You are currently browsing the daily archive for luty 13th, 2008.

Chyba się troszeczkę ostatnio pogubiłem w tej popkulturze. Na Pudelku znalazła się dziś informacja o tym, że niejaka Ania Bosak zatańczy w siódmej edycji Tańca z gwiazdami w parze z prowadzącym program Jaka to melodia? czyli Robertem Janowskim. O ile prowadzącego program Jaka to melodia? kojarzę, ze względu na moją babcię, która to zawzięcie ogląda to Ana Bosak całkowicie mi się wymyka. Doskonale wiem, że już o niej pisałem w artykule Ania Bosak nago!; pisał też mój przyjaciel Paweł (swoją drogą interesujące dlaczego ostatnio nic nie wrzuca… taki zajęty Kasią? muszę go wypytać…) w artykule Majtki Ani Bosak – czym się emocjonuje Lansik?. Ale nadal nie wiem kim jest ta dziewczyna! Co ona takiego zrobiła, że wokół niej jest tyle szumu? Syndrom celebrities dotarł do Polski i chyba w osobie Ani Bosak mamy doskonały przykład osoby sławnej dlatego, że jest sławna. Zastanawiające jest również zdjęcie, którym Pudelek.pl ilustruje newsa o potwierdzeniu przez stację telewizyjną TVN informacji o udziale dziewczyny w show Taniec z Gwiazdami (Ania Bosak w 7. edycji «Tańca z gwiazdami»!):
Ania Bosak - majtki
Jak na razie również Ania Bosak nie dorobiła się własnej strony na Wikipedii (na stronie komentarzy przy artykule do programu ktoś napisał: Linki do tancerzy – Proszę ich NIE WSTAWIAĆ, chyba że któryś z nich wsławi się czymś innym niż tylko udział w programie/teleturnieju/talk-show. Dotyczy to zwłaszcza Marcina Hakiela!). Zastanawiające, bo na Wikipedii znajduje się pełny przegląd pokémonów wraz z analizą ich umiejętności. Czyżby autorzy internetowej encyklopedii uważali że kreskówkowe stworki są bardziej cenne dla kultury światowej niż Ania Bosak? Cóż, wszystko jeszcze przed nią!…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Poszedłem wczoraj wieczorem do Justyny. Zaprosiła mnie jeszcze w niedzielę, ale z nią to nigdy nic nie wiadomo… Kiedy zapukałem do drzwi jej rodziców – zgodnie zresztą z obietnicą – nie było już w domu. Justyna już w progu przywitała mnie namiętnym mokrym całusem i zaprosiła do środka. Nie powiem, żebym nie spodziewał się jakichś dodatkowych atrakcji, ale nie aż takich. Justyna zrobiła nam regularną pyszną kolacyjkę przy świecach i przy romantycznej muzyce. Naprawdę przepyszną! Z założenia jestem wszystkożerny (no, może poza paskudztwami w stylu japońskie sushi albo afrykańskie robactwo…), ale to rzeczywiście było pyszne: kolacja składała się z jakichś frymuśnych zawijanych w podobne do naleśnikowego ciasta i zapiekanych plasterków szynki, do tego jakieś sałatki w których wylegiwały się maleńkie pomidorki, nie zabrakło przy tym wina… rewelacja! Byłem pod wrażeniem! Tym większym, że Justyna ubrała się przy tym w fikuśną króciutką sukieneczkę z rozcięciem aż do samego niemal pasa. Uwielbiam seksowne stroje, a ze wspaniałą figurą i ponętną aparycją Justyny wszystko było bardzo podniecające. Rozmawiało się nam tego wieczora rewelacyjnie, chociaż słowa głównie krążyły wokół różnych wątków erotyczno-intymnych chociaż nic właściwie nie zostało powiedziane wprost.
Koniec końców wylądowaliśmy w wypełnionym pluszowymi misiami i porcelanowymi laleczkami pokoju Justyny na jej łóżku w różowym majtkowym kolorze z pełną obstawą koronek. Podnieceni do granic możliwości zaczęliśmy się bez pamięci całować, co zaraz przerodziło się w dużo bardziej zaawansowane pieszczoty i wówczas odkryłem, że przez cały ten czas Justyna nie miała na sobie żadnej bielizny – ani majteczek, ani biustonosza, ani nic. Tylko czarne samonośnie pończoszki zakończone koronką do tej czarnej króciutkiej sukienki z rozcięciem. Trochę się zdziwiłem i chyba Justyna to moje zdziwienie zauważyła, bo szepnęła mi tylko do ucha: No co? Nie mów, że nie wiedziałeś… Nie wiedziałem, ale to tylko jeszcze bardziej mnie podnieciło. Ją też, bo zaraz to wyczułem pod palcami. Nie mogliśmy już oboje wytrzymać i już bez zbędnych ceregieli przeszliśmy do kolejnego etapu. Tylko gumka i jak to mawia ojciec dyrektor: Alleluja! I do przodu… Nawet nie wiecie, jak trudno jest w takiej chwili założyć gumkę, kiedy ręce trzęsą się z podniecenia. Za pierwszym razem wszystko to było bardzo szybko, bo oboje strasznie się pragnęliśmy a ta cała sytuacja – romantyczna i erotyczna zarazem – ogromnie nas wzięła. Potem było znów po kieliszku wina – bez żadnego toastu, ale z długim i głębokim patrzeniem sobie w oczy. Justyna jest śliczna i ma śliczne oczy o długich rzęsach – nie wiem ile w tym zasługi kosmetyków i umiejętności ich stosowania a ile natury, ale w takich oczach rzeczywiście można utonąć.
Za drugim razem było już dużo wolniej. Właściwie bardzo powoli – z pełną celebracją każdego dotyku, każdego muśnięcia, każdego pocałunku. Chyba było to moje najdłuższe zbliżenie w życiu. Nawet nie spodziewałem się, że to możliwe. Ale z Justyną chyba wszystko jest możliwe… jej ciało zawsze bardzo na mnie działa, jest taka deskowana i ponętna jak nikt inny. Właściwie mógłbym to chyba robić z nią na okrągło… Na koniec trochę się zapomnieliśmy i Justyna, kiedy dochodziła, narobiła sporo hałasu. Uwielbiam jej słuchać, kiedy jest jej dobrze. Działa to na mnie jeszcze bardziej podniecająco niż wszystko inne. Może to jakiś atawistyczny samczy hedonizm, który sprawia, że działa na mnie to, że potrafię doprowadzić ją do rozkoszy; sprawić, że krzyczy z zadowolenia; że jest jej wspaniale i że to ja tego dokonałem?… Przy okazji omal nie strąciliśmy i nie zbiliśmy jednej z lalek stojących na nocnej szafce przy łóżku, ale porcelana okazała się twardsza i mocniejsza niż można było przypuszczać. Zawsze miałem ochotę ją zapytać dlaczego trzyma to wszystko w swoim pokoju – nie mówię, że wygląda to źle, każdy ma przecież prawo do hobby, choćby miałoby to być kolekcjonowanie lalek i misiów – ale pokój Justyny wygląda jak sypialnia dziesięciolatki, a nie prawie-że dorosłej dziewczyny. Ale jakoś nie mogę się zebrać z tym pytaniem… więc nie wiem czy to pozostałość po szczęśliwym dzieciństwie z którą trudno się rozstać czy coś innego.
Okazało się, że strasznie zamarudziliśmy z tym celebrowaniem naszego spotkania i zostałem przez Justynę niemal wypchnięty za drzwi. Jej rodzice mogli wrócić w każdej chwili, a Justyna nic chciała, żeby mnie tutaj teraz widzieli. Ledwie zdążyłem się ubrać, a kurtkę nakładałem już na klatce schodowej. Skończyło się na tym, że dostałem jeszcze jednego mokrego i kleistego buziaka z języczkiem (kurcze, jaki ona ma języczek…) i znalazłem się za drzwiami jej mieszkania. Czy to aż takie straszne, że rodzice zobaczą kolegę swojej córki w jej mieszkaniu pijącego grzecznie na kanapie herbatę? No, bo przecież pomógłbym jej posprzątać po naszej wspólnej kolacji i byłoby o połowę szybciej. Frustrujący związek… nie, żeby mi się te nasze spotkania nie podobały, ale… to wszystko jest trochę za dziwne jak dla mnie.

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Odkryłem niedawno bardzo interesującą prezentację wykonaną we flashu pn.: My grandfather’s girls i jestem zauroczony tymi retro-panienkami i samą realizacją pomysłu. Na razie zdjęć nie ma za wiele, ale wszystko razem i tak prezentuje się świetnie. Może przydałyby się jeszcze jakieś zakładki wystające po bokach, bo nieco irytujące jest kartkowanie tej książeczki po stronie, żeby wrócić na początek prezentacji, albo gdzieś do środka… Autor, Paweł Wójcik, zapowiada rozwijanie tego pomysłu… czekam więc niecierpliwie.
My granfather’s girls - Dziewczyny mojego dziadka

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Na początek polecam artykulik z Dziennika:

Jeden uczeń bił, drugi to filmował
Anna Sychta
Piętnastoletni uczeń Zespołu Szkół w Cedrach Wielkich trafił do szpitala w wyniku pobicia, do jakiego doszło na szkolnym korytarzu przed lekcjami. Tymczasem koledzy sfilmowali zajście i chcieli je pokazać w internecie.
- Przed klasą na pierwszym piętrze, mój 15-letni syn został zaatakowany przez jednego z uczniów. Obronił się. Wtedy inny chłopak, większy i silniejszy, napadł go znienacka od tyłu i dotkliwie poturbował. Dziecko zostało m.in. skopane po głowie. W pobliżu nie było żadnego nauczyciela.
Syn trafił do szpitala – opowiada ojciec poturbowanego chłopca. – Gdy moje dziecko było bite, inni uczniowie przyglądali się zajściu i nagrywali je telefonami komórkowymi. Podobno zarejestrowany film chcieli zamieścić w internecie. Pani dyrektor powiedziała, że przykro jej, iż doszło do zdarzenia. Odnoszę wrażenie, że szkoła zachowuje się tak, jakby chciała wyciszyć sprawę.To nieprawda! – oponuje Anna Jurczak, dyrektor Zespołu Szkół w Cedrach Wielkich. – Natychmiast powiadomiliśmy o zdarzeniu rodziców uczniów uczestniczących w bójce i miejscową policję. Przekazaliśmy funkcjonariuszom trzy telefony komórkowe, na których zarejestrowano zajście. Poinformowaliśmy kuratorium oświaty i wójta gminy. Odbyła się narada zespołu kryzysowego. Chłopca w szpitalu odwiedziły szkolna pedagog i wychowawczyni, a także koleżanki i koledzy z klasy.
W szkole odbyło się nadzwyczajne zebranie zespołu wychowawczego i apel porządkowy z udziałem wszystkich uczniów. – Omówiliśmy zajście i jego konsekwencje. Kadrę pedagogiczną uczuliliśmy, by podczas zajęć poruszała temat agresji w szkole i rozmawiała z młodzieżą o tym, jak rozwiązywać problemy bez uciekania się do przemocy. Obaj uczniowie, którzy pobili kolegę, zostali ukarani naganą i otoczeni szczególnym nadzorem wychowawczym. Podobnie postąpiliśmy z nagrywającymi zajście – mówi dyrektor Jurczak. Funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu przekazali sprawę do sądu rodzinnego i nieletnich w Gdańsku, który zdecyduje o dalszym losie sprawców pobicia. Anna Jurczak zapewnia, że nauczyciele pilnują porządku i bezpieczeństwa w szkole. – Niestety, do naszej placówki, zbudowanej dla 180 dzieci, uczęszcza prawie czterystu uczniów. Gdy wszyscy wychodzą na korytarz, w tłumie trudno czasem dostrzec niewłaściwe zachowania – przyznają nauczyciele dyżurujący podczas przerw w holu.
Pod koniec ub.r., w ramach ministerialnego programu Zero tolerancji dla przemocy, szkoła ubiegała się o dofinansowanie na zainstalowanie monitoringu. Pieniędzy jej nie przyznano.

To, że przemoc w szkołach jest – nie ma najmniejszej wątpliwości. Szczególnie to dotyczy gimnazjów, bo liceów i innych szkół średnich w dużo mniejszym stopniu: tam uczniowie są po prostu już za dorośli, by wdawać się w jakieś przepychanki, co wcale nie znaczy, że bójki się nie zdarzają. Oczywiście, że się zdarzają, tyle, że są one na trochę innym poziomie zaawansowania, a i sama stosowana przemoc w liceum jest bardziej wyrafinowana i przez to trudniejsza do dostrzeżenia.
Moje gimnazjum mieściło się w starym – jeszcze przedwojennym – gmachu. Nieco tylko odnowionym i rozbudowanym. Bijatyki tam były codziennością i nikogo to nie dziwiło. Ani pozostałych uczniów, ani nauczycielstwa. Szczerze mówiąc nauczycielstwa nie interesowało to wcale o ile pobity nie trafił do szpitala, co raz się zdarzyło, ale przez szkołę zostało natychmiast spacyfikowane. Dyrektor natychmiast za wszystko obwinił pobitego i obniżył mu ocenę ze sprawowania. Tych, co bili nie spotkała żadna kara. Jako, że pobity był z rodziny o nie najwyższych możliwościach intelektualnych i finansowych (ojciec pijaczek i rolnik z trzema hektarami, matka – bezrobotna) – nikt nie upomniał się o sprawiedliwość. Sprawy nie było. Pewnie gdyby pobito kogoś z dzieci miejskiej elity – byłby skandal na całe województwo. A tak – nic się przecież nie stało. Złamana ręka przecież się zrosła. Więc o co chodzi?
Przez cały okres w którym chodziłem do gimnazjum nie widziałem ani raz nauczycielki ani nauczyciela, który pilnowałby porządku w czasie przerwy na korytarzu. Od tego były dwie woźne z których jedna sprawdzała przy głównych drzwiach czy uczniowie nie wychodzą w kapciach na zewnątrz, a druga siedziała w szatni i wydawała kluczyki do poszczególnych boksów gimnazjalistom. Korytarze na piętrach były kompletnie niepilnowane pomimo tego, że na jednym z nich przy pokoju nauczycielskim wisiał grafik jaki nauczyciel czy nauczycielka ma gdzie dyżur. Grafik – grafikiem, a życie – życiem. Przepisy są po to, żeby je obchodzić szerokim łukiem.
Najbardziej w tym tekście podobało mi się zdanie: Chłopca w szpitalu odwiedziły szkolna pedagog i wychowawczyni, a także koleżanki i koledzy z klasy. – oczywiście, że odwiedzili. Nawet dyrektor był – chyba trzy razy. W końcu trzeba było przypilnować, żeby pobity za dużo nie mówił i przekonać go, że nie leży to w jego interesie. Zresztą Ci, co bili też przyszli. W ich dobrze pojętym interesie też leżało, żeby chłopaczek nie mówił za dużo. Więc wszyscy przychodzili i pilnowali.
Ciekawe, że wszystkie szkoły chcą mieć teraz monitoring – zastanawiam się – po co? Posadzą woźną przed rzędem telewizorków? I tak wszyscy uczniowie w trzy dni rozpracują co w tych monitorkach widać, a czego nie widać i gdzie można bić bezkarnie, a gdzie trzeba pomachać woźnej i się pouśmiechać. Jedyną metodą na bijących jest po prostu bezwzględne wyrzucanie ich ze szkól – ale do tego oczywiście nie dojdzie. Bo każdy uczeń w szkole jest na wagę złota. Jest uczeń – są i pieniądze dla nauczycielstwa, które nie musi się troszczyć o posady. Więc trzyma się małych bandziorków w szkołach i się ich uczy: Możesz bić, nikt ci złego słowa nie powie. Byle po cichu…
Problem robi się wtedy, gdy taki jeden bandziorek z drugim rozzuchwalą sie na tyle, że nałożą kosz na śmieci na głowę kogoś z nauczycielstwa – wtedy jest afera na cały kraj… Bo jak tak można! Skandal! Jak ich rodzice wychowują? Rodzice wychowują tak, jak potrafią. To szkoła jest od tego, by wpajać dyscyplinę. A skoro można nałożyć kosz na głowę szkolnej koleżance to można i nauczycielce. Co za różnica?

Aktualizacja:
No i coś jeszcze z ostatniej chwili:

Powiesił się, bo zniszczył komputer w szkole
Zniszczył szkolny monitor i bał się, że będzie musiał za niego zapłacić. Nie miał pieniędzy, jego rodzina jest uboga. Dlatego 13-latek z małej wsi pod Bochnią w Małopolsce założył sobie nocą pętlę na szyję i powiesił się.
Wiszącego na sznurze chłopca znalazła rano matka. 13-latek powiesił się na strychu. Jedna z hipotez, jakie sprawdzają policjanci mówi, że chłopak bał się, bo zniszczył szkolny monitor komputerowy.
Jak nieoficjalnie dowiedział się dziennik.pl jego rodzina jest uboga. Matka sama utrzymywała czwórkę dzieci. 13-latek był najstarszy. Nie mógł znieść tego, że zwrot pieniędzy za monitor zrujnuje domowy budżet. Dziś miał przyjść do szkoły z matką na rozmowę o zniszczonym sprzęcie.
Policjanci otoczyli rodzinę chłopca opieką. Na miejscu jest psycholog – mówi Katarzyna Cisło z małopolskiej policji.

Interesujące, gdzie ten szkolny psycholog był wcześniej? Gdzie w tym czasie był nauczyciel odpowiedzialny za szkolną pracownię komputerową, inni nauczyciele, dyrektor czy dyrektorka szkoły? Pewnie siedzieli sobie w pokoju nauczycielskim i popijali kawusię? Bo co innego robi nauczycielstwo w pracy? Myśli tylko o tym, jak tu by szybciej pójść do domu, bo picie kawy to bardzo stresujące zajęcie…
Każdego roku w naszym kraju ponad pięć tysięcy dzieciaków usiłuje popełnić samobójstwo. Bardzo wielu z nich się to udaje. W ubiegłym roku życie odebrało sobie ponad 300 uczniów w wieku od 15 do 19 lat. To o kilkadziesiąt osób więcej niż w roku 2000. Samobójstwa zaczynają popełniać już nawet dziesięciolatki. Wśród dzieci w wieku od 10 do 14 lat tylko w ciągu ostatniego roku zanotowano ponad pięćdziesiąt samobójstw!
A nauczycielstwo pije sobie kawusię w pokojach nauczycielskich i zaczytuje Wróżką. Albo jeździ pod ministerstwo do Warszawy postrajkować sobie…

[...] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty

Statystyki bloga

  • 2,802,945 wejść od 23 XI 2007 r.

Moje Liceum

Moje Liceum - Pamiętnik licealisty

Blog tylko dla osób powyżej 18 lat. Zaraz pójdę zapytać mamy czy mogę przeczytać to, co tutaj przed chwilą napisałem...  
Zobacz celebrities nago, poczytaj o skandalach z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd (dużo zdjęć!)...
 

 

luty 2008
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Poprzednie miesiące

Statystyki/Rankingi

Countomatsite statistics  


Mój blog jest warty 48.550,44 USD.
A ile jest warty Twój blog?

.

Licealista

[...]