Niesamowita historia z dzisiejszego Dziennika:
Budowlaniec udawał ginekologa
Najpierw, jako szef firmy budowlanej, dawał ogłoszenia, że szuka pracownic. Gdy pojawiały się kandydatki, jako… lekarz ginekolog sprawdzał, czy nadają się do pracy. 43-letni Jacek S. stanie przed sądem za wykorzystywanie seksualne kobiet, które starały się o zatrudnienie w jego firmie. Grozi mu osiem lat za kratami.
Poszkodowane są cztery kobiety, które starały się o pracę w firmie Jacka S. Prokuratura oskarżyła 43-latka o molestowanie seksualne, narażanie zdrowia i fałszowanie dokumentów. Do Sądu Rejonowego w Lublinie trafił już akt oskarżenia.
Jacek S., podając się za lekarza ginekologa, “badał” kandydatki do pracy. Twierdził, że jest to konieczne przed ich zatrudnieniem. Przy okazji nagrywał wszystko telefonem komórkowym. Mężczyzna przyznał się do winy, ale nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to robił.
Jacek S. trafił do aresztu w lipcu ubiegłego roku. W bagażniku jego auta mundurowi znaleźli narzędzia medyczne, prześcieradło i jednorazowe rękawiczki. W lutym 43-latek wyszedł z aresztu po wpłaceniu 50 tysięcy złotych kaucji.
Kiedyś słyszałem o pewnej kopalni węgla kamiennego, którego dołowi pracownicy nagminnie przynosili zwolnienia lekarskie wypisywane przez lekarza ginekologa. I nikogo to tam przez kilka lat nie dziwiło, że ponadstukilowi faceci chodzą sobie raz na jakiś czas do ginekologa i dostają od niego zwolnienia lekarskie. Ale ta historia jest jeszcze lepsza… Bo już zupełnie nie rozumiem o co oskarżony jest ten 43-letni mężczyzna. O to, że bawił się w doktora? Przecież w doktora bawiły się chyba wszystkie dzieci, a co druga para czy co drugie małżeństwo praktykuje takie zabawy dla urozmaicenia wspólnego pożycia erotycznego we własnej sypialni. Każda z tych kobiet rozkładała nogi przed nim całkowicie dobrowolnie i bez przymusu, bo nie zauważyłem w opisie, żeby ginekolog je do czegokolwiek groźbą czy przemocą zmuszał. Jak nie chciały tych badań to przecież mogły spokojnie zdzielić gościa z liścia po gębie, odwrócić się na pięcie, trzasnąć drzwiami i wyjść. A w ogóle kuriozalne już wydaje mi się oskarżenie o przewożenie w bagażniku samochodu narzędzi medycznych, prześcieradeł i jednorazowych rękawiczek. Strrraszszszneee! Prawie jak skrzynka granatów albo karabin maszynowy produkcji radzieckiej z wiadrem amunicji…
[...] Więcej: Moje Liceum – pamiętnik licealisty…





11 comments
Comments feed for this article
26 luty 2008 @ 9:27 pm
wydrylowanyhazardius
Ej. Karabiny w bagażniku nie są takie niebezpieczne. Nie pytaj skąd to wiem. ;P
26 luty 2008 @ 9:49 pm
cutebellatrix
Naprawdę masz dzisiaj antykobiecy nastrój ^^”
Owszem, taka “zabawa w doktora” jest jak najbardziej zła. Co innego, kiedy bada cię lekarz z powodów czysto zawodowych, a co innego, kiedy się okazuje, że robi to dla przyjemności (bo jaki był inny powód?), podczas gdy badana o tym nie wiedziała.
Zresztą temat nie jest nowy, już kiedyś, ze dwa-trzy lata temu czytałam o tym w “Nie” – gość robił dokładnie to samo, chyba właśnie na stanowisko sekretarki…
27 luty 2008 @ 12:45 pm
Licealista
>wydrylowanyhazardius
No, tak… nie bardziej niż czołg w garażu…
>cutebellatrix
Ale te kobiety nie poszły tam z powodów dolegliwości menstruacyjnych czy po pigułki antykoncepcyjne tylko w poszukiwaniu pracy! Jest taka rzymska maksyma: Volenti non fit iniuria – chcącemu nie dzieje się krzywda. On do niczego ich nie zmuszał, nie groził, nie proponował zapłaty… po prostu grzecznie poprosił, a one się zgodziły. Więc dziwi mnie teraz dlaczego zgłaszają teraz jakieś pretensje zamiast od razu zdzielić gościa po gębie i wyśmiać. Rozkładanie nóg na biurku prezesa nie jest na pewno standardową procedurą przy rozmowie kwalifikacyjnej. No, chyba, że liczyły na to, że prezesowi się spodoba to, co tam zobaczy i je z tego właśnie akurat powodu zatrudni. Jemu się widać nie spodobało i nie zatrudnił – więc stąd rozczarowanie i te wszystkie pretensje, a potem prokuratura i sąd.
Pozdrawiam!
27 luty 2008 @ 1:07 pm
cutebellatrix
Dobra, w jednym Ci przyznam rację – podejrzana jest ta sprawa z badaniem “w gabinecie szefa”. Bo, jeśli już, to jakieś zaświadczenie od ginekologa najwyżej, chociaż do pracy nie jest potrzebne…
Serio, identyczne w “Nie” czytałam… To wiadomo, skąd gość inspirację czerpał… ;)
No tak, teraz zamiast apteczki i koła zapasowego wozi się karabiny… To wiele wyjaśnia…
>Licealista
Znasz łacinę, czy co?! xD
27 luty 2008 @ 1:25 pm
Licealista
Wyobrażam sobie jakieś profesje do których są potrzebne zaświadczenia lekarskie o braku przeciwwskazań do jakiejś pracy – również od ginekologa. Choćby przy jakichś chemikaliach czy przy promieniowaniu – bo ja zresztą wiem? Ale praca sekretarki, księgowej czy fakturzystki się raczej do takich zawodów nie zalicza. Wierzę, że coś podobnego mogło zostać opisane u Urbana. Kiedyś zresztą, jakieś trzy lata temu, regularnie przez dwa czy trzy miesiące czytywałem to pismo, ale stwierdziłem w końcu, że głownie straszne brednie tam wypisują więc przestałem to czytywać.
Nie wiem skąd wydrylowanyhazardius wziął te pomysły… może się zresztą odezwie i wyjaśni.
Łaciny nie znam poza kilkoma ładnymi powiedzonkami. Zresztą od czego jest internet dzięki któremu można szybciutko odszukać właściwy łaciński odpowiednik polskiego zdanka. Łacina zawsze dobrze wygląda i sprawia, że wypowiedz wygląda na znacznie mądrzejszą niż jest w rzeczywistości. Ot, tak podbudowuje sobie poczucie własnej wartości… ;)
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam częściej!
27 luty 2008 @ 3:51 pm
wydrylowanyhazardius
Karabinki myśliwskie i sportowe przecież nie są niebezpieczne w bagażniku upoważnionej do ich przewożenia i posiadania osoby. Pod warunkiem, że są należycie zabezpieczone przed kradzieżą. :) Zajmuję się nieco strzelectwem sportowym, przez co w pokoju obok mam ok. 8 karabinków + śrut. Przy czym ostrzegam – to nie zabawka… Nawet najsłabsze wiatrówki mogą zabić.
27 luty 2008 @ 3:58 pm
Licealista
Nie, to chyba nie dla mnie… Czołgiem sportowym na śrut bym się może zainteresował, ale taki mały karabinek zupełnie mnie nie cieszy… ;)
Pozdrawiam i zapraszam częściej!
27 luty 2008 @ 4:42 pm
wydrylowanyhazardius
Ja zaś lubię. To daje pewną “moc”. Uczucie, że masz broń rażącą do 300-600m naprawdę daje skrzydeł. Tylko trzeba jeszcze się dobrze obsłużyć, by nie było jak w tej reklamie nowej sieci komórkowej z tą kobietką. ;P
27 luty 2008 @ 4:53 pm
Licealista
No, tak – Pewne rzeczy są tylko dla prawdziwych mężczyzn!
27 luty 2008 @ 5:32 pm
cutebellatrix
Określenie “prawdziwy mężczyzna” może mieć także znaczenie pejoratywne, więc się nie cieszcie ;p
Czołg sportowy? Chociaż za sportem nie przepadam, pisze się na to ^^
27 luty 2008 @ 5:37 pm
Licealista
>cutebellatrix
Pewnie, że może. Każde słowo wypowiedziane z odpowiednią intonacją może być obelgą… A pewne rzeczy są tylko dla prawdziwych kobiet!!! ;)
Pozdrawiam!