You are currently browsing the daily archive for styczeń 2nd, 2008.
Daily Archive
Mój dzisiejszy sen
2 styczeń 2008 in Wpisy bardziej osobiste | by Licealista | 11 komentarzy
Rzadko miewam sny erotyczne w których występują realne osoby. Już raczej jeżeli śni mi się coś nieprzyzwoitego to w takich snach występują zupełnie nieznane mi dziewczyny. Tym razem było jednak inaczej. Śniła mi się Justyna. Właściwie to powinienem się tego spodziewać – łączy nas bardzo silne przyciąganie. Trudno określić ile jest w tym uczucia, a na ile jest to działanie szesnastoletnich hormonów, ale ta dziewczyna naprawdę mnie podnieca i wystarczy, że tylko o niej pomyślę, a już przed oczami stają mi najróżniejsze wizję wspólnych i bardzo wymyślnych igraszek. Tym bardziej już się trochę niepokoiłem, ze Justyna jakoś nie chce zawitać do krainy moich nocnych marzeń. Aż w końcu zawitała.
Zawitała ubrana w strój rodem z japońskich filmów o szkole – krótka spódniczka w kartkę, biała rozpinana koszulka. W moim śnie Justyna gdzieś mnie prowadziła po jakichś uliczkach – trochę jak zaniedbane stare miasto, a trochę jak fantastyczna metropolia z gry komputerowej. Justyna cały czas trzyma mnie za rękę i mnie prowadzi po coraz to nowych zaułkach, bramach i podwórkach. Jakbyśmy gdzieś szli – w konkretne miejsce, które tylko ona zna. W końcu weszliśmy do jakiejś opuszczonej kamiennicy albo raczej magazynu, bo to akurat wnętrze budynku przypominało. Niepozorny z zewnątrz obiekt okazał się bardzo duży. Po pustym wnętrzu rozchodziło się echo naszych kroków. Podłoga była z betonu, ale były na niej resztki jakichś płytek z błękitnego szkliwa. Na środku pomieszczenia stał duży zbiornik wypełniony miękkimi piłeczkami z gąbki. Było ich tysiące. W każdym kolorze. Justyna była już w tym momencie niemal całkiem naga. Miała na sobie tylko czarne rajstopy, Nie pończochy ale nałożone bez majteczek rajstopy. Weszła do zbiornika z piłeczkami które zaczęły ją otaczać. Wszedłem tam za nią – trudno mi teraz powiedzieć czy w tym momencie we śnie miałem na sobie ubranie czy nie. Wewnątrz zbiornika pachniało wanilią i cynamonem. Okazało się, że te piłeczki wcale nie są z gąbki czy z gumy ale są żelatynowymi misiami. Tyle, że dużymi i okrągłymi. Zanurzyłem się w nich razem z Justyną. Zaczęliśmy się całować, cała smakowała tymi żelkami. Miała bardzo mięciutką skórę z delikatnym meszkiem. Objąłem ją całą i zaczęliśmy się kochać. Justyna w moich ramionach zrobiła się bardzo malutka i też trochę jak żelkowy miś. Była bardzo miękka i poddawała się każdemu mojemu naciskowi. Kiedy skończyliśmy (chyba, bo we śnie jakoś tego nie odnotowałem) wszystkie te żelkowe misie w których byliśmy zanurzeni zaczęły się rozpływać i zrobiła się z tego jakaś galaretka albo coś w rodzaju kisielu. Na tym skończył się mój sen. Potem jeszcze pamiętam, że patrzę z wnętrza tego zbiornika pełnego kisielu w niebo. I tyle – potem miałem jeszcze jeden jakiś sen, ale zupełnie niezwiązany z tematem i niewiele z niego pamiętam.
Niezbyt wietrzę w proroczy charakter snów, ale nie miąłbym nic przeciwko temu, żeby to, co mi się dziś śniło wydarzyło się w rzeczywistości. Moja koleżanka bardzo mnie podnieca i zupełnie nic na to nie poradzę. Coraz częściej za dnia przyłapuje się też na fantazjowaniu na jej temat. Nie muszę chyba pisać na czym te fantazje polegają.
Poradnia seksuologiczna
2 styczeń 2008 in Wpisy bardziej osobiste | by Licealista | 8 komentarzy
Mój przyjaciel Paweł zadzwonił dziś do mnie i zapytał czy może przyjść i pogadać ze mną. Przestraszyłem się trochę, że coś się stało, bo był strasznie podekscytowany. Przez telefon powiedział mi tylko, że Stało się! I to dużo… Przyszedł jakieś pół godziny później, dostał ode mnie gorącej herbaty na ochłonięcie, zabrałem go do siebie i na górę do pokoju. W końcu wypalił mi z grubej rury: Rozdziewiczyłem Kasię! Mówię mu na to, że gratuluję i pytam trochę złośliwie, czy to jest aż taki powód do ekscytacji. Popatrzył na mnie jak na wariata. No, dobrze nie powinienem był wygłaszać sarkastycznych uwag w tej akurat kwestii. Ale Paweł chyba nawet tego nie dostrzegł! Więc pytam czy chce mi coś więcej jeszcze o tym powiedzieć. Stwierdził, że w sumie to nie powinien, ale w końcu po to się ma przyjaciół, żeby im mówić o swoich problemach i zwierzać się z kłopotliwych spraw. Więc pytam jaki ma kłopot, bo miał to akurat wymalowane na twarzy, że jednak coś poszło nie tak.
Mój przyjaciel trochę się porozglądał z zakłopotaniem i już na spokojnie mi mówi, że zrobili to bez gumki. Rzeczywiście trochę głupio. Pytam więc czy wie który to dzień po okresie – on na to, że nie dokładnie, ale, że Kasia wczoraj dostała miesiączki, a zrobili to też wczoraj tylko wcześniej. No, więc jest mniej więcej ok – z ciążą raczej nie powinno być problemu. Ryzyka raczej nie ma. Pytam więc Pawła czy to już wszystko, bo jakoś mi się widzi, że jednak nie. On znów się porozglądał po pokoju i mówi mi, że Kasia strasznie krwawiła i zapaćkali krwią całe prześcieradło. A on nie do końca wie, czy to ze względu na błonę dziewiczą, na miesiączkę, która już wtedy mogła się zacząć czy coś jednak mogło się stać. Pytam więc go czy wie jak się Kasia dzisiaj czuje. On, że nie wie. Ochrzaniłem go więc z miejsca i pytam dlaczego nie zadzwonił i nie zapytał. A on mi na to, że boi się, że Kasia nie będzie chciała już go znać. Czy takiego kretyna można traktować poważnie? Przypilnowałem go, żeby zaraz zadzwonił do dziewuchy i ją dokładnie wypytał co się dzieje. Zadzwonił. Jezu, jak on się męczył przy tej rozmowie – żeby nie móc własnej dziewczyny zapytać o jej okres i stan jej zdrowia. Koszmar! Okazało się, że Kasia ma normalny okres, że wszystko jest ok, trochę jest tam na dole poobcierana i tyle. Prześcieradło poszło do prania (robili to u niej, a miesiączka Kasi równie dobrze mogła tłumaczyć plamy z krwi na pościeli jak wszystko inne, jej matka się nie zorientowała). Kamień z serca. Na razie nie uśmiecha mi się bycie ojcem chrzestnym.
Paweł trochę się uspokoił i rozluźnił. Kasia jak się okazało nie ma do niego żadnych pretensji. Dopiliśmy herbatę, zrobiłem nam kolejne. I jeszcze jakieś kanapki, bo się okazało, że mój kumpel od wczoraj nic nie jadł. Zjadł kilka. W końcu pytam go: i jak było w ogóle? On na to, że w porządku. Też mi porządek – bez gumki. Ale zmilczałem. Z tego co zrozumiałem to ona nie doszła, ale to raczej normalne za pierwszym razem, za dużo nerwów, strachu i stresu a za mało doświadczenia i spokoju. Następnym razem będzie lepiej. Poradziłem mu, żeby się wstrzymali kilka dni z powtórkami, żeby się tam Kasi wszystko wygoiło i żeby pamiętał już o prezerwatywach. A na obtarcia to niech może jakiś żel nawilżający sobie kupią. Pomaga. Albo niech oboje pomyślą o jakichś plasterkach albo pigułkach, bo pewnie na pierwszym i drugim razie się nie skończy. Czuje się jak jakaś poradnia seksuologiczna… Jakąś godzinę później Paweł jeszcze raz zadzwonił do Kasi – już na spokojnie pomiziali się przez telefon, popletli, jak to zakochani… Jest dobrze… Kasi się podobało, nic ją już nie boli. Dzieci też z tego nie będzie.
Kurczę, ale jakie trzeba mieć zaćmienie umysłu, żeby gumki nie założyć? Ja wszystko rozumiem: stres, pierwszy raz, szał zmysłów… Do tej pory wydawało mi się, że Paweł to trzeźwo myślący facet, który twardo stąpa po ziemi i nie wpada w takie stany. A tutaj taka niespodzianka… Ta cała Kasia też nie lepsza… O czym oni wtedy myśleli? Ją jakoś jestem w stanie zrozumieć (pierwszy raz, brak doświadczenia, takie tam), ale on? No, dobra, że wcześniej nigdy z dziewicą? Ale z nie-dziewicą tak. I to wiele razy. Co ich opętało?
Swoją drogą nie wiedziałem, że oni dopiero teraz. Zachowywali się tak, że sądziłem, że mają to już za sobą. Dziewictwo Kasi trochę to tłumaczy… W sumie paluszkami i językiem też wiele rzeczy można zrobić. No, cóż – ładna data na utratę cnoty – dziewczyna będzie miała łatwo zapamiętać. Pierwszy stycznia.
Lesbijskie pocałunki tuż przed porodem
2 styczeń 2008 in Z kraju i ze świata, Zdjęcia i filmy | by Licealista | 6 komentarzy
Dziewczyna z rosyjskiego duetu t.A.T.u. – Julia Wołkowa, która nie tak dawno urodziła syna, a na salę porodową trafiła prosto z dyskoteki na której imprezowała ze swoją przyjaciółką z zespołu Leną Katiną. Wszyscy zapewne pamiętają medialny szum, który towarzyszył debiutowi t.A.T.u. – Dziewczęta były kreowane na lolitki z wyraźnie lesbijskimi skłonnościami.

Teraz, kiedy Julia Wołkowa urodziła już swoje drugie dziecko, ciężko byłoby komukolwiek w to uwierzyć. Dziewczyny jednak się nie poddały i na kilka dni przed porodem Julii Wołkowej wyruszyły na Moskwę. W jednym z moskiewskich klubów zaczęły namiętnie się całować… Hmmm… Albo wczuły się w swoją rolę, albo coś jednak jest w tym lesbijskim image’u…





Ostatnio skomentowane