W niedzielę poszliśmy sobie z Pawłem do naszego kumpla Kuby i planowaliśmy spędzić trochę czasu w męskim towarzystwie. A jak zawsze wiadomo ulubioną rozrywką facetów jest oglądanie sztuki. Sztuka w najlepszym wydaniu to nagie ciała kobiet. Ponoć słynna figurka nagiej kobiety z wielkim biustem i wielkim tyłkiem znaleziona przez archeologów jest jednym z pierwszych obiektów służących zaspokajaniu estetycznych potrzeb mężczyzn udających się na polowanie na mamuta. Coś w rodzaju Playboya tamtych czasów.
Nasz przyjaciel Kuba przygotował się na naszą wizytę jak zwykle ściągając kilka pełnometrażowych filmów z sieci. Jego rodziców nie było w domu (ojciec-lekarz na dyżurze w szpitalu, matka u babki w Lublinie, siostra u koleżanek). Słowem: wolna chata. Zrobiliśmy sobie kanapek, herbaty, pokroiliśmy ciasto przyniesione przez Pawła. Byliśmy przygotowani. Duży ponad czterdziestocalowy telewizor podłączony do komputera spełniał nasze oczekiwania pod względem jakości obrazu. Siedzimy – oglądamy – trochę komentujemy, ale co tu można komentować? Sztukę przeżywa się we własnym umyśle.
I nagle …wchodzi siostra Kuby młodsza zresztą od niego o jakieś dwa lata. I co byście zrobili w takim momencie? Myśmy odczuli ulgę, że to nie był któryś z rodzicieli Kuby. Ale i tak nas nieźle wystraszyła! Speszyliśmy się, bo nie jest być miło przyłapanym na oglądaniu kopulujących par przez bądź co bądź dziewczynę. Ponoć siostry to zupełnie inny gatunek ludzi niż inne dziewczyny: ale to nie była moja siostra! Najpierw Marta zaczęła się z nas śmiać, że zamiast dobrać się do jakiejś dziewczyny w realu my tu siedzimy we trzech jak ostatnie łamagi i wgapiamy się w telewizor. Trochę jej się tłumaczyliśmy, że skądś trzeba się nauczyć techniki, ale chyba brzmiało to bardzo nieprzekonująco. Przynajmniej tak się czuliśmy. Tymczasem Marta raz po raz zerkała jednak na ekran telewizora na którym robiło się coraz ciekawiej. Żadnej poważnej perwersji – ot, trójkącik – dwie szczupłe i bardzo ładne dziewczyny (ładna dziewczyna na filmie tego typu to nie jest jednak taka częsta sprawa jak by tego oczekiwano) oraz umięśniony facet. Marta zapytała nas skąd wzięliśmy film. Mówimy jej, że ściągnięty z internetu. Na co ona robi wielkie oczy ze zdziwienia. Teraz my się z niej śmiejemy, że dziewczyna dopiero teraz dowiedziała się co jest siedemdziesięcioma procentami zawartości sieci. Ona na to, że wie, że w internecie są takie filmy, ale nie wiedziała, że są też pełnometrażowe. Mówi nam: Myślałam, że takie tylko po dwie-trzy minuty…
Tłumaczymy dziewczynie, parafrazując scenę ze Sztosu: Bo ściągać to trzeba umieć… i śmiejemy się skąd ona, dziewczyna, wie, że są nawet takie krótkie. Ona nam na to zawstydzona i zarumieniona, że ona też tak, żeby się dowiedzieć jak to się robi. I już wspólnie wybuchamy śmiechem.
Widzimy, że Marta trochę się wciągnęła w film, mówimy jej, żeby siadała z nami. Nawet Kuba prowadzący jak każdy brat z siostrą prywatną wojnę podjazdową idzie zrobić dziewczynie herbatę. Film zostaje na chwilę przerwany; częstujemy naszym Martę ciastem i kanapkami i trochę jeszcze żartujemy. Dziewczyna siada na kanapie razem z nami. Wraca Kuba z herbatą dla siostry i przynosi jeszcze jakieś wafelki, które potem okazują się być paskudne. Film startuje. Tego typu produkcję mają tę zaletę, że można je oglądać od dowolnego momentu i nie trzeba nikomu opowiadać, co było wcześniej. Siostra Kuby jest najpierw trochę speszona sytuacją, ale stara się trzymać fason. Rozumiemy ją i staramy się jej dodatkowo nie stresować. Ale po kilku minutach zaczynamy jednak znów komentować. Dziewczyna nie włącza się na razie w naszą rozmowę, ale też nie oburza się. Potem i ona zaczyna wygłaszać krótkie uwagi. Dwugodzinny film to jednak jest sporo, więc robimy przerwę. Marta wychodzi do swojego pokoju. My idziemy do kuchni zrobić nowy dzbanek herbaty. Kiedy po kilkunastu minutach wracamy z hałasem do pokoju telewizyjnego znów pojawia się Marta. Tym razem już bez straszenia nas. Mówimy jej, że myśleliśmy, że już zrezygnowała z drugiego seansu, a ona, że i tak nie ma co robić więc równie dobrze może posiedzieć z nami. Zapraszamy ją na kanapę. Trochę jeszcze żartujemy i przekomarzamy się. Zanim jeszcze włączamy film dziewczyna wstaje i mówi nam, żebyśmy trochę na nią zaczekali, bo ona zaraz przyjdzie. Wychodzi i wraca po jakiejś minucie. Przynosi mam tabliczkę czekolady i mówi, że jak składka to składka i że nie będzie nas wykorzystywała i objadała. Śmiejemy się, że czekolada to jeden z najlepszych afrodyzjaków, a ona nam na to, że herbata też jest pobudzająca.
Włączamy drugi film. Fabuła podobna z tym, że jest więcej osób na planie. Szczególnie nam trzem podoba się jedna szczuplutka i drobniutka aktorka z dość dużym biustem. Reszta jest raczej przeciętna. Komentujemy, że trzeba będzie dowiedzieć się jak się nazywa i na następną tego typu sesję ściągnąć jakieś filmy z jej udziałem. Marta pyta nas kiedy będzie następna taka sesja filmowa i czy często tak oglądamy te filmy. Śmiejemy się, że ją zawiadomimy. I że może przyjść – najlepiej z jakimiś koleżankami. Dziewczyna też się z nami śmieje i przez śmiech odgraża się, że przyjdzie i przyprowadzi całą swoją klasę.
Kiedy drugi film się kończy Marta wychodzi mówiąc nam: Dzięki! Jesteście fajni. Nawet Kuba… i idzie do siebie, a my słyszymy, że gdzieś dzwoni. Żartujemy teraz z Kuby, że teraz siostrze będzie musiał ściągać codziennie takie filmy. Udaje, że jest na nas z tego powodu zły, ale widzimy doskonale, że i on trochę jakby życzliwiej myśli o swojej siostrze. Odgryza się Pawłowi, że następnym razem oglądamy z jego siostrą. Paweł blednie. Dobrze, że ja nie mam żadnej młodszej siostry.

[…] Więcej…