Wczoraj mój przyjaciel Kuba miał urodziny: i mieliśmy z Pawłem problem. Co dać w prezencie człowiekowi, który wszystko ma? Płytę mu kupić albo książkę? Żenada. Więc wymyśliliśmy, że zorganizujemy Kubie dziewczynkę. Jeden dzień wcześniej zadzwoniliśmy do dziewczyny z ogłoszenia, wytłumaczyliśmy o co nam chodzi – dziewczyna okazała się bardzo profesjonalna i podeszła ze zrozumieniem do problemu. Na przedwczoraj umówiliśmy się z nią na wizję lokalną w lokalu. Wypadła bardzo pozytywnie: dziewczyny były dwie do wyboru (małe miasto, a poza tym to tzw. prywatka). Jedna okazała się zjawiskowa więc została zakwalifikowana do finału. Ukrainka – ale całkiem nieźle mówiąca po polsku. Niby niemal dwa razy starsza od naszego kolegi, ale daj Boże taką urodę każdej nastolatce! Jak tak ma wyglądać cała emigracja do Polski to ja jestem za.
Zatem wczoraj Kuba został przypilnowany, żeby się porządnie umył, ubrał i wypachnił jak trzeba. Urodziny urodzinami, ale nawet wtedy nasz kumpel nie powinien nam przynosić wstydu. Zaprowadziliśmy go do lokalu; trochę się wstydził i krygował, ale został. Opłacona z góry dziewczyna (200 złotych; trzecia godzina gratis; a co?) wzięła się za niego delikatnie lecz stanowczo. My z Pawłem poszliśmy do pobliskiej pizzerii przy rynku. Trzy godziny trzeba było gdzieś spędzić w cieple w oczekiwaniu na solenizanta. Kuba wrócił zmęczony ale wesoły. Na pytanie: Jak było? odpowiedział tylko:

O wielu rzeczach mówi się wszystkim, o niektórych tylko najbliższym przyjaciołom, ale są takie rzeczy o których nie mówi się nikomu. Ale już wiecie co chcę na następne urodziny…

No to się zrozumieliśmy… Potem była jeszcze pizza, piwo pod stołem i długie nocne Polaków rozmowy…
Na koniec dnia Kuba powiedział jeszcze nam:

Ksiądz proboszcz to ma jednak dobry gust…

Cóż… o jednym z naszych proboszczów krążą po mieście różne historie. Czyżby Kuba dowiedział się czegoś więcej? Ale nie chciał się wytłumaczyć. Może jeszcze coś późnej powie.

[…] Więcej…