawet bez tatuaży wygląda okropnie, a z tymi sinoburymi plamami tuszu na ciele wygląda już zupełnie na szczyt bezguścia i jest to dla mnie wieśniactwo w najgorszym wydaniu.
Zresztą to samo myślę o wytatuowanych mężczyznach z kolczykami: albo zwyrodnialec, albo homoseksualista albo bandyta.
No, chyba, że chce się wyglądać jak Amy Winehouse… Prawda, że seksownie?

[...] Więcej…
Justyna chodzi ze mną do jednej klasy. Na większości lekcji siedzi dokładnie jedną ławkę za mną. Jest dobra z przedmiotów ścisłych, ale raczej te humanistyczne nie są jej mocną stroną. Ze mną jest raczej odwrotnie: ot, taka przewrotność losu; bo to faceci są raczej predestynowani do bycia dobrymi matematyki albo fizyki natomiast kobiety do zdolności językowych czy przedmiotów humanistycznych. Stereotypy są jednak czasami mylące. Najczęściej jest więc tak, że ja jej pomagam na sprawdzianach z polskiego albo z niemieckiego czy z historii a ona mi z matematyki i fizyki. W sumie to dobrze mi się z nią układa i cieszę się, że to akurat Justyna siedzi za mną.
Jeszcze przed weekendem umówiliśmy się, ze jakoś trzeba uczcić tę owocną współpracę, bo przez ostatnie dwa tygodnie było kilka poważnych sprawdzianów i klasówek i oboje spisaliśmy się na medal. Ja przygotowałem się z przedmiotów humanistycznych, ona ze ścisłych i dzięki temu dostaliśmy same piątki (no, dobra… były dwie czwórki z plusami, bo ja nie zdążyłem podyktować jej wszystkich zdań na niemieckim, a ona mi ostatniego zadania z matematyki). Postanowiliśmy, że idziemy razem do naszej ulubionej pizzerii i do kina.
Najpierw miała być wspólna kolacja, bo trzeba było się jednak na jutro wyspać na ósmą do szkoły, a film zaczynał się o 20.30. Zatem idziemy do pizzerii: zamawiamy dużą hawajską i dwulitrową butelkę coli. W lokalu jesteśmy zadomowieni – właściwie wszystko, co ważne zaczyna się albo kończy przy tych stolikach. Rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się… Jest miło i świetnie się dogadujemy ze sobą. Bierzemy jeszcze lody na deser. Rozpusta. Justyna mi opowiada mi swoje życie, ja jej swoje. Zaczynają się jakieś zwierzenia… Szybko mijają dwie godziny. Wychodzimy już objęci.
W naszym mieście nie ma za dużego wyboru jeżeli idzie o film. Jedna projekcja dziennie musi wystarczyć. Trafiliśmy akurat na Miłość w czasach zarazy. Jak się nie ma co się, lubi to się lubi, co się ma. Siadamy sobie trochę z tyłu. W kinie jest ze trzydzieści osób – sporo, jak na nasze miasto. Większość pary, jest też jakaś grupka dziewczyn z naszego Ogólniaka. Ja nie znam, Justyna zna. Podchodzimy do nich na chwilę, Justyna przedstawia nas sobie, krótka kurtuazyjna rozmowa. Wydają się sympatyczne. Wracamy na nasze miejsce, bo zaczyna się seans. Oglądamy, ale co jakiś czas zerkam na moją towarzyszkę. Ona na mnie. W końcu nasz wzrok spotyka się – ona się uśmiecha, ja też. Zaczynamy się przytulać. Najpierw jeszcze trochę zachowujemy pozory, że oglądamy to, co dzieje się na ekranie, ale po kilkunastu minutach już nie zawracamy sobie tym głowy. Całujemy się. Namiętnie. Z języczkiem. Dużo śliny, ale raczej oboje czujemy, że nas to podnieca. Staramy się być jednak cicho, dobrze, że za nami już nikt nie siedzi. Moja ręka ląduje pod jej bluzką, Justyna nie protestuje. Małe, ale sterczące i sprężyste. Świetne. Trwa to jakąś chwilę. Lubię koronkową bieliznę. Oboje już wiemy, że z oglądania filmu już nic nie będzie. Może to i dobrze, bo raczej nas nie wciągnął. Wciągnęło nas zupełnie coś innego.
Obmacywanie piersi mojej szkolnej koleżanki przeradza się niemal w petting. Druga ręka ląduje pod jej spódniczką. Jej ręce też są zajęte. Dobrze, że mam się czym pochwalić i nie było kompromitacji. Omal nie przegapiliśmy końca filmu. Żegnamy się z jej koleżankami i chcę ją odprowadzić do domu. Ona mi mówi na to, że do niej dziś nie, nie ma warunków, może poszlibyśmy do mnie? Nie spodziewałem się ciągu dalszego ale się zgadzam. Są pewne zalety mieszkania w domu jednorodzinnym. Mówię jej, że to spory kawał. Ona na to, że to nic. Idziemy objęci i przytuleni. Trochę się po drodze całujemy, jest dość ciepło jak na grudzień. Droga zajmuje nam ponad dwadzieścia minut.
Rodzina niby jest w domu, ale ogląda coś w telewizji. Zabieram najpierw Justynę do siebie na górę, pokazuję łazienkę i proszę ją żeby jak już umyje ręce to, żeby włączyła jakąś muzykę, a potem sam idę do kuchni zrobić nam coś ciepłego do picia. Pada na cappuccino. Przychodzi moja mamuśka i daje mi jeszcze ciasto. Nie wiem, czy coś podejrzewa, ale nic nie mówi. Idę z tym na górę. Zabieramy się za ciasto, kilka łyków z filiżanek. Ale to szybko ląduje z powrotem na stoliczku. Zaczynamy się do siebie dobierać i szybko wracamy do tego samego punktu w którym skończyliśmy w kinie. Teraz już nie musimy tak uważać i jest dużo wygodniej. Większość ciuchów szybko ląduje na drugim fotelu. Czuję, że jest bardzo podniecona. Ona wie, że ja też. Dobieram się do jej majteczek. Jej paluszki są już dawno tam gdzie trzeba. Moje wchodzą do środka. Chcę wstać i założyć prezerwatywę, ale Justyna zatrzymuje mnie i szepcze: Języczkiem! Idzie bardzo łatwo. Po dwudziestu-trzydziestu minutach oboje jesteśmy spełnieni i usatysfakcjonowani.
Idziemy razem do łazienki. Ona w samym biustonoszu, ja tylko w rozpiętej koszuli. Chlapiemy się nad umywalką. Śmiejemy się. Ślicznie wygląda. Jest taka romantycznie bezwstydna. Trochę się jeszcze całujemy. W końcu ubieramy się. Trzeba ją odprowadzić, bo robi się prawie północ. Zaglądamy jeszcze na dół do moich rodziców. Telewizja. Justyna grzecznie mówi im do widzenia i wychodzimy. Odprowadzam ją pod próg jej domu. Ona tam niegrzecznie jeszcze mnie żegna namiętnym pocałunkiem, czuję, że znów zaczynamy się do siebie kleić, ale jest za późno na jakieś kombinacje. Wracam do domu. Rodzina zdążyła się już położyć. Ścielę łóżko, ale obok znajduję majteczki Justyny. Zostawiła specjalnie… Mam tylko nadzieję, że rodzina mi tu nie właziła podczas mojej nieobecności. Niby nic by nie zrobili, ale nie chciałbym oglądać tych spojrzeń. Wysyłam jeszcze dziewczynie SMS-a: Znalazłem! Po paru minutach dostaję odpowiedź: Zatrzymaj! Może będziesz miał ochotę, żeby to powtórzyć. Podobało mi się. Zasypiam z jej majtkami w dłoni.
[...] Więcej…





Ostatnio skomentowane