You are currently browsing the daily archive for grudzień 19th, 2007.
Tabloid Super Express zainspirował redaktorów polskiej edycji Playboya myślą o rozebraniu Katarzyny Glinki. Już wkrótce zobaczymy więc aktorkę i uczestniczkę programu Gwiazdy tańczą na lodzie bez ubrania. Fajnie? Pewnie, że fajnie! Ja już się nie mogę doczekać!…

…i kilka zdjęć z lodowiska:



Wokalistka Justyna Steczkowska tak przejęła się posądzeniem, że nie nosi bielizny, że zaprosiła fotoreporterów i dziennikarzy tabloidu Fakt do sklepu z majteczkami i biustonoszami.
Bulwarówka skwapliwie wykorzystała tę okazję i jej reporter teraz wszystkich zapewnia w imieniu gazety: My jej wierzymy. Ostatnio nawet spotkaliśmy Justynę podczas kupowania majtek. Ale nie w komplecie ze stanikiem, bo tej części garderoby wokalistka rzeczywiście nie nosi.
Chociaż brak majtek okazał się informacją wątpliwą, to ostatnio można było spotkać piosenkarkę bez… biustonosza. Na niedawnej imprezie w jednym z warszawskich klubów zrobiła dzięki temu prawdziwą furorę. Wzrok męskiej części gości przykuwały jej nagie piersi prześwitujące przez cieniutki sweterek. Co się zresztą dziwić? Steczkowska wie, że ma pięknie wyrzeźbione tańcem i jędrne ciało. Po co jej zatem biustonosz?
Fakt zachwyca się piersiami Justyny Steczkowskiej: Jej biust prezentuje się wspaniale pod obcisłymi bluzeczkami!

Swoją drogą, jeżeli rzeczywiście Steczkowska kupiła sobie te majteczki, które trzyma na zdjęciu to tylko pogratulować dobrego gustu. Ja przynajmniej bardzo lubię czarną prześwitującą koronkową bieliznę. Interesujące jest tylko w tym wszystkim to, dlaczego piosenkarka nie zaprosiła dziennikarzy bulwarówki do domu i nie pokazała im szafy. Byłoby to bardziej wiarygodne niż wycieczka do sklepu po nowy komplet majtek. Czyżby w domu nie miała ani jednych?…
W mojej szkole nauczyciele też gwałcą prawo. Tak przynajmniej uważa Rzecznik Praw Ucznia i Rodzica (swoją drogą kuriozalne stanowisko, trochę jak rzecznik praw owiec i wilków) Krzysztof Olędzki. I to nie tylko, o czym już pisałem, robiąc uczniom dodatkowe niezgodne ze statutem szkoły (i często niezapowiedziane) sprawdziany i klasówki, ale również tym, że zadają prace domowe z których następnego dnia jesteśmy rozliczani. A kto nie odrobi – temu pała. Tymczasem Krzysztof Olędzki stwierdził, że o ile samo zadawanie prac domowych nie jest pogwałceniem praw uczniów to już ocenianie tych prac oraz rozliczanie z nich już tak. Ja już widzę te miny nauczycielek uczących w moim liceum… Rzecznik twierdzi, że tego typu wybryki nauczycielstwa to ograniczanie wolności i prawa do wypoczynku dzieci o którym mówi artykuł 31 Konstytucji oraz również 31 artykuł Konwencji Praw Dziecka podpisanej przez Polskę. To zaczyna robić się naprawdę wesołe… Nauczycielstwo w mojej szkole łamie Konstytucję! Rzecznik Praw Dziecka i Rodzica mówi na ten temat:
Urząd, a szkoła jest urzędem, może robić tylko to, do czego ma uprawnienia. Nie ma przepisów dających jej prawo do zadawania prac domowych.
Krzysztof Olędzki ma zamiar w tej sprawie spotkać się z minister Katarzyną Hall i już napisał odpowiednie pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego z prośbą o zbadanie legalności obowiązkowych prac domowych.
A może nauczycielstwo zaczęłoby po prostu solidnie uczyć na lekcjach, lepiej przykładać się do swojej pracy za którą dostają wynagrodzenie zamiast zwalać większość odpowiedzialności na uczniów? Eee… marzenie ściętej głowy. Jak na razie nauczycielki (co wiem na przykładzie własnego Ogólniaka) więcej się interesują strajkowaniem i wyjazdami na pikiety przed ministerstwo niż swoją pracą za którą w stosunku do włożonego wysiłku dostają naprawdę duże pieniądze.
Tyle, że one doskonale wiedzą, że do Anglii czy Irlandii nie mają po co jechać, żadna nie zna języków obcych choćby na poziomie minimalnym, a bez tego nie ma co marzyć o pracy na Zachodzie. Co najwyżej można zmywać talerze w jakiejś garkuchni, bo do pracy w jakimś supermarkecie język jest już niezbędny. Pozostaje więc im już tylko strajkować. Bo lenistwa i mentalności człowieka radzieckiego u siebie wytępić już chyba nie będą potrafiły. Moja babcia o takich mówi: Uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia.

Pewna czeska firma wpadła na genialny w swojej prostocie pomysł i zaoferowała swoim klientom pluszowe bakterie różnych nieprzyjemnych chorób. Dostępny jest między innymi syfilis, rzeżączka, grypa i wiele innych. Syfilis jest chyba jednak najładniejszy… tylko czy można coś takiego dać dziecku jako prezent np. pod choinkę na Boże Narodzenie albo na imieniny czy urodziny?
Swoją drogą chyba łatwiej jest uszyć taką bakterię niż pluszowego misia.





Ostatnio skomentowane