You are currently browsing the daily archive for luty 12th, 2008.

W dzienniku Polska The Times (czy już nie dało się wymyślić głupszej nazwy dla tej gazety?) przeczytałem dziś interesujący artykuł o zmianach, jakie Ministerstwo Edukacji Narodowej a Katarzyna Hall w szczególności chcieliby wprowadzić w polskim szkolnictwie:

Uczeń będzie mógł wybrać, czego chce się nauczyć
Magdalena Kula
Sześć zespołów ekspertów rozpoczęło prace nad nowymi podstawami programów nauczania – od przedszkoli aż do matury. Dokument ma być gotowy w pół roku. To pierwsza tak szeroka reforma oświaty od czasu utworzenia gimnazjów i wprowadzenia nowej, ogólnopolskiej matury.
- Nad zmianą programów nauczania pracuje ponad stu ekspertów reprezentujących 20 różnych dziedzin nauki – poinformował wczoraj wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak. Na przygotowanie programowej rewolucji rząd wyda około 3 mln zł, pozyskanych od Unii Europejskiej.
W 2012 roku matura będzie więc zapewne łatwiejsza, z egzaminu uważanego za elitarny ostatecznie zamieni się w powszechny i masowy.
Co się zmieni? Szkolne podręczniki zostaną odchudzone, bo wiedzę trzeba dostosować do wieku i możliwości uczniów. To konieczne, ponieważ od 2009 roku do pierwszej klasy pójdą sześciolatki, a nie – jak teraz – siedmiolatki. W konsekwencji w kolejnych klasach uczyć się będą uczniowie młodsi o rok. Maturzyści będą zdawać egzamin dojrzałości w wieku 17-18 lat.
- Trzeba zaprzestać powtarzania tych samych wiadomości w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum – zapowiada też minister oświaty Katarzyna Hall. Dzięki temu uczniowie mają mieć czas na zgłębianie tych dziedzin, które interesują ich najbardziej.
W gimnazjach i liceach uczniowie będą wybierać przedmioty, których chcą się uczyć według rozszerzonego programu. Z pozostałych przedmiotów – jak zapewnia MEN – dostaną solidne podstawy. – Takie przygotowanie w szkole ułatwi maturzyście wybór kierunku studiów, a tym samym także wybór drogi życiowej – przekonuje wiceminister Marciniak.
Zmieni się też matura. Każdy ma zdawać na ogólnym, łatwym poziomie trzy przedmioty: język polski, obcy i matematykę. Od wyników będzie zależało, czy dostanie świadectwo dojrzałości.
Ponadto każdy zmierzy się z przynajmniej jednym przedmiotem na trudniejszym, rozszerzonym poziomie. Ale ten wynik nie będzie mieć wpływu na zdaną lub oblaną maturę. Pomoże za to w dostaniu się na studia. W 2012 roku matura będzie więc zapewne łatwiejsza, z egzaminu uważanego za elitarny ostatecznie zamieni się w powszechny i masowy.

Ja już sie na tę najnowszą maturę nie załapię, ale ogólnie to dobry pomysł. Bardzo podobny system jest choćby w Stanach Zjednoczonych i to już od wielu dziesięcioleci. Tam uczniowie sami decydują o tym co ich interesuje i czego chcieliby się uczyć i to przynosi wymierne efekty. Zamiast wkuwać nielubianą chemię uczą się ulubionej historii a zamiast nielubianej biologii chodzą na fizykę. Nie marnują czasu na coś co ich nie interesuje, a rozwijają swoje zainteresowania. Oczywiście każdy ma obowiązek poznać pewne minimum z każdego przedmiotu, ale jest to rzeczywiście minimum – bo skąd uczniowie mogą wiedzieć czy interesuje ich chemia czy biologi skoro nie byli nigdy na lekcji tych przedmiotów. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie Amerykańscy naukowcy dostają najwięcej nagród Nobla i to głównie w naukach ścisłych – o ile pamiętam to mniej więcej połowę wszystkich. Symboliczne stało się już stwierdzenie: Amerykańscy naukowcy stwierdzili, że….
I to dobry kierunek – bo pomimo tego, że przysłowiowy polski uczeń jest średnio trzy razy mądrzejszy od amerykańskiego to z tej mądrości niewiele wynika. Ot, wie jak rozmnażają się dżdżownice albo kto dowodził w bitwie pod Stoczkiem Łukowskim. A czy mu się to w życiu przyda… Hmmm…
Amerykańskie dzieciaki nie zawracają sobie głowy całkowicie zbędną w ich życiu wiedzą i dlatego pomimo tego, że większość z nich nie wie jak nazywał się dowódca spod Gettysburga i że w ogóle tam jakaś bitwa była, to i tak w życiu zakasują każdego polskiego ucznia, który zna daty i fakty, ale nic z nimi nie jest w stanie zrobić.
Już podobno odezwało się jakieś szanowne grono nauczycielstwa i profesorstwa, które z miejsca stwierdziło, że to zły pomysł i że tak jak jest – jest dobrze. Dla was dobrze sklerotyczni nauczyciele i profesorowie, ale nie dla Polski. Bo Polska potrzebuje specjalistów z konkretną wiedzą, a nie omnibusów jednocześnie od rozwoju wiciowców, historii Rosji, chemii nieorganicznej i poezji Słowackiego. Kto jest specjalistą od wszystkiego, jest specjalistą do niczego.

Ha! I to ja, poszedłszy do liceum ogólnokształcącego, napisałem… Wychodzi na to, że trzeba było iść do jakiegoś technikum elektronicznego. Oj, coś czuje, że z tej reformy nic nie będzie a pani minister Hall zaraz straci stanowisko, bo się już naraziła nauczycielstwu. A kto się naraża temu czerwonemu lobby długo na ministerialnym stolcu nie usiedzi.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Za dwa dni Dzień ZakochanychWalentynki. Podobno społeczeństwo w kwestii tej nowej świeckiej (napisałem to bez kreseczki nad s a word poprawił na sowieckiej… hmmm…) tradycji dzieli się na trzy grupy: kontestatorów, odwalaczy i wielbicieli. Kontestatorzy wychodzą z założenia, że święto to jest makdonaldyzacją i amerykanizacją narodowej polskiej kultury i Polacy nie powinni tego dnia świętować – zamiast tego proponują inne terminy – na przykład przesilenie letnie i słowiańskie święto Kupały, ale jakoś w poprzednich latach nie widać było, żeby tego dnia świętowali dzień miłości. Według mnie jest to grupa ludzi, którzy są po prostu skąpi i nie mają ochoty wydać na swoją miłość choćby złotówki i dorabiają do tego sknerstwa wymyślną ideologię.
Druga grupa to odwalacze – swojej dziewczynie czy żonie kupią tego dnia kwiatek za trzy złote i złożą jakieś mętne życzenia, byleby tylko odwalić obowiązek. Bo tak wypada. Ani w tym romantyzmu, ani miłości, ani niczego innego… Coś w stylu goździka i rajstop z przydziału na Ósmego Marca w fabryce za czasów słusznie minionych.
Trzecia grupa to wielbiciele: na Walentynki zafundują swojej wybrance serca romantyczną kolację (w restauracji, albo nawet sami coś upichcą, albo zamówią catering i będą wmawiać, że to oni sami – w każdym razie się postarają), kupią jakiś kwiatek albo bukiecik, do tego prezent – mniej zabawny albo bardziej. Coś zrobią – żeby było wyjątkowo. Bo każdy dzień z ukochaną osobą powinien być właśnie wyjątkowy, wspaniały, niesamowity… i każda okazja do pobycia razem, zjedzenia kolacji przy świecach lub pójścia choćby na spacer do parku jest dobra.
Nie jestem zwolennikiem przymusowego czczenia i obchodzenia wszystkich rocznic i jubileuszy w związku, bo według mnie przeradza się to zaraz w obowiązek, ale zawsze warto – właśnie nawet bez okazji – zrobić coś miłego dla drugiej osoby, którą darzymy uczuciem.
W moim gimnazjum funkcjonowało coś takiego jak poczta walentynkowa. W ogólnym założeniu miał to być sposób na przesłanie liściku tego dnia osobom, które się lubi. I zawsze przeradzało się to w rywalizację kto tych liścików dostanie więcej. Coś słyszałem, że i w liceum jest planowana podobna akcja i nie mam wątpliwości, że także będzie to licytacja na najpopularniejszą osobę w klasie i w szkole. Bez sensu.
Wczoraj wymyśliliśmy z Pawłem i Kubą pewną akcję walentynkową, którą zamierzamy przeprowadzić w naszych klasach. Na razie jeszcze nie powiem, co to ma być, bo a nuż-widelec, któraś z dziewczyn z mojej klasy czy z klasy Pawła to czyta i niespodzianki nie będzie. Moi klasowi koledzy wyjątkowo zgodzili się bez marudzenia na tę akcję (organizacja jej wymagała od nich pewnej współpracy… aż się zdziwiłem, że tak łatwo poszło); również w klasie Pawła uzyskaliśmy akceptację i wsparcie. Jutro zamierzamy dokonać ostatecznych przygotowań i w czwartek w Dzień Świętego Walentego uskutecznić nasz pomysł. Mam nadzieję, że się uda… i że będzie hmmm… inaczej niż na co dzień. Bo tak naprawdę to my bardzo lubimy nasze koleżanki i cieszymy się, że są takie sympatyczne, fajne i miłe dla nas. I mamy nadzieję, że nasza niespodzianka Wam się spodoba!…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Wczoraj do Mojego Liceum – Pamiętnika licealisty zajrzał dwustutysięczny gość, a zarazem był to najlepszy dzień w historii mojego bloga – 11 lutego 2008 roku zajrzało tutaj 7.120 osób. Dziękuję Wam serdecznie za odwiedziny!
Szkoda, że wordpress zrezygnował z podawania statystyk keywordów za każdy dzień z osobna dla 7 ostatnich dni na rzecz sumarycznych statystyk. Nie, żeby sumaryczne statystyki mi się nie podobały, ale uważam, ze warto zachowywać stare dobre narzędzia jeżeli są one funkcjonalne. Brak tych statystyk utrudnia mi trochę tworzenie cotygodniowego spisu najciekawszych i najśmieszniejszych fraz po jakich internauci wchodzą na mojego bloga poprzez wyszukiwarkę Google. Po prostu wyświetla się kilkadziesiąt najpopularniejszych fraz, a te najciekawsze są właśnie pod koniec tej listy i przepadają, bo te najczęściej wyszukiwane nie są aż takie zabawne.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Zastanawiam się po co nam są prawa człowieka? Czy po to, żeby mogły istnieć organizacje ich broniąca? Czy może po to, żeby niewyżyci działacze z radziecką mentalnością mogli wszystko i wszystkich wyrównywać?

Synek Madonny trafi do sierocińca?
Madonna [...] w październiku 2006 roku adoptowała malawijskiego chłopca, Davida Bandę. Proces adopcyjny nie należał do najłatwiejszych. Madonnę oskarżano o to, że kupiła sobie syna i przygarnęła go jedynie po to, aby uratować swoje małżeństwo. Na dodatek okazało się, że Davie nie jest sierotą i jego biologiczny ojciec żyje. Jednak, w przeciwieństwie do niego, obrońcy praw człowieka nie dali za wygraną.
Proces wciąż trwa, a władze rodzimego kraju Bandy zostały oskarżone o nieprzestrzeganie przepisów, które mówią, że obcokrajowiec nie może ubiegać się o adopcję dziecka z Republiki Malawi.
Sprawa zostanie rozstrzygnięta w kwietniu, kiedy piosenkarka pojawi się przed malawijskim sądem. Jednak rząd tego afrykańskiego kraju broni Madonny:
Malawi nie powinno nawet próbować odmówić tej wspaniałej kobiecie prawa do bycia rodzicem Davida czy innych malawijskich dzieci – powiedział jeden z tamtejszych ministrów.
Obrońcy praw człowieka chcą zabrać Madonnie chłopca, który w nowej rodzinie żyje od blisko półtora roku. Mały David zapewne nie pamięta już ani sierocińca, ani dotkliwej biedy.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Madonna zaadoptowała dzieciaka nie ze względu na miłość do dzieci z biednych krajów, ale ze względu na to, że takie historie dobrze sie sprzedają w mediach. Tym niemniej nie mam też najmniejszej wątpliwości, że obrońcy praw człowieka robią dzieciakowi straszną krzywdę. W domu piosenkarki nawet jeżeli nie zazna szczerej miłości to będzie miał opiekę w postaci szwadronu niań, opiekunek, pielęgniarek i kucharek po studiach wyższych, nie zazna biedy ani głodu. W Malawi czeka go sierociniec w którym przewegetuje do ukończenia 18 lat w warunkach jakich nie życzyłbym nikogo. Nie oszukujmy się – Malawi to ubogi kraj – i raczej nie ma tam luksusów w sierocińcach.
Obrońcy praw człowieka robią więc ewidentną krzywdę dzieciakowi i jeszcze biorą za to pieniądze. Ciężkie pieniądze. Wynajęcie samych adwokatów w takiej sprawie to setki tysięcy dolarów. Za te pieniądze można utrzymać cały sierociniec w Malawi przez rok. Uważam, że ci ludzie po prostu chcą się znaleźć choć przez chwilę w światłach kamer, a nazwisko Madonny to gwarantuje. I nic ich nie obchodzi los dzieciaka – tutaj chodzi o ciężkie pieniądze i błyszczenie w świetle fleszów, o prywatne interesy małych nikczemnych ludzi, którzy chcą na krzywdzie dzieciaka zbudować własną karierę.
I jeszcze jedna historia tego typu – tym razem nie dotyczy sławnych ludzi, ale interesów politycznych. Chodzi o pewnego malucha, którego matka jest Białorusinką i która urodziła go w Polsce. Mały jaś jest chory ma mukowiscydozę, a władze Białorusi żądają od Polski deportacji chłopca ze względu na jego domniemane obywatelstwo. Więcej na ten temat w artykule w Dzienniku: Deportacja to dla Jasia wyrok śmierci… Nikt nawet nie ma wątpliwości, że chłopiec na Białorusi trafi do ośrodka dla umysłowo upośledzonych (mukowiscydoza nie ma nic wspólnego z chorobą umysłową!), ale polityczne decyzje w Mińsku Białoruskim sprawiają, że malec marnie skończy jako chory psychicznie, bo tam na miejscu nikogo już nie będzie interesowało co się z nim dzieje. Mińsk myśli: Byle tylko nasze było na wierzchu!… a los dzieciaka znów nikogo nie obchodzi.
Gdzieś ostatnio czytałem, że jakaś organizacja miłośników małp walczy o przyznanie praw człowieka dla goryli i szympansów. Tylko czy małpy naprawdę chciałyby mieć prawa człowieka, które będą odbierały im dzieci i przenosiły je do sierocińców i szpitali dla umysłowo chorych?

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,802,945 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

luty 2008
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]