You are currently browsing the daily archive for grudzień 28th, 2007.

Kiedy ja i Kuba oglądaliśmy sobie spokojnie filmy na DVD, a Paweł jak nam się wydawało zabawiał się z Kasią działo się dużo rzeczy. Okazało się, że Paweł wcale nie spotkał się tego dnia rano ze swoją dziewczyną. Dziewczyny spotkały się ze sobą – i się pokłóciły. Poszło niemal na noże. Paweł przyszedł do niej około trzeciej po południu i zastał ją zapłakaną. Kasia nie chciała mu nic powiedzieć. Zadzwonił do Magdy – bez rezultatu, potem do Gosi. Obie stwierdziły, że to nie jego sprawa. Tyle z nich wydusił, ze się pokłóciły. Ostro i śmiertelnie na siebie poobracały. To znaczy Magda i Kasia są w jednym obozie, a Gosia samotnie w drugim. O co im poszło? Bóg jeden raczy wiedzieć: nie zamierzają już ze sobą rozmawiać – nigdy i pod żadnym pozorem. Co takiego zrobiła Gosia? A może to Kasia i Magda coś zmalowały. Nijak nie można dojść do prawdy. Zaparły się i nie chcą nic powiedzieć. Kuba obiecał, że wybierze się dziś wieczorem do Gosi i spróbuje od niej dowiedzieć się czegoś więcej. Ja nie mogę się ruszyć wieczorem z domu – życie syna rolnika czasami niesie pewne obowiązki. Może to mało romantyczne ale świńskiego porodu nie da się nijak przełożyć. Poszedłbym dowiedzieć się może czegoś od Magdy, ale co kwadrans muszę zaglądać do chlewika. Przez telefon niczego się nie dowiedziałem. Dziewuchy się zaparły rękami i nogami. Paweł molestuje swoją Kasię, ale raczej niewiele od niej wyciśnie, bo nie będzie chciał za bardzo jej naciskać. Naciskać pewnie będzie, ale akurat dla jej i jego przyjemności i w zupełnie innych miejscach. Kuba najwyraźniej zaprzyjaźnił się trochę z Gosią, ale jego wybitnie aspołeczny charakter raczej tez niewiele pomoże. Bardzo wątpliwe jest czy cokolwiek Gosia mu powie. Co najwyżej obrazi się na jego namolność na niego i przy okazji na nas. Sytuacja bez wyjścia.
Z Pawła ostatnio zrobił się zupełnie inny człowiek – do tej pory każda dziewczyna po pierwszych pięciu wymienionych z nim zdaniach spokojnie i bez zająknięcia mogła mu rzucić w twarz męska szowinistyczna świnia. I nikt by nawet nie mógł temu zaprzeczyć. Paweł taki był – oczywiście to powierzchowność, ale tak. Nie wiem skąd mu się ten zadeklarowany antyfeminizm wziął, ale Paweł na słowo feminizm reaguje jak pies Pawłowa. Z miejsca jest w stanie wygłosić godzinną pogadankę o szkodliwości feministycznej zarazy. Szkodliwości głównie dla samych kobiet. Kasi trzeba przyznać, że feminizmu w niej tyle, co kot napłakał. Nastolatka jest po prostu uroczo dziewczęca. Zarówno w sposobie bycia, zachowania, jak i ubioru. Spodnie dla niej to zło konieczne, a jeżeli już to takie, które przypominają szeroką i długą spódnicę, koronki, falbanki, sama słodycz. Pawłowi widać to bardzo odpowiada. Trudno się dziwić. A teraz przy Kasi zachowuje się jak uosobienie salonowego pieska. Jakby mógł, to by tańczył przed nią na dwóch łapkach. I dobrze. Dziewczynie coś się od życia należy, a Pawłowi nie zaszkodzi trochę pokory i uległości wobec niej.
I tak oto zamieniłem towarzystwo męskiej szowinistycznej świni na towarzystwo prośnej maciory. Będą z tego dzieci.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Rano byłem dziś u Kuby. Paweł hula gdzieś ze swoją Kasią, a nas zostawił samych. Wypożyczyliśmy sobie tym razem z wypożyczalni dwa filmy na DVD: Marię Antoninę oraz Nine Songs. Najpierw trochę o pierwszym z filmów: o ile jakoś do warstwy narracyjnej tego filmu jakoś się nie mogę przyczepić to w filmie straszna była muzyka. Nowoczesna muzyka do historycznego filmu kostiumowego. Miała być paralela do czasów współczesnych, a wyszła niestety żenada. O samej postaci Marii Antoniny krąży wiele bałamutnych historii, a najsłynniejsza jest chyba ta, że królowa Francji miała powiedzieć, że skoro w kraju brakuje chleba i jej poddani nie mają co jeść to powinni jeść ciastka. Akurat ta historyjka jest chyba wyssana z palca na potrzeby jej procesu (a właściwie jego farsy) oraz egzekucji na gilotynie podczas Rewolucji Francuskiej. Prawdziwa Maria Antonina specjalnie mądra chyba nie była, ale nie była też zła. Ot, taka Paris Hilton tamtych czasów. Trochę wbrew własnej woli trafiła z dość normalnego dworu wiedeńskiego do paryskiego Wersalu i jakoś usiłowała sobie na nim radzić – gdyby jej mąż, a król Francji, był człowiekiem bardziej zdecydowanym i stanowczym wszystko potoczyłoby się dużo szczęśliwiej. Tymczasem Ludwik wolał zajmować się ślusarstwem (teraz niby śmieszne, ale w tamtych czasach ślusarstwo było szczytem techniki – trochę jak teraz bioinżynieria albo medycyna nuklearna). Dopiero kilka lat po ślubie pozbawił on swoją żonę dziewictwa i spłodził dziecko. Akurat tego w filmie nie było, ale historyczny Ludwik pomimo tego, że miał wystarczające środki i siły na stłumienie rewolucji nie zrobił tego. Nie mógł się po prostu na nic zdecydować: reformować kraj czy zgnieść rewolucję. Gdyby przyłączył się do jednego ze stronnictw królowałby zapewne długo i szczęśliwie. Nic nie zrobił, pozostał sam i obie strony (konserwatyści i reformatorzy) się go wyparły.
W filmie ciekawe są sceny z życia dworskiego w Paryżu. Szczególnie ta z ubieraniem królowej przez damy dworu oraz dworski bal. Po francuskim dworze kręcą się też ciekawe indywidua jak choćby królewska kochanka teścia Marii Antoniny wzięta prosto z paryskiego burdelu i wydana za jakiegoś markiza, a także styliści i perukarze (już w tamtych czasach ta kategoria ludzi składała się głównie z homoseksualistów! jakoś wszyscy oni przypominali mi w tym filmie Tomasza Jacyków…)
Nine songs - plakatNo i drugi film… Nine Songs czyli Dziewięć piosenek wyreżyserowany i wyprodukowany przez Michaela Winterbottoma ponoć tylko za 100.000 dolarów. Film w gruncie rzeczy pornograficzny – dziewięć scen seksu pomiędzy głównymi bohaterami, którzy właściwie ze sobą nie rozmawiają przerywanych dziewięcioma piosenkami z koncertów w klubach różnych londyńskich i brytyjskich kapel. On Matt (Kieran O’Brien) – glacjolog, który ma wyruszyć już wkrótce na wyprawę polarną oraz ona Lisa (Margo Stilley) poznają się na rockowym koncercie i wkrótce lądują ze sobą w łóżku. Kolejne sceny ich uniesień są pokazywane na ekranie bez znanych z filmów porno szczegółów, ale z dość dużą dosłownością oraz sugestywnością i z tego co zobaczyliśmy z Kubą jednak nie są udawane i markowane. Oni tam naprawdę to robią. Margo Stilley grająca główną bohaterkę filmu na konferencjach prasowych zawsze wymigiwała się od odpowiedzi na pytanie o prawdziwość scen seksu i najczęściej udzielaną przez nią odpowiedzią były słowa: Jesteśmy profesjonalistami, poznaliśmy się na trzy dni przed zdjęciami, nic nas nie łączy i nigdy nie łączyło. Podobno nawet jej imię i nazwisko nie miło się pojawić w napisach końcowych filmu… Oficjalna interpretacja jest taka, że w filmie pokazana jest pustka współczesnych ludzkich kontaktów co ma podkreślać jeszcze kilka scen wędrówki Matta przez lodową pustynię oraz niemal całkowity brak dialogów w filmie. Niby tak, ale jakoś zarówno ja oraz mój przyjaciel Kuba uznaliśmy, że Michael Winterbottom chciał sobie po prostu nakręcić softowy film porno, a jakoś mu już nie wypadało. No więc nakręcił porno z podtekstem ideologicznym… A tak już zupełnie na marginesie: interesujące jest, dlaczego to właśnie w Londynie powstają filmy takie jak Nine Songs albo Intymność w reżyserii Patrice’a Chereau, gdzie tak istotny jest nie tyle seks na ekranie, ile sposób jego pokazania – sugestywny, dosłowny i niemal mechaniczny? Czyżby Anglicy poczuli się dotknięci tytułem starej farsy No Sex, Please, We Are British? Podobno w Nine Songs reżyser Michael Winterbottom zrezygnował nawet z pisania szczegółowego scenariusza – co jest cechą właśnie filmów porno. Wszystko to, co dzieje się między parą głównych bohaterów, spontanicznie zdarzało się na planie. Większość filmu jest też kręcona kamerą z ręki co też jest domeną filmów pornograficznych… Ech, reżyserzy… Nine Songs jako porno jest nudny jak flaki z olejem i mało zajmujący (cóż, aktorki porno mają najczęściej solidne piersi natomiast Margo Stilley zamiast porządnego biustu ma właściwie w tym miejscu dwa piegi), a jako film fabularny też wypada blado: dialogi niedobre, praktycznie żadnej akcji…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Pomyślałem, że podzielę się kilkoma moimi przemyśleniami na temat mojego związku z Justyną. Trudno nas nazwać parą – nikt właściwie nie wie o tym co nas łączy. Nawet Paweł i Kuba, choć być może Kuba czegoś się domyśla. Jeszcze miesiąc temu Justyna była po prostu moją koleżanką, której ja podpowiadałem na lekcjach polskiego czy historii, a ona mi na fizyce czy matematyce. Poza tym swobodnie i miło nam się ze sobą rozmawiało na przerwach w szkole – rozmawiało o szkolnych bzdurach. Tyle, że to wszystko pewnego dnia się skończyło. Nadal funkcjonuje współpraca na sprawdzianach, ale w szkole ze sobą praktycznie nie rozmawiamy. Poza szkołą też właściwie nie.
Justyna jest oczywiście bardzo pociągającą i seksowną szesnastolatką, ale nasz związek to właściwie czysta chemia i fizjologia. Nawet nie wiem czy jest to związek. Kiedy tylko się ze sobą spotykamy porywa nas szał uniesień i oboje nie możemy od siebie oderwać rąk. Naprawdę intensywnie na siebie działamy – ona mnie podnieca do szaleństwa, ja ją chyba też. Inaczej nie byłoby tego co jest. Moja szkolna koleżanka jest naprawdę urocza i, co tu dużo mówić, gorąca. Jednak poza seksem, pieszczotami i namiętnymi pocałunkami właściwie nasz związek nie istnieje. A ja nie wiem co z tym zrobić… Justyna nie odbiera moich telefonów, odpowiada tylko SMS-ami, porozmawiać z nią na poważnie nie mam kiedy ani jak. Zawsze jest oddzielona ode mnie rojem koleżanek, ani chwili sam na sam. W szkole się ode mnie izoluje, poza szkołą jest całkowicie nieosiągalna – no, chyba, że sama zdecyduje, że chce mnie widzieć. Ale wówczas zorganizuje to wszystko tak, że od razu przechodzimy do bardziej zaawansowanej bliskości. Trochę to wszystko mnie przerasta.
Niby każdy facet marzy o dziewczynie, która zechce z nim wskoczyć do łóżka, pobaraszkować, popieści, jest czuła i namiętna, a po wszystkim znika aż do następnego razu. Niby tak jest… ale. Ale zależy mi na niej i nie chcę jej stracić – nie wiem jak mam się w tej sytuacji zachować – udawać przed całym światem, że nic się nie dzieje, nie działo i nie będzie dziać? Boję się, że jeżeli zrobię jakiś ruch ona zniknie. Nie chcę stracić tego co mam (no, przecież nie będę udawał, że seks z taką dziewczyną mi nie odpowiada) a z drugiej strony to co jest teraz nie daje żadnej gwarancji jakiejkolwiek stabilności. Kompletnie nie wiem co ona do mnie czuje, co o mnie myśli, na co dzień mogę co najwyżej popatrzeć sobie na jej nogi i krótką spódniczkę, albo na podskakujące piersi na lekcjach wuefu. Jak przez szybę. Z jednej strony nie chcę jej włazić z buciorami nachalnie w życiorys, a z drugiej chciałbym czegoś więcej poza krótkimi chwilami uniesień. Nawet się właściwie skarżyć nie mogę – bo niby na co? Niczego mi przecież nie obiecała, niczego ode mnie nie żąda i nie chce. Żadnych wyznań, żadnych obietnic, żadnych postanowień. Żadnych zobowiązań na jutro. Tyle, że ja boję się tego jutra, bo może się okazać, że Justyna tak samo jak nagle się pojawiła w moim życiu, tak samo z niego zniknie. A ja tego bardzo bym nie chciał. Ona jest dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym – nie chcę tutaj używać słowa miłość – bo jakoś tak wydaje się mi, że szesnaście lat to nieco za wcześnie na takie poważne słowa z konsekwencjami na całe życie.
To taki chemiczny związek – zderzamy się, na chwile zatapiamy w sobie, dajemy upust fizjologicznym potrzebom młodego organizmu i znów oddalamy do własnych światów. Do następnego spotkania. Do następnego wyczerpującego seksu, który zaspokaja organizm, ale nie zaspokaja potrzeby bliskości i stałości.
Nawet nie wiem czy mogę powiedzieć o niej moja Justyna?

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Volkova na sali porodowejNa oficjalnej strona zespołu t.A.T.u. zamieszczono informacje o przebiegu narodzin synka Julii Wołkowej oraz jej partnera – Parviza Jasinowa:

Wczoraj wieczorem (czyli 26 grudnia) miejsce miała mała impreza, podczas której Lena, Julia i ich najbliżsi przyjaciele świętowali zbliżający się Nowy Rok. Czarnowłosa Tatuszka wróciła do domu około północy, a zasnęła tuż przed drugą. Jej sen nie trwał jednak długo – już po dwóch godzinach obudziła się i uświadomiła sobie, że zaczęła rodzić. Parviz, który nie odstępował jej na krok, natychmiast zawiózł swoją ukochaną do szpitala, gdzie Julia urodziła chłopca.

Poród Julii Wołkowej
Jest nawet adekwatne video: Julia Wołkowa urodziła chłopca. Zdjęcia jeszce ciężarnej Julii można zobaczyć w jednym z moich poprzednich postów.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,802,945 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

grudzień 2007
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]