You are currently browsing the daily archive for styczeń 14th, 2008.



Oto czym się emocjonuje serwis plotkarski Lansik.pl:
Boska Bosak
Rzadko zgadzamy się z tym, co wypisuje psi portal, ale w tym przypadku doskonale rozumiemy zachwyty pudelek.pl dotyczące Ani Bosak. Dziewczyna ma w sobie to coś i niewyobrażalnym byłoby gdyby polski show-biznes ją odrzucił. Na dodatek ma dobre serce i wystąpiła na wczorajszym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w podwarszawskim Karczewie, pokazując że taniec potrafi być bardzo seksualny (nie mogliśmy sobie odmówić tych zbliżeń).


Ania Bosak - krocze
Ania Bosak - majtki

Kompletnie nie rozumiem tych zachwytów. Dziewczyna może i ma niezłą figurę. Ja jednak tego czegoś w niej nie widzę. Urodę Ania Bosak ma bardziej niż przeciętną. I kto to w ogóle jest ta Ania Bosak??? Siostra Krzysztofa Bosaka z Młodzieży Wszechpolskiej??? Majtki też mogłaby sobie jakieś fajniejsze kupić – bo te to raczej nie jakiś szczyt elegancji.
I co to w ogóle jest za język: psi portal, taniec potrafi być bardzo seksualny??? W Karczewie tak się mówi?


Ania Bosak
.
[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Cała ta sytuacja z usunięciem mnie z rankingów wordpressa i ze stron tagów nieźle mnie wkurzyła. Trochę podkopało to moje zaufanie do administratorów serwisu i planowałem już przeniesienie się z moim blogiem na własny serwer z własną domeną. Ale przez ostatni tydzień trochę mi przeszło. Na razie zostaje pod starym adresem MojeLiceum.WordPress.com. Zobaczymy co z tego wyniknie. Dzięki Pawłowi, który zaopiekował się pod moją nieobecność tym blogiem nie popadł on w całkowite zapomnienie. Ilość wejść powróciła znów do stanu z ostatniego tygodnia przed całym tym zamieszaniem czyli około 4.000 dziennie. Najprawdopodobniej gdyby wszystko było po staremu wejść byłoby o co najmniej dwa tysiące dziennie więcej. Cóż mogę powiedzieć…
Przed chwilą wrzuciłem dziewięć postów z kolejnych dziewięciu dni mojego pobytu w Zakopanem. Ogólnie było fajnie. I trochę się wydarzyło. Zainteresowanym proponuje czytać w kolejności chronologicznej czyli odwrotnie niż są na blogu.
Dzień pierwszy czyli Pierwsza Klasa w Pociągu
Dzień drugi czyli Oswajanie Białych Niedźwiedzi Polarnych
Dzień trzeci czyli Kuba staje na szczycie
Dzień czwarty czyli Cztery muzea i wino
Dzień piąty czyli Między sklepem a sklepem
Dzień szósty czyli Rozmowy kontrolowane
Dzień siódmy czyli Teatr
Dzień ósmy czyli Wspólnota
Dzień dziewiąty czyli Dwa światy
A w sumie jak kto chce…
Dzięki wszystkim za wsparcie w trudnych chwilach (nawet nie myślałem, że tak się przywiążę do pisania i tego bloga!…), bardzo mi miło, że zaglądaliście tu czasami. Szczególe podziękowania należą się oczywiście Pawłowi – dobra robota – nie będę niczego kasował – później tylko trochę uporządkuję to wszystko. Mam nadzieję, że raz na jakiś czas zechcesz tutaj coś wrzucić. Poza tym dziękuję Sumiczce, Mrówce, Małej dziewczynce i pozostałym osobom które tu zaglądały podczas mojej nieobecności. Wielkie dzięki! Mam nadzieję, że będziecie odwiedzać mojego bloga!
Acha, i przepraszam wszystkich, którym spamowałem w poprzedni poniedziałek ich blogi. To nie było złośliwe choć niektórzy mogli to tak odebrać. Dzięki również za Wasze wsparcie.
Na dziś to tyle, trochę mam dość na razie pisania. Teraz, skoro mój blog został zaklasyfikowany jako tylko dla dorosłych muszę chyba pójść zapytać taty czy w ogóle mogę przeczytać to, co przed chwilą napisałem… Ha, ha, ha!… Mam mature w wieku szesnastu lat! A parę miesięcy temu dopiero zacząłem chodzić do liceum – kto by pomyślał? To w końcu jakiś sukces! Gratuluję administratorom wordpressa poczucia humoru!…
No, a na razie korzystam z zimowych ferii… Wiedźminie, nadchodzę!

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Rano okazuje się, ze nie trzeba było aż tak wcześnie wstawać. Pociąg do Krakowa jest dopiero o 8.30, a myśmy zerwali się przed szóstą. Śniadanie, ładujemy się znów do busa – zakonnice znów podstawiają nam swojego znajomego kierowcę. Znów ledwo się mieścimy w środku. Bagaży jest jakby więcej i na siłę upychamy się do samochodu. W Zakopanem żegna nas mgła. Na szczęście nie pada. Potem pociąg ma jeszcze kilkanaście minut spóźnienia, ale do Krakowa docieramy zgodnie z rozkładem jazdy. Szybka przesiadka do pociągu do Warszawy. Wychowawczyni krąży pomiędzy przedziałami i jest w swoim żywiole. Nie rozumiem jak można czerpać taką satysfakcję z denerwowania innych ludzi i doprowadzania się niemal do stanu histerii. W końcu opiernicza ją jakiś konduktor, któremu ciągle zawraca głowę. Próbuje się z nim kłócić, ale pojawia się zaraz jeszcze dwóch innych konduktorów, którzy rozbawieni całą sytuacją śmieją się z niej w oczy i grożą wyrzuceniem z pociągu. Jej własny autorytet upada na samo dno – od spodu puka już tylko Frytka. Przez resztę drogi do Warszawy na szczęście siedzi nabuzowana na swoim miejscu i do nikogo się nie odzywa. Pani Ela tego też ma już dość i mówi jej, że idzie sprawdzić czy wszystko z nami w porządku i zostawia ją samą. Teraz ona robi obchód, ale wygląda to zupełnie inaczej. Nie zawraca nikomu głowy, że jego kurtka wisi na niewłaściwym wieszaku, a butelka po coli leży na pustym fotelu zamiast zostać schowana do reklamówki i wyrzucona na następnym dworcu. Dwa światy…
Przyjeżdżamy do Warszawy. Ciepło. Chyba z siedem czy osiem stopni Celsjusza. Mamy półtorej godziny więc pakujemy wszystkie bagaże do dworcowych szafek bagażowych i idziemy do pobliskiego centrum handlowego. Wcześniej tutaj nie byłem. Warszawa zaczyna przypominać cywilizowany świat. Granica pomiędzy Dworcem Centralnym a Złotymi Tarasami (które z miejsca ochrzczone zostały przez nas Złotymi Kut…i) to linia demarkacyjna pomiędzy Azją a Europą. Na Dworcu jak na każdym innym dworcu bród i smród przysłonięty kolorowymi reklamami. Podobno gdzieś tutaj w pobliżu jest nawet darmowa jadłodajnia dla bezdomnych. Ciekawe co za geniusz wymyślił, żeby ułatwić tym wszystkim żulom życie i stworzyć im jeszcze placówkę z darmowym żarciem na Centralnym. Dzięki temu wszyscy przyjeżdżający do stolicy Polski mogą nacieszyć swoje oczy piękną wizytówką w postaci widoku wszechobecnego smrodu żulerstwa. W centrum handlowym stojącym dwa kroki od dworca żuli nie ma wcale, nawet nie próbują wejść… to nie jest ich świat. Jest za to czysto, świeżo i miło. Tak wygląda różnica pomiędzy państwowym dworcem kolejowym a prywatnym centrum handlowym. Zresztą to samo dotyczy metra w Warszawie, kiedy kilka miesięcy temu byłem w stolicy miałem okazję przejechać się kolejką podziemną – i też zauważyłem różnicę pomiędzy czystymi peronami wagonikami a syfem i smrodem na kolei. Niby metro należy do miasta, ale widać, że ktoś po prostu o nie dba. W przeciwieństwie do kolei, która wygląda jak wygląda. I dopóki nie będzie prywatna dopóty będzie tam taki sam syf i bród jak jest.
W końcu ładujemy się do osobowego który ma zawieźć nas do domu. Tym razem prawie pusto w pociągu. Wszyscy przerzucili się na prywatne busiki jeżdżące do Warszawy sporo szybciej i trzy razy taniej niż pociągi. Linii raczej nie zamkną, bo tędy jeżdżą pociągi do Mińska Białoruskiego i Moskwy. Pewnie gdyby nie to – żaden pociąg już by tędzy dawno nie jeździł. Ciekawe jak to jest, że prywatnym właścicielom opłaca się jeździć za jedną trzecią ceny czyściutkimi busikami dziesięć razy na dobę a kolei nie opłaca jeździć dwa razy dziennie za trzy razy takie pieniądze. A może właśnie dlatego, że bilet kosztuje trzy razy drożej, pociągi notorycznie się spóźniają i jest w nich taki syf nikt nie chce nimi jeździć?
W domu jestem zaraz po zachodzie słońca. Pogoda prawie wiosenna. Ojciec czeka na mnie na dworcu. Wrzucam torbę do bagażnika i po kilku minutach jesteśmy na miejscu.

Było fajnie. Gdyby jeszcze nie to wstrętne babsko…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Rano pierwsza budzi się Andżelika. O świcie. I przypomina sobie o zalanej sokiem pomarańczowym koszulce. Nie wygląda to najlepiej. Wychodzi do łazienki i próbuje ją zaprać, ale kiedy wraca widzimy, że nic z tego nie będzie. Są brzydkie żółte plamy na całym przedzie. Pocieszamy ją, żeby się tym nie martwiła. W końcu obie z Justyną wracają do siebie. Mówię Kubie, że powinien wybrać się dziś do tego sklepu bielizną w którym byliśmy parę dni temu. Uznajemy, że to dobry pomysł. Zastanawiamy się jeszcze przez jakiś czas czy powinien jej kupić właśnie taką nocną koszulkę w stylu tej zaplamionej sokiem czy może jednak piżamę. A może jakiś komplecik bielizny? Nic nie wymyślamy mądrego. Obiecuje Kubie poprosić Justynę żeby wybadała babskimi metodami Andżelikę co by najlepiej było jej kupić. Idziemy na śniadanie.
Obie dziewczyny wyglądają dziś na trochę zaspane. Zarówno Justyna jak i Andżelika co jakiś czas ziewają. Dyskretnie, ale to jednak widać. Czy Justyna jest aż taka naiwna, że sądzi, że nikt nie wie gdzie przepada na całe noce. Przecież pozostałe dziewczyny z jej pokoju muszą doskonale wiedzieć, że nie śpi we własnym łóżku. No, a jak nie we własnym to wybór innych jest niewielki. Ogranicza się do dwóch. Przy czym łóżko Kuby jest na pewno kojarzone z Andżeliką, bo nie sądzę, żeby zachowanie szarej myszki klasowej które tak ostatnio diametralnie się zmieniło uchodziło uwagi pozostałej części klasy.
W międzyczasie wysyłam Justynie obiecanego Kubie SMS-a z prośbą. Obiecuje, że spróbuje wybadać Andżelikę: Ok. Zapytam. Było mi naprawdę dobrze. Odpisuje jej, że to ona była boska. Bo była.
Ostatni dzień w Zakopanem jest przeznaczony na kolejne muzeum regionalne. Tyle, że trzeba dojechać do niego busem. Zakonnice polecają jakiegoś swojego zaprzyjaźnionego kierowcę który wkrótce wywozi nas na jakieś kompletne przedmieścia. Muzeum jest okropnie nudne, a poza tym nie za duże. Trzy godziny tam to stanowczo za dużo. Dostaję wiadomość od Justyny, że lepszym pomysłem będzie jednak piżama. SMS zawiera jeszcze krótką ale cenną dla nas informację: 70C. Wracamy tym samym busem do centrum Zakopanego. Stłoczeni jak sardynki w puszcze. Jest znów wesoło, chociaż jakoś nikomu nie uśmiecha się wracać jutro do domu. Dostajemy czas do osiemnastej na szwendanie się po mieście. Wychowawczyni chyba już została przez nas na tyle wytresowana, że nie ma oporów przed zostawieniem nas w spokoju i zajęcie się sobą. Nie gubimy się i nie stwarzamy jej problemów. To powinno jej dać do myślenia.
Idziemy z Kubą do sklepu z majtkami, stanikami piżamami i nocnymi koszulkami. Przez kilkanaście minut szwendamy się pomiędzy półkami nie mogąc się na nic zdecydować. W międzyczasie ekspedientka pyta nas czy może nam w czymś pomóc. Jakoś nam głupio rozmawiać z obcą dziewczyną niewiele w sumie starszą od nas o naszych potrzebach bieliźniarskich. Ale w końcu kapitulujemy i wracamy do ekspedientki. Okazuje się bardzo sympatyczna i miła. Chyba dość często ma tego typu klientów, którzy nie do końca wiedzą czego chcą. W końcu kupujemy błękitną piżamkę w drobny kwiatowy wzorek. Seksowna. Bardzo dziewczęca jak na mój gust. Kuba jednak nie może jakoś wyjść ze sklepu i w końcu jeszcze dokupuje Andżelice komplecik złożony z koronkowego wydekoltowanego staniczka i majteczek z kokardką na przedzie. Bardziej podoba nam się inny – różowy, ale nie ma odpowiedniego rozmiaru. Ekspedientka usuwa nam z zakupów ceny i pakuje nam to w ładny kartonik. Mój przyjaciel jest bardzo zestresowany tym, czy jego prezent się spodoba. Coś mi się wydaje, że nawet gdyby kupił Andżelice majtki w pasiaste krokodyle zostałyby one entuzjastycznie przyjęte. Ale dobrze, że wybrał coś w czym dziewczyna będzie się dobrze prezentowała. Poza tym skoro inwestuje w prezenty to znaczy, że jednak nie jest to jakiś przelotny romans. Dzwonię do Justyny, bo Kuba nie ma śmiałości zadzwonić do Andżeliki i zapytać gdzie jest. O dziwo Justyna odbiera. Szwendają się obie i jeszcze kilka innych dziewczyn kilka przecznic bliżej kolejki linowej. Idziemy do nich. Justyna wygląda olśniewająco. Znów mnie bierze. Teraz żałuję, że i ja nic jej nie kupiłem. Ale jest za późno. Zapraszam dziewczyny na ciastka i herbatę do cukierni. Kuba nie ma śmiałości wręczenia prezentu przy wszystkich więc na razie siedzimy, łyżeczkujemy ciastka i siorbiemy herbatę. Rozmowa toczy się leniwe i głównie o jakichś bzdurkach. Ale jest bardzo miło. Justyna trąca mnie pod stołem nogą i ociera się o moją łydkę. Nic nie daję po sobie poznać pozostałym, ale znów jestem podniecony. W międzyczasie widzę jak Kuba szepcze coś Andżelice do ucha i pod stołem konspiracyjnie przekazuje jej reklamówkę z prezentem. Andżelika jest cała zaczerwieniona. Nie może się doczekać, żeby otworzyć, ale chyba Kuba poprosił ją żeby zrobiła to na osobności. Rzeczywiście lepiej, żeby się nie wyświetlała z takim prezentem. Zawstydzona docenieniem prezentem jej osoby mina Andżeliki przechodzi w końcu w uśmiech ekstatycznego szczęścia malujący się od ucha do ucha. Zobaczymy co powie i jaką będzie miała minę jak otworzy pudełko. W końcu trzeba wracać na kolację do klasztoru. Prezent cały czas nieodpakowany wędruje z Andżeliką, która nie przestaje się dumnie uśmiechać. Czy tej dziewczynie nikt w życiu nie dawał prezentów?
Ostatnia kolacja u siostrzyczek jest też bardzo miła. Poza zupą i drugim daniem znów dostajemy pyszny deser. Nasza wychowawczyni odsyła nas potem na górę spać – jutro trzeba wstać dość wcześnie na pociąg. Ale nikomu z nas spać się nie chce. Znów siedzimy u dziewczyn w pokoju i opowiadamy jakieś historię. Przychodzi do nas na chwilę Pani Ela żeby nas zmotywować do pójścia do łóżek. Ale robi to kompletnie bez przekonania i pośmiawszy się trochę z nami znika. W końcu decydujemy się na ostatnią wyprawę po wino do sklepu spożywczego. Tym razem na naszego pijaczka musimy czekać aż dwadzieścia minut. Ale jest niezawodny. Trochę się rozczarował, że już jutro wyjeżdżamy. Koniec darmowego piwa i serka z kajzerkami. My znów wracamy bez problemu do klasztoru przez płot na którym pierwszego dnia rozerwałem sobie kurtkę. Nabieram wprawy i teraz mógłbym przełazić przez niego na oślep. Kiedy jesteśmy już na górze rozlewamy wino i wznosimy znów toast: Na pohybel nauczycielstwu! Atmosfera robi się znów jak na klasowej wigilii. Jest jakby rodzinnie, bardzo sympatycznie i wszyscy poddają się nastrojowi chwili. Przypomina mi się opowiadanie Sapkowskiego – Coś się kończy, coś się zaczyna. Nie wiem dlaczego, ale jego tytuł bardzo mi pasuje do okoliczności. Kończy się nasza wycieczka do Zakopanego, zaczynają się dwutygodniowe ferie szkolne. Czujemy, że czas troszeczkę się zatrzymał, wszystko jest w jakimś zawieszeniu, jakby było jakieś święto podczas którego kosmiczne siły przenoszą nas w swój wymiar. Nie ma wczoraj, nie ma dzisiaj. Jest nieustanne teraz. Niesamowite uczucie. Czujemy się jakoś związani ze sobą – trochę tak, jakbyśmy byli jakąś wspólnotą. Chyba wszyscy tak to odczuwają. Wino wybrane dla nas przez mojego przyjaciela staje się dla nas jakąś wspólną komunią – wspólnym jednoczącym przeżyciem. Trochę mistycznym, a trochę dotykalnym i zmysłowym. Coś się kończy – coś się zaczyna… Jest niesamowicie.
Ostatnia noc w Zakopanem. Jutro wracamy do domu. Gasimy światło i czekamy na dziewczyny. Tym razem znów przychodzą obie razem. Do pokoju wpuszcza je Kuba. Andżelika od razu wskakuje do jego łóżka. Justyna ma trochę dalej do mojego. Jest cała rozpalona i gorąca. Od razu zabieramy się do rzeczy. Pachnie podniecająco – znów jest pięknie. Moje palce zwiedzają jej sprężyste ciało, wszystkie zakamarki, czuję, jaka jest podniecona i rozgorączkowana. Nie może uleżeć spokojnie, wije się na łóżku obok mnie, Nie przestaje jej pieścić, głaskać, dotykać, całować… Poznaję mapę jej ciała, odkrywam jeziora rozkoszy i rzeki przyjemności. Po kilkudziesięciu minutach takich czułości czuję, że Justyna dostaje dreszczyków. Zaciska moją rękę pomiędzy udami tak, ze prawie chrupią mi kości. Potem ona pomaga mi, ale trwa to małą chwilę, bo bardzo podnieciły mnie poprzednie zabawy. Wtula się w moje ramię. Znów jest taka maleńka, niewinna i rozkosznie bezbronna.

Kuba cały czas zabawia się z Andżeliką. Po kilku chwilach takiego nasłuchiwania zaczyna nas to bawić, chichramy się – zaczynam łaskotać Justynę pachach, stopach i tyłeczku (tam ma największe zagłębie wesołości jeżeli tylko umiejętnie się do tego podejdzie).

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,783,054 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

styczeń 2008
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]