Justyna chodzi ze mną do jednej klasy. Na większości lekcji siedzi dokładnie jedną ławkę za mną. Jest dobra z przedmiotów ścisłych, ale raczej te humanistyczne nie są jej mocną stroną. Ze mną jest raczej odwrotnie: ot, taka przewrotność losu; bo to faceci są raczej predestynowani do bycia dobrymi matematyki albo fizyki natomiast kobiety do zdolności językowych czy przedmiotów humanistycznych. Stereotypy są jednak czasami mylące. Najczęściej jest więc tak, że ja jej pomagam na sprawdzianach z polskiego albo z niemieckiego czy z historii a ona mi z matematyki i fizyki. W sumie to dobrze mi się z nią układa i cieszę się, że to akurat Justyna siedzi za mną.
Jeszcze przed weekendem umówiliśmy się, ze jakoś trzeba uczcić tę owocną współpracę, bo przez ostatnie dwa tygodnie było kilka poważnych sprawdzianów i klasówek i oboje spisaliśmy się na medal. Ja przygotowałem się z przedmiotów humanistycznych, ona ze ścisłych i dzięki temu dostaliśmy same piątki (no, dobra… były dwie czwórki z plusami, bo ja nie zdążyłem podyktować jej wszystkich zdań na niemieckim, a ona mi ostatniego zadania z matematyki). Postanowiliśmy, że idziemy razem do naszej ulubionej pizzerii i do kina.
Najpierw miała być wspólna kolacja, bo trzeba było się jednak na jutro wyspać na ósmą do szkoły, a film zaczynał się o 20.30. Zatem idziemy do pizzerii: zamawiamy dużą hawajską i dwulitrową butelkę coli. W lokalu jesteśmy zadomowieni – właściwie wszystko, co ważne zaczyna się albo kończy przy tych stolikach. Rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się… Jest miło i świetnie się dogadujemy ze sobą. Bierzemy jeszcze lody na deser. Rozpusta. Justyna mi opowiada mi swoje życie, ja jej swoje. Zaczynają się jakieś zwierzenia… Szybko mijają dwie godziny. Wychodzimy już objęci.
W naszym mieście nie ma za dużego wyboru jeżeli idzie o film. Jedna projekcja dziennie musi wystarczyć. Trafiliśmy akurat na Miłość w czasach zarazy. Jak się nie ma co się, lubi to się lubi, co się ma. Siadamy sobie trochę z tyłu. W kinie jest ze trzydzieści osób – sporo, jak na nasze miasto. Większość pary, jest też jakaś grupka dziewczyn z naszego Ogólniaka. Ja nie znam, Justyna zna. Podchodzimy do nich na chwilę, Justyna przedstawia nas sobie, krótka kurtuazyjna rozmowa. Wydają się sympatyczne. Wracamy na nasze miejsce, bo zaczyna się seans. Oglądamy, ale co jakiś czas zerkam na moją towarzyszkę. Ona na mnie. W końcu nasz wzrok spotyka się – ona się uśmiecha, ja też. Zaczynamy się przytulać. Najpierw jeszcze trochę zachowujemy pozory, że oglądamy to, co dzieje się na ekranie, ale po kilkunastu minutach już nie zawracamy sobie tym głowy. Całujemy się. Namiętnie. Z języczkiem. Dużo śliny, ale raczej oboje czujemy, że nas to podnieca. Staramy się być jednak cicho, dobrze, że za nami już nikt nie siedzi. Moja ręka ląduje pod jej bluzką, Justyna nie protestuje. Małe, ale sterczące i sprężyste. Świetne. Trwa to jakąś chwilę. Lubię koronkową bieliznę. Oboje już wiemy, że z oglądania filmu już nic nie będzie. Może to i dobrze, bo raczej nas nie wciągnął. Wciągnęło nas zupełnie coś innego.
Obmacywanie piersi mojej szkolnej koleżanki przeradza się niemal w petting. Druga ręka ląduje pod jej spódniczką. Jej ręce też są zajęte. Dobrze, że mam się czym pochwalić i nie było kompromitacji. Omal nie przegapiliśmy końca filmu. Żegnamy się z jej koleżankami i chcę ją odprowadzić do domu. Ona mi mówi na to, że do niej dziś nie, nie ma warunków, może poszlibyśmy do mnie? Nie spodziewałem się ciągu dalszego ale się zgadzam. Są pewne zalety mieszkania w domu jednorodzinnym. Mówię jej, że to spory kawał. Ona na to, że to nic. Idziemy objęci i przytuleni. Trochę się po drodze całujemy, jest dość ciepło jak na grudzień. Droga zajmuje nam ponad dwadzieścia minut.
Rodzina niby jest w domu, ale ogląda coś w telewizji. Zabieram najpierw Justynę do siebie na górę, pokazuję łazienkę i proszę ją żeby jak już umyje ręce to, żeby włączyła jakąś muzykę, a potem sam idę do kuchni zrobić nam coś ciepłego do picia. Pada na cappuccino. Przychodzi moja mamuśka i daje mi jeszcze ciasto. Nie wiem, czy coś podejrzewa, ale nic nie mówi. Idę z tym na górę. Zabieramy się za ciasto, kilka łyków z filiżanek. Ale to szybko ląduje z powrotem na stoliczku. Zaczynamy się do siebie dobierać i szybko wracamy do tego samego punktu w którym skończyliśmy w kinie. Teraz już nie musimy tak uważać i jest dużo wygodniej. Większość ciuchów szybko ląduje na drugim fotelu. Czuję, że jest bardzo podniecona. Ona wie, że ja też. Dobieram się do jej majteczek. Jej paluszki są już dawno tam gdzie trzeba. Moje wchodzą do środka. Chcę wstać i założyć prezerwatywę, ale Justyna zatrzymuje mnie i szepcze: Języczkiem! Idzie bardzo łatwo. Po dwudziestu-trzydziestu minutach oboje jesteśmy spełnieni i usatysfakcjonowani.
Idziemy razem do łazienki. Ona w samym biustonoszu, ja tylko w rozpiętej koszuli. Chlapiemy się nad umywalką. Śmiejemy się. Ślicznie wygląda. Jest taka romantycznie bezwstydna. Trochę się jeszcze całujemy. W końcu ubieramy się. Trzeba ją odprowadzić, bo robi się prawie północ. Zaglądamy jeszcze na dół do moich rodziców. Telewizja. Justyna grzecznie mówi im do widzenia i wychodzimy. Odprowadzam ją pod próg jej domu. Ona tam niegrzecznie jeszcze mnie żegna namiętnym pocałunkiem, czuję, że znów zaczynamy się do siebie kleić, ale jest za późno na jakieś kombinacje. Wracam do domu. Rodzina zdążyła się już położyć. Ścielę łóżko, ale obok znajduję majteczki Justyny. Zostawiła specjalnie… Mam tylko nadzieję, że rodzina mi tu nie właziła podczas mojej nieobecności. Niby nic by nie zrobili, ale nie chciałbym oglądać tych spojrzeń. Wysyłam jeszcze dziewczynie SMS-a: Znalazłem! Po paru minutach dostaję odpowiedź: Zatrzymaj! Może będziesz miał ochotę, żeby to powtórzyć. Podobało mi się. Zasypiam z jej majtkami w dłoni.

[…] Więcej…