Moja klasa zaplanowała sobie w końcu, że pojedziemy zaraz na początku przyszłego roku na wycieczkę do Zakopanego. W pierwszym tygodniu 2008 roku jedziemy więc koleją na osiem dni w góry – od soboty do niedzieli w kolejnym tygodniu. Zapowiada się świetnie i mam nadzieję, że plan się uda. Dyrekcja już podobno wstępnie wyraziła zgodę. Jedzie z nami na razie na pewno nasza wychowawczyni – na potrzeby tego bloga będę ją nazywał Paskuda. To jest zła wiadomość. Ale, niestety samych nas nie puszczą i któraś z nauczycielek będzie musiała pojechać. Kolejna wiadomość jest raczej z tych dobrych: dziewczyny wymyśliły, że drugą opiekunką naszej grupy będzie …bibliotekarka. Na to bym nie wpadł. Spryciule dobrze to wykombinowały. Pani Ela jest po pierwsze młoda (rok temu skończyła swoje studia), po drugie sympatyczna, a po trzecie nic nikt z nas do niej nie ma. Żeby tylko dyrekcja się zgodziła. Może z tym być problem, bo pewnie kilka innych nauczycielek liczyło na darmową wycieczkę w góry. A tak guzik. Pani Ela podobno już się zgodziła. Czyli połowa sukcesu za nami.
Kolejną wiadomością raczej pozytywną, jest taka, że większość facetów w mojej klasie na tę wycieczkę nie pojedzie, bo głąby nie wiedzą co dobre. Pojedzie za to na pewno Kuba, który już nawet dostał obietnicę dofinansowania wyjazdu od swoich rodziców. Ja mam to jeszcze przed sobą. Wprawdzie większość potrzebnej forsy już miałbym, ale wcale nie mam wielkiej ochoty rozstawać się z moimi pieniędzmi. Za swoje będę jeździł jak będę dorosły. Na razie w wieku siedemnastu lat (no, dobrze… szesnastu i pół) powinni finansować mnie jednak rodzice.
Podobno jest również pewna możliwość, że na wycieczkę będzie mogło pojechać kilka osób spoza naszej klasy. Pod warunkiem, że nie pojadą wszyscy od nas. A jeżeli nie pojadą pozostali faceci z mojej klasy co jest niemal pewne to będzie mógł pojechać choćby Paweł. I o tym trzeba będzie z nim porozmawiać.

[…] Więcej…