You are currently browsing the daily archive for luty 11th, 2008.

Jest wiele powodów dla których nie warto czekać z seksem aż do nocy poślubnej, ale ta historyjka znaleziona w internecie mnie powaliła (poprawiłem nieco stylistykę, interpunkcję i ortografię):

Seks po ślubie – dlaczego nie warto czekać?
Ślub wzięliśmy kilka miesięcy temu. Moja żona jest bardzo wierzącą osobą. Przed ślubem tylko się całowaliśmy. I to niezbyt często. Raz, gdy próbowałem wsunąć rękę pod bluzkę, dostałem w twarz. Stwierdziła, że to obraża Boga i ona tak nie może. Ja tam zbyt wierzący nie jestem, ale co było robić. Narzeczeństwo trwało krótko, bo jej też się chciało, więc datę ślubu ustaliliśmy na równo rok po poznaniu się. Czyli jakieś 2 miesiące po niefortunnym wypadku z bluzką i moją ręką. Wprost nie mogłem się doczekać! Na noc poślubną, oczywiście. Żona wyglądała cudownie. No, może nieco zbyt obcisłą miała suknię (odchudzała się jak szalona, ale nie dała rady zrzucić 7 kg). Miałem na nią straszną ochotę – ile można jechać na ręcznym??
Tymczasem, w noc poślubną żona oświadczyła mi, że jeszcze nie jest gotowa!!!! Owszem, rozebrała się, ale do łóżka poszła we flanelowej piżamie!!! Myślałem, że to kawał jakiś. Zaczęliśmy się całować – była troszkę bardziej wyluzowana niż zwykle, pomyślałem więc, że pójdziemy spokojnie dalej. Niestety za nic nie chciała się rozebrać i pozwoliła mi tylko trochę popieścić piersi. Hmm, tu się zdziwiłem, bo sądziłem, że ma większe. W ubraniu zawsze wyglądały na duże B albo nawet na C. A pod tą piżamą, kurde, ledwo co czułem! No a wizualnie sprawdzić nie mogłem, bo mi nie pozwoliła! Jakaś tragedia. Na domiar złego, po kwadransie pieszczot powiedziała, że na pierwszy raz wystarczy!!! Na nic moje prośby, błagania, groźby, szantaże… Nic. Stwierdziła, że w kościele się modliła do Matki Boskiej i ona jej kazała jeszcze czekać!!!
I tak czekam już kilka miesięcy od ślubu!!! Po prostu zaraz chyba się powieszę! Przez jakąś piep… Matkę Boską nie mogę przelecieć własnej żony!!! To absurd!!!
Chyba pójdę na dziwki. Nigdy mi z dziewczynami nie szło, ale myślałem, że jak będę miał żonę, to wszystko będzie ok. A tak, mam 27 lat i jestem prawiczkiem!!!
Jeb… Wartości Chrześcijańskie, jak to jej ojciec mówi… to znaczy on tylko o wartościach…
A kumple mówili – nie bierz w ciemno, ona ma coś z cycem nie tak, wypycha sobie. A ja im nie wierzyłem! Durny. No to teraz mam.
Ufff, wyżaliłem się. Czarę goryczy przepełniła wczorajsza noc. Powiedziałem jej, że to co się robi w pierwszy dzień nowego roku, będzie się robiło cały rok. Myślałem, że da się przekonać i zrobimy to wreszcie te godziny po północy. Zwłaszcza, że się ucieszyła. Tymczasem dała mi tylko, tradycyjnie, popieścić cycki (mnie lekko musnęła) i radośnie oznajmiła, że tak będzie przez cały rok! Jeb… cały rok!!!
Czy ktoś ma bardziej ode mnie przesrane???

Nie mam zielonego pojęcia czy ta historyjka jest prawdziwa czy też nie, ale na pewno jest ciekawa.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

W niedzielę z moją rodziną wybrałem się do kościoła na mszę. Czasami pomimo mojego ateizmu bywam jednak na mszy i uczestniczę w tego typu rytuałach. Być może ktoś to zechce nazwać hipokryzją (a ja w pełni się z tym zgodzę…), ale nie chce mi się dyskutować z moją rodziną na temat mojej niewiary w Boga. Poza tym nie mam zamiaru psuć sobie relacji choćby z księdzem z którym mam religię w szkole. A tak naprawdę to lubię chodzić na msze…
Dlaczego ateista lubi chodzić na mszę – bo cotygodniowa niedzielna msza to podstawowe miejsce spotkań w małomiasteczkowym społeczeństwie. I jest doskonała okazja do obserwacji kulturowo-socjologicznych… Można wówczas zobaczyć, kto w mieście kupił sobie nowy samochód, zobaczyć nowe futro żony burmistrza i inne takie atrakcje. Pełen wypas…
Poza tym zawsze to zabawnie posłuchać jest moralnych napomnień proboszcza (proboszcz prawie zawsze odprawia sumę o dwunastej – taki obyczaj) o którym się wie, że regularnie korzysta z usług pewnej pani rezydującej na pięterku, a która przyjechała zza wschodniej granicy. Pani – o ile wiem – jest jak najbardziej wierzącą wyznania prawosławnego, ale są pewne szanse, że proboszcz dzięki swoim usilnym staraniom nawróci ją na łono Kościoła Katolickiego. Proboszcz akurat wczoraj nie mówił za wiele o miłości do prawowitej żony ani nie napominał przeciwko cudzołożnictwu, ale mówił równie gorąco i równie ślicznie o rozpoczęciu okresu postu. I cokolwiek słusznie stwierdził, że post to nie tylko powstrzymywanie się od jedzenia mięsa ale również powstrzymywanie się od uciech cielesnych. No, o proboszczu wystarczy…
Po mszy spotkałem też kilka osób spośród moich znajomych w tym Magdę i Gosię z LE. Kasia gdzieś szaleje z Pawłem… hmmm…
Co najważniejsze – spotkałem też po mszy Justynę. Trochę jej przeszło i nawet ze mną spokojnie i kulturalnie porozmawiała. Lepiej nawet: mam do niej zaproszenie na wtorek wieczorem. Jej rodziców nie ma w domu, więc… No, ale się nie będę na razie rozmarzał, bo z Justyną nigdy niczego na pewno nie wiadomo.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

No i z tego wszystkiego zapomniałem się podzielić wrażeniami z mojej pierwszej wywiadówki w liceum ogólnokształcącym, która miała miejsce w ostatni piątek. Niespodzianek raczej nie było. Wychowawczyni, jak było do przewidzenia, połowę czasu poświęciła na omówienie zagadnienia zgubnych skutków palenia papierosów wśród licealistek i licealistów ze szczególnym uwzględnieniem możliwości obniżonej oceny z zachowania z tego powodu. Drugie pół wywiadówki zostało poświęcone niebezpieczeństwom rozpoczynania zbyt wczesnego współżycia płciowego wśród młodzieży ze szczególnym uwzględnieniem kupowania sobie przez uczniów nieprzyzwoitych prezentów w postaci frywolnej bielizny damskiej. Imię Kuby i Andżeliki z tej okazji nie padło (och! jaka dyskrecja ze strony naszej wychowawczyni!…), ale i tak doskonale wszyscy wiedzieli o kogo i o co chodzi. Informacja o wizycie matki dziewczyny obiegła całą szkołę a i pewnie całe miasteczko i chyba już nie ma w okolicy nikogo, kto by o tym nie wiedział. Zresztą potem z różnych odległych źródeł dochodziły do mnie plotki na ten temat tak przeinaczone, że czasami nie za bardzo byłem w stanie rozpoznać w tym oryginalną historię. No, ale cóż… Skoro nasza wychowawczyni uważa, że sprawa bielizny osobistej licealistek jest aż tak ważna, że należy temu tematowi poświęcić pół godziny – to pewnie o czymś to świadczy. Do tej port sądziłem, że to ja mam jakąś formę erotomanii i pewną fetyszystyczną obsesję na punkcie dziewczęcych majteczek, ale widzę, że nie jestem w tym odosobniony.
Na omówienie postępów w nauce i tego typu spraw nasza wychowawczyni poświęciła (dosłownie) pięć minut. Licząc razem z rozdaniem kartek podsumowujących dokonania uczniów liceum w tym semestrze… Bardzo zastanawiające.
Jak mi powiedziała moja rodzicielka matka Andżeliki przez całe spotkanie siedziała dumna jak paw i w pełnym samozachwycie. Co prawda Andżelika ma świetne oceny – co jest wynikiem dobrego opanowania pamięciowego materiału – ale skandal wywołany przez jej matkę raczej nie powinien być powodem takiej dumy z własnych dokonań. Rodziców Kuby nie było na wywiadówce. Ojciec akurat miał dyżur w szpitalu a matka poszła na wywiadówkę młodszej latorośli czyli siostry KubyMarty, której wywiadówka odbywała się w tym samym czasie, ale w innej szkole. Może to i lepiej…
O moich postępach w nauce moja mamuśka od wychowawczyni nie dowiedziała się kompletnie niczego, bo ze względu na wykład antynikotynowo-moralny zabrakło czasu na podsumowanie tego jak się uczennice i uczniowie uczą w szkole. Po powrocie stwierdziła tylko, że zmarnowała półtorej godziny na jakieś bajdurzenia o bzdurach w wykonaniu jakiejś kretynki (to o mojej wychowawczyni…).

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Obejrzałem wczoraj słynną już superprodukcję Aleksander o losach Aleksandra Macedońskiego – film, który w zamierzeniu jego twórców miał być peanem na cześć homoseksualizmu. Ale pean ten jest delikatnie mówiąc – bardzo nieudany. Kluczowa scena podczas której Arystoteles uczący Aleksandra jako następcę tronu macedońskiego wygłasza mowę pochwalną na cześć homoseksualizmu jest opleciona innymi naukami starożytnego myśliciela. Mówi on między innymi o Persach jako o ludzie bez kultury, który nie chowa swoich zmarłych, jest krwiożerczy i bezlitosny. Persowie w jego ustach mają być rasą gorszą, taka, która nie jest cywilizowana, bo cywilizowani mogą być tylko Grecy. Arystoteles mówi małemu Aleksandrowi, że Persowie są niewolnikami a Grecy ludźmi wolnymi. Znów przypomina mi się film 300, w którym żołnierze Leonidasa – miłujący wolność Spartanie – stają przeciwko barbarzyńskim, bezlitosnym i zniewolonym Persom. Film 300 miał być parabolą do współczesnej wojny w Zatoce – dzielni amerykańscy marines miłujący wolność stają przeciwko barbarzyńskim Irakijczykom i muzułmanom w ogóle. Tyle, że z tą cywilizacją u Spartan, a barbarzyństwem u Persów w rzeczywistości było nieco inaczej…
Spartanie byli Prusakami swoich czasów – była to armia, która miała własne państwo – Spartę. Nawet zdobycze greckiej cywilizacji mieli za nic i nie szanowali ani filozofii ani kultury ani religii. Kilkuletnie dzieci oddawali pod opiekę państwa, które czyniło z nich zawodowych żołnierzy, bo wojna była jedynym ich celem w życiu. Tych, których państwo uznawało za nieprzydatnych w walce (chorowitych, kalekich lub po prostu cherlawych i słabowitych) pozostawiano wysoko w górach na pewną śmierć. Społeczeństwo Sparty dzielił się na Spartan-żołnierzy i całą resztę, którą traktowano jak bydło robocze i raz do roku tym niewolnikom wypowiadano bezlitosną wojnę, aby Spartanie-żołnierze mogli się szkolić w walce. Tak wyglądali ci obrońcy greckiej wolności, demokracji, cywilizacji i kultury, bo Ne muszę mówić, że Spartanie grecką kulturę mieli w takim samym poważaniu jak podczas II wojny światowej żołnierze Armii Czerwonej kulturę i cywilizację europejską. Nieprawdą jest też, że pod wodzą Leonidasa walczyło ich trzystu. Być może samych Spartan-żołnierzy było trzystu, ale towarzyszyło im ponadto co najmniej kilkuset żołnierzy z innych miast greckich a ponadto ich niewolnicy, którzy nie mieli żadnego wyboru czy chcą ginąć za Spartę czy nie. Oni również zginęli.
Persowie przedstawieni w filmie 300 to bezwolna niewolnicza tłuszcza, która ginie tysiącami pod mieczami dzielnych Spartan. Tyle, że ówcześni Persowie na tle Greków to lud cywilizowany, kulturalny, miłujący sztukę, malarstwo, muzykę, literaturę i wznoszący najwspanialsze budowle tamtych czasów. Tyle, że taki obraz nie pasował twórcom filmu, którzy czuli się spadkobiercami Greków. I dlatego prawda historyczna musiała ulec propagandzie. To samo niestety stało się w filmie Aleksander – znów Persowie przedstawieni są tam jako niewolnicy króla Dariusza. A Aleksander Macedoński jako ich wyzwoliciel.
Wraz ze swoja armią Aleksander Macedoński podbił i podporządkował sobie 90% znanego wówczas sobie świata. Jego królestwo rozciągało się od Macedonii i Egiptu na Zachodzie do doliny Indusu na Wschodzie. Poza jego władaniem pozostawał tylko wówczas niewiele znaczący Rzym oraz prężna ale niezbyt zamożna jeszcze podówczas Kartagina. Rzym i Kartagina miały być zresztą podbite w kolejnej wyprawie – tym razem na Zachód. Plany te pokrzyżowała jednak śmierć Aleksandra. Twórcy filmu wkładają kilkakrotnie w usta Aleksandra Macedońskiego słowa o tym, że niesie on wolność i cywilizację kolejnym podbijanym ludom. Ale i z jednym i z drugim było krucho – wolność oznaczała kłanianie się nie Dariuszowi ale Aleksandrowi a cywilizacja drewniane posągi greckich bóstw zamiast perskich – kamiennych. Nawet na filmie Babilon – stolica Persji wygląda olśniewająco pięknie. To miasto niemal współczesne, z wieżowcami zigguratów, ogrodami na dachach domów, pięknymi mozaikami na ścianach… Przy Babilonie Macedonia to prowincjonalna dziura – tamtejsze pałace to tylko nieudana podróbka przeciętnego domu w Babilonie. W porównaniu z Perską – ówczesna grecka cywilizacja wygląda ubogo, rachitycznie i nieciekawie.
Aleksander Macedoński jest w filmie kimś na kształt Józefa Stalina albo Adolfa Hitlera. W imię jakiejś utopijnej ideologii o braterstwie ras i ludów wyrusza na podbój świata i morduje każdego i niszczy wszystko, co staje mu na drodze w realizacji tej mrzonki. Kiedy umiera jego ludzie w imię tej samej ideologii rzucają się sobie do gardeł i rozparcelowują pomiędzy siebie kraj. O ile Egipcjanie, Persowie i Hindusi dysponują ciekawą kulturą to Grecy tylko brutalną siłą, którą ubierają we frazesy o wolności i braterstwie ludów. Najbardziej przypomina mi to słowa komunistów o tworzeniu Człowieka Radzieckiego, niemieckich hitlerowców o Ǖbermenschach albo euroentuzjastów o Narodzie Europejskim. Lenin, Stalin czy Hitler a na wschodzie chińscy czy północnokoreańscy komuniści budując swoje cywilizacje miłości stworzyli tylko piekło na ziemi. Aleksander Macedoński rządził tylko kilkanaście lat ale na swoim szlaku wojennym pozostawił setki tysięcy trupów. Co stworzą euroentuzjaści i co wyjdzie z Człowieka Europejskiego – na razie jeszcze nie wiadomo.
A wracając do wątku homoseksualizmu w filmie: słowa, które autorzy filmu włożyli w usta Arystotelesa na temat barbarzyństwa Persów miały się jak pięść do nosa. To Macedończycy i Grecy byli cywilizacją niższą. Jednak Arystotelesowi przypisano też w filmie słowa wychwalające homoseksualizm. I te według autorów filmu mają być prawdziwe i ponadczasowe. Dziwne, że człowiek, który mylił się we wszystkim akurat w sprawie homoseksualizmu miał się nie mylić. Chyba to taki strzał w stopę scenarzysty, producenta i reżysera. Zawsze jakoś dziwiło mnie powoływanie się na starożytnych mędrców u współczesnych ludzi; być może coś tam i oni o świecie wiedzieli, ale współczesny średnio rozwinięty umysłowo dziesięciolatek ma większą wiedzę o otaczającym go świecie niż starożytni filozofowie. No, ale cóż… głupcy maja prawo powoływać się na głupców. Choćby uczonych.
Mnie jednak nie przekonują drętwe mowy wygłaszane w tym filmie przez Arystotelesa, który w swoim życiu powiedział tyle bzdur, że jedna czy dwie w tę czy w tamtą nie robią różnicy. Powoływanie się na greckie zamiłowanie do pederastii wśród starożytnych Greków też jakoś jest niezbyt przekonujące. Po pierwsze, podstarzali Grecy wybierali sobie nastoletnich chłopców do igraszek a nie ludzi w swoim wieku więc mi osobiście pachnie to po prostu zinstytucjonalizowaną homoseksualną pedofilią a po drugie takie odwołania do starożytności i do greckiej tradycji to miecz obusieczny. Wszakże ci sami Grecy pozostawiali słabowite niemowlęta na śmierć w górach, traktowali kobiety z założenia jak niewolników i czasami składali również ofiary z ludzi swoim bożkom. Więc pedofilia i homoseksualizm też wśród tych wyczynów nie wydają się czymś niezwykłym.
Film zrealizowany jest, co muszę przyznać, świetnie i z rozmachem. Widać te miliony dolarów włożone w stworzenie wspaniałych scen batalistycznych i choćby w sceny rozgrywające się na ulicach Babilonu. Zarówno ja jak i Kuba oraz Paweł jednogłośnie orzekliśmy, że najwspanialszą rolę w filmie miała Rosario Dawson, która wcieliła się w księżniczkę Roksanę – pierwszą żonę Aleksandra. Kto oglądał film ten wie dlaczego tak sądzimy. Poza tym aktorstwo w filmie stoi na wysokim poziomie – ale czego innego można się spodziewać po takich nazwiskach jak Colin Farel, Angelina Jolie czy Val Kilmer.
Rosario Dawson - nago
Trochę to smutne, że Amerykanie chcieli albo musieli postawić na grecką stronę w tych starożytnych konfliktach oddając walkowerem Persów Arabom. Bo to Persowie są w tych czasach bardziej cywilizowani i po prostu bardziej interesujący. Ale ich wybór… tylko głupio to tak jednak wypada, kiedy greccy dowódcy wypowiadają kwestie rodem z mów amerykańskich prezydentów o wolności i cywilizacji a działają tak jak stalinowska armia. Poza tym prawda historyczna – delikatnie mówiąc – mija się z prawdą filmową i autorzy filmów coraz częściej skłaniają się ku tezie, że jeżeli ideologia nie zgadza się z faktami to tym gorzej dla faktów. Konflikt w Zatoce ugrzązł w piaskach pustyni. Amerykańskiej armii udało się podbić Irak w kilka tygodni tak samo jak Bliski Wschód Aleksandrowi Macedońskiemu w kilka lat (cóż, szybkość podróżowania nie ta sama…). Tyle, że podbić i utrzymać – to nie to samo. Z chwila śmierci władcy jego starożytne imperium rozpadło się na kawałki. Podbity Irak rozpada się tak samo na kawałki w rękach Amerykanów. Poszli tam ze sztandarem wolności i demokracji ale sztandar ten na Bliskim Wschodzie niewiele znaczy. Demokracja i wolność są potrzebne Irakijczykom jak kotu piżama. Tyle, że Amerykanie nie rozumieją, że ich ideologia i ich kultura (w tym ta nieszczęsna demokracja i wolność) na nic nie jest potrzebna w Iraku. Bo tam potrzebny jest spokój niezbędny do robienia interesów. A demokrację mogą sobie Amerykanie zachować dla siebie.
Zresztą co mają z tej demokracji – można się przekonać akurat w USA. Wiadomo, że w demokratycznych wyborach większość zawsze przegłosuje mniejszość – w Iraku Kurd zagłosuje na Kurda, Szyita na Szyitę a Sunnita na Sunnitę. Inny wybór nie istnieje. A i w Stanach Zjednoczonych zaczyna wyglądać to podobnie: Czarny zagłosuje na Czarnego, kobieta na kobietę a Biały na Białego. Taka to demokracja… Demokracja klanowa…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,802,945 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

luty 2008
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]