You are currently browsing the daily archive for grudzień 26th, 2007.

Przychodzę do Justyny dopiero około szesnastej, ale się okazuje, że wcześniej się mnie nie spodziewała, chociaż, jak sama pozwiedzała, bardzo chciała, żebym przyszedł. Przywitałem się z nią (zaśliniony buziaczek), potem z jej rodzicami (wychodzą! więc to tak…), Justyna nas sobie przedstawia (kolega, ale jest miły, kto ją tego nauczył?), robi sobie i mi cappuccino, częstuje świątecznym ciastem. Jest smaczne, ale mam niejasne przeczucie i dziwne wrażenie, że z rąk Justyny to by mi nawet szpinak smakował jak czekolada. W końcu jej rodzice decydują się wyjść (Bawcie się dobrze, dzieciaki! A ty bądź miła dla swojego kolegi!, kto ICH tego nauczył?), a Justyna odprowadza ich do drzwi, zamyka za nimi i znika w łazience i po chwili pojawia się w samej bieliźnie ode mnie! Wygląda wspaniale! Pyta, czy się mi podoba. Głupie pytanie; pewnie, że mi się podoba. Wskakuje mi w tym na kolana, przez cieniutki materiał prześwitują jej brązowawe sterczące sutki, w staniczku prężą się śliczne piersi… Półprzeźroczyste majteczki też więcej odsłaniają niż zasłaniają. To był jednak dobry wybór, żeby jej właśnie kupić ten, a nie inny komplet bielizny. Grubszy materiał nie dawałby takich widoków. Zaczynamy się namiętnie całować, z języczkiem i z dużą ilością śliny. Robi się bardzo romantycznie. Justyna ściąga ze mnie koszulkę urywając przy tym dwa guziki – jest bardzo zwierzęca i namiętna, jeszcze bardziej niż za poprzednim razem. Moje ręce wędrują po jej wypukłościach i czasami zaglądają też w dołeczki. Mało nie rozbijam sobie głowy zdejmując spodnie i slipy. Po raz pierwszy przydają się gumki sprezentowane mi przez Justynę w poprzedni piątek. Jest bardzo perwersyjnie i bardzo nieprzytomnie płomiennie. Lądujemy na puchatym dywanie w dużym pokoju mieszkania jej rodziców; ona kończy chyba w piętnaście minut, ja zaraz po niej. Idziemy do jej pokoju, nigdy tu jeszcze nie byłem. I trochę inaczej go sobie wyobrażałem; nie wiem jak, ale jakoś inaczej. Prawdziwy pokój Justyny przypomina trochę pokój małej dziewczynki, cały w różowych tonacjach, wszędzie stoją jakieś lalki i pluszowe misie, ale całość sprawia nawet dobre wrażenie. Justyna rozstawia po meblach małe lampki z parafiny i zapalamy je zapalniczką. Może powinny to być zapałki, zapałki są bardziej romantyczne, ale jakoś nie mamy. Zapalniczka musi wystarczyć. Jest bardzo nastrojowo, jej ciało prześlicznie się prezentuje w takim migotliwym świetle. Za drugim razem jest już trochę spokojniej i robimy to bardzo baaardzooo długo. Uwielbiam jak Justyna oblizuje mnie swoim zwinnym języczkiem, jest przy tym taka wrażliwa i delikatna i …kocia. Udaje jej się doprowadzić mnie samym języczkiem, bardzo mi się to podoba i chcę jej zrobić tak samo. Nie wiem, czy robię to za szybko czy za mocno, ale jakoś nie udaje mi się jej zrobić dobrze w ten sposób. Na szczęście mój przyjaciel zabaw jest w stanie bez problemu mi w tym pomóc. Justyna dochodzi klasycznie i wygląda na bardzo zadowoloną z siebie. Wylegujemy się jeszcze przez jakiś czas na jej różowym łóżku i patrzymy na palące się świeczuszki. Głaszczę ją po piersiach, brzuchu i udach. Robię się trochę senny (hmmm… męska natura nie daje żyć). Właściwie nawet nie rozmawiamy, bo przez większość czasu prawię jej jakieś komplementy, ona się przeciąga i wtula we mnie.
W końcu idziemy do łazienki i włazimy do wanny (coś często ostatnio ląduje w wannach z dziewczętami). Woda nas trochę ożywia, bo najpierw jest trochę za zimna, a potem trochę za gorąca. Zaczynamy się strasznie chlapać i po chwili cała łazienka jest pełna wody. Zaczynamy się śmiać i znów do siebie lgniemy. Oboje siedzimy w gorącej wodzie; ona na moich kolanach (wiem, trochę niebezpiecznie, ciąża i te sprawy…) i się całujemy jak opętani. Znów robi się ogniście i namiętnie. Znów gra pomiędzy nami ta chemia… W końcu nie wytrzymujemy i wyskakujemy z wanny i nawet się nie wycierając dobieramy się do siebie. Ja siedzę na krawędzi, a ona na mnie z nogami w wodzie – dobrze, że chociaż o gumce pamiętaliśmy… Tym razem trwa to co najmniej dwadzieścia minut i cały czas Justyna rozchlapuje stopami wodę po całej łazience. Dziewczyna wygląda niesamowicie z mokrymi włosami. Po wszystkim spuszczamy wystygłą wannę z wanny i bierzemy jeszcze szybki prysznic. Jesteśmy oboje cali spoceni.
Pomagam jej posprzątać mieszkanie; nie jest tak źle, większość rozchlapanej wody po prostu wyschła i wystarczy przetrzeć szmatką, żeby nie było plam i zacieków. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale to akurat nic dziwnego. Kto by nie był? Trochę się jeszcze całujemy, ale tak romantycznie i delikatnie, to takie bardziej skubanie niż pocałunki. Justyna suszy włosy suszarką, śmiejemy się znów, bo suszarka je rozwiewa i Justyna wygląda jak nimfa. Moja czupryna wyschła sama, bo jest krótko przycięta i wystarczy ją zostawić w spokoju na pięć minut. Potem długo ją czeszę – siedzimy razem w jej pokoju na tym różowym łóżku w różowym pokoju pełnym lalek i misiów z dzieciństwa, a ja znów zaczynam się podniecać. Przesuwam po jej długich włosach grzebieniem, staram się jak najdelikatniej, ale i tak kilka razy ją trochę szarpnąłem. Potem jest już lepiej i w końcu czeszę ją tylko dla samej przyjemności głaskania i poczucia bliskości. Tej jej włosy dla mnie to już chyba jakiś fetysz. Kiedy spoglądam na jej piersi, to też widzę, że jej sutki stwardniały i wesoło sterczą do góry. Czyli mojej Justynie tez się to podoba. Gryzę ją w kark i zaczynam udawać wampira napastującego bezbronne dziewice. Śmiejemy się i jeszcze trochę tarzamy po jej łóżku…
W końcu Justyna musi mnie wygonić do domu, bo nie chce, żeby jej rodzice wiedzieli, że siedziałem tutaj tak długo, a poza tym mogą zaraz wrócić. Wychodzę od niej i jeszcze na progu lecimy długo w ślinę. Uwielbiam takie perwersyjne pocałunki.

Po drodze do domu dzwonię do Pawła. Pytam co słychać. Okazuje się, że właśnie wyszedł od swojej Kasi. Umawiamy się za parę minut na rynku. Paweł wygląda na bardzo zadowolonego z siebie, większą część świąt spędził z Kasią, ale nie chce więcej mówić. Rozumiem go, niektóre rzeczy lepiej zostawiać sobie. Dzwonimy jeszcze do Kuby ale nie odbiera. No, cóż… Każdy ma prawo do świąt. Rozmawiamy jeszcze moment i wracam do domu. Po powrocie dostaję jeszcze burę od mamuśki, że się szlajam nie wiadomo gdzie (a co? u koleżanki byłem…) zamiast spędzać Święta z rodziną. Bura chyba jest bardziej pro forma i ma najwyraźniej aspekt tylko pedagogiczny.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Z Anitą i Agnieszką wstaliśmy dopiero koło dziesiątej – strasznie zaspani i w ogóle nie do życia. Dopiero poranny prysznic postawił nas jako tako na nogi. Uwielbiam moje kuzynki – zawsze mają dobry humor i zawsze chęć do wspólnych psot. Ciotka i wuj ze swoim przychówkiem przyjechali około jedenastej, kiedy wychodziliśmy spod prysznica. Dobrze, że się zdążyliśmy bo dwoje najmłodszych (Grzesiek i Dominik) wpadło od razu do nas na górę. Dziewczyny ledwo zdążyły biustonosze pozapinać… Ach, te dzieciaki! Zeszliśmy zaraz na świąteczne śniadanie (czyli było dojadanie resztek po wigilii, tyle, że resztek było więcej, niż zdołaliśmy zjeść podczas samej kolacji wigilijnej). Potem pojechaliśmy na mszę do kościoła. Ksiądz jakoś się zdołał wyspać i mówił trochę składniej.
Wróciliśmy po mszy do domu i całe moje kuzynostwo do wieczora siedziało w moim pokoju podjadając świąteczne wypieki oraz zapijając to wszystko dużą ilością gazowanych napojów. Do porzygania! Jak świętować to świętować! Rozmawialiśmy sobie dużo, słuchaliśmy muzyki (Wiola przywiozła ze sobą trochę nowych płyt), graliśmy w scrabble i było wspaniale. Maluchy układały klocki na podłodze (najlepszy świąteczny prezent dla dzieciaków! obaj chłopcy dostali wczoraj po pudle, które waży po dobre osiem kilo!) i jeździły pomiędzy nimi samochodzikami z głośnym brum! brum! i tuu! tuu! Święta!

Dość rzadko widuję Agnieszkę i Anitę – sto pięćdziesiąt kilometrów do Warszawy robi swoje, ale zawsze dobrze się razem bawimy i świetnie się nam ze sobą gada. Moje kuzynki są pod tym względem niezrównane. Z drugą częścią rodziny czyli kuzynostwem ze strony mojej mamy widuję się nawet kilka razy w miesiącu, cztery kilometry to, szczególnie latem, jest odległość na kilkanaście minut rowerem. Wiola, Marcin oraz Gabrysia są w tym wieku, że da się z nimi sensownie rozmawiać, szczególnie z dziewczynami. Wiola jest w wieku Anity (obie mają po piętnaście lat) czyli są o rok młodsze ode mnie, a dwunastoletnia Gabrysia jest bardzo dorosła jak na swój wiek i za wszelką cenę stara się doszlusować do starszego rodzeństwa, bo ze względu na wzrost zawsze istnieje obawa, że ktoś może ją skojarzyć z maluchami, a tego chce uniknąć za wszelką cenę. Więc Gabrysia musiała przejść szybką szkołę dorastania i pod tym względem dawno przegoniła wyrośniętego Marcina, który jednak, co tu dużo mówić, inteligencją i elokwentnością nie grzeszy. Jedna czarna owca w rodzinie to i tak niezły wynik. O maluchach trudno coś na razie zawyrokować. Klocki składają sprawnie, ale co z tego będzie to się dopiero okaże za kilka lat.
Wieczorem oddaliśmy młodsze dzieciaki pod opiekę naszych rodziców, a sami w sześcioro poszliśmy na spacer po mieście, żeby pooglądać zapalone choinki i w ogóle się przejść. Zawsze rzucaliśmy się w takich przypadkach śnieżkami, ale w tym roku Boże Narodzenie mamy paskudnie szaro-bure i bezśnieżne. Na szczęście nie pada deszcz i nawet zimno nam nie przeszkadza. Wesoło odmaszerowujemy sobie całe miasteczko dookoła (prawie dwie godziny!) i wracamy do domu na kolację. Ciotka z wujem zabierają swoje pociechy do samochodu i wracają do siebie. Za to stryjenka i stryj, chociaż planowali, że pojadą tego wieczoru przekładają wyjazd na jutro rano. Mój ojciec nie skąpił stryjowi wina domowej roboty (wujowi zresztą też, ale oni mają tylko kilka kilometrów prostą drogą przez las, poza tym prowadzi ciotka, która przezornie moczyła tylko wargi w tym winie). Stryjostwo oraz moje kuzynki Anita i Agnieszka zostają u nas więc do jutra, bo nikt nie wypuści ich do Warszawy w takim stanie. Z dziewczynami idziemy więc na górę i oglądamy jakieś filmy w telewizji, ale nic konkretnego, bo głównie skaczemy z kanału na kanał. Potem idziemy jeszcze na dół powiedzieć wszystkim Dobranoc! i już spokojnie (po drodze zabierając pół butelki wina) wracamy na górę. Obie dziewczyny włażą do wanny, ja z nimi ledwo się mieszczę i siedzę już tylko na brzegu mocząc nogi, popijamy wino z kieliszków, dojadamy ciasto (Jezu! ile my możemy zjeść!?), w końcu woda w wannie wystygła i idziemy do łóżka. Kończy się na jakimś niewinnym kizi-mizi, bo po wczorajszej nocy jesteśmy za bardzo zmęczeni i niewyspani i poza kilkoma pocałunkami z języczkiem i głaskaniem do niczego większego nie dochodzi. Zasypiamy. Rano moja mamuśka nas budzi (na szczęście dzwoni tylko na mój telefon i nie chce jej się włazić na piętro, bo by nas zastała we troje w jednym łóżku; byłoby trochę głupio; komórka to jednak dobry wynalazek), żeby dziewczyny szykowały się do wyjazdu. Dziewczynom wcale się jednak nie chce wyłazić z łóżka i dopiero drugi telefon tym razem od ich ojca wyciąga je spod kołdry. Idziemy na śniadanie a po nim stryjostwo oraz Agnieszka i Anita wsiadają do samochodu i odjeżdżają do Warszawy do domu!
Szkoda… Ale ja muszę się przyszykować i pójść do Justyny!

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Nago na śnieguTo wideo zrobiło na mnie wrażenie. Duże wrażenie. Dziewczynie, która tutaj występuje muszę pogratulować raz – samozaparcia, dwa – odwagi, a trzy – wytrzymałości. Podobno rzecz dzieje się w Finlandii, ale nie polecam podobnych wyczynów nawet przy polskim cieplutkim klimacie i łagodnych zimach. Podobno mamy jakiś efekt cieplarniany i to wszystko nasz, ludzi wina, że klimat się zmienia. Tak przekonuje przynajmniej lansowany przez lewicę niedoszły prezydent USA – Al Gore. Ale ja mu nie wierzę nic a nic: kiedy wikingowie dopłynęli około tysięcznego roku na Grenlandię nie bez powodu nazwali ją Zieloną Wyspą – po prostu było tam dużo cieplej niż obecnie. W tym samym czasie w Polsce francuscy mnisi sprowadzani przez Mieszka I i Bolka Chrobrego uprawiali sobie nad Wisłą winogrona. Podobno wino z nich było nie gorsze od francuskiego. Potem nieco się ochłodziło i za Jagiellonów do Szwecji zamiast statkiem jeździło się saniami prze Bałtyk. Potem znów było cieplej – Jan Chryzostom Pasek w swoich pamiętnikach pisze, że za jego czasów było kilka takich zim, że śnieg wcale w Polsce nie padał. Wiek XIX niektórzy nazywają małą epoką lodowcową – pewnie dlatego Napoleon dostał w d… pod Moskwą, a jego armia omal tam nie zamarzła. A teraz po prostu zrobiło się trochę cieplej. Też mi mecyje… to zamiast jabłek będziemy sobie w ogródkach pomarańcze hodowali i tyle… też smaczne. Al Gore robi po prostu sobie reklamę – a głupi ludzie mu klaszczą. Jak Rubikowi (w mojej szkole ostatnio największą obelgą jest powiedzieć do kogoś: a twoja stara klaszcze u Rubika…).

Mikołajkowy striptizPo tym wszystkim mam na rozgrzewkę dla Was filmik z mikołajkową dziewczyną tańczącą przy na rurze – przy tej z Finlandii to może nie żadna rewelacja, ale dziewczyna się stara i trzeba to chyba docenić. Mi to wideo się podoba… Dziewczyna z piłką w biurzeA jak już wrócicie po Świętach do pracy albo szkoły to, co polecam szczególnie moim Czytelniczkom, może warto zastanowić się nad pewnymi zmianami w umeblowaniu. Sprawa szczególnie dotyczy krzeseł biurowych…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Aktorka Jessica Alba, która jest obecnie w ciąży (ojcem przyszłego dziecka aktorki jest jej narzeczony Cash Warren), odrzuciła ostatnio trzy oferty pozowania nago z brzuszkiem. Kilka brukowych dzienników i magazynów ostrzy sobie ząbki, żeby to u nich ukazała się sesja z ciężarną aktorką, zrobiona w stylu słynnych już zdjęć z Demi Moore albo Britney Spears. Tymczasem Jessica Alba stale dostaje propozycje od pism, które chcą by pozowała dla nich nago, kiedy będzie mniej więcej w siódmym-ósmym miesiącu ciąży. Taka sesja na pewno podniesie sprzedaż.
Aktorka uważa, że ciąża powinna być sprawą bardzo osobistą i prywatną. Najwyraźniej spodziewa się dostać więcej pieniędzy za swoje nagie zdjęcia. Oby się nie przeliczyła, bo w końcu urodzi i nie dostanie nic. Czasu zostało coraz mniej… A my nic nie zobaczymy.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,793,607 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

grudzień 2007
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]