Może to zdziwi parę osób, ale… lubię szkołę. Niektórym wyda się może takie stwierdzenie obrazoburcze. Ale tak jest. Nie lubię tylko nauczycieli… taka karma.
A już w szczególności nie lubię nauczycielek; są okropne, niewyżyte, sfrustrowane i leniwe. Pewnie są wyjątki, ale ja osobiście nie spotkałem. I nie znam nikogo, kto by spotkał takie cudo na swojej drodze. Hmmm… Ale nie o tym miało być.
Miało być o tym, że dziś czekają mnie trzy sprawdziany. Teoretycznie dziennie może być tylko jeden, ale z formalnego punktu widzenia żaden z tych sprawdzianów nie jest sprawdzianem, bo nie będzie trwał pełnej godziny lekcyjnej. Tylko dwadzieścia minut i dla niepoznaki nazywane jest to klasówką. A klasówek może być ile się komu wymarzy. Nauczyć się było trzeba oczywiście tak samo. Jak widać również nauczycielstwo uważa, że prawo jest po to, żeby je łamać, naginać i falandyzować. I czego my, uczniowie, mamy się od nich nauczyć? Poszanowania dla ładu prawnego Polski? Skoro nikt z nauczycieli nie ma poszanowania dla głupiego statutu szkoły?
Cóż… veni, vidi, vici. O siebie się nie martwię: i tak dostanę jakąś dobrą ocenę. Jeżeli nie ze względu na swoją wiedzę to ze względu na wiedzę moich kolegów. Albo po prostu ściągnę. Jeżeli inni mogą omijać prawo to ja też będę to robił. I nie będę miał z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.