W mojej szkole nauczyciele też gwałcą prawo. Tak przynajmniej uważa Rzecznik Praw Ucznia i Rodzica (swoją drogą kuriozalne stanowisko, trochę jak rzecznik praw owiec i wilków) Krzysztof Olędzki. I to nie tylko, o czym już pisałem, robiąc uczniom dodatkowe niezgodne ze statutem szkoły (i często niezapowiedziane) sprawdziany i klasówki, ale również tym, że zadają prace domowe z których następnego dnia jesteśmy rozliczani. A kto nie odrobi – temu pała. Tymczasem Krzysztof Olędzki stwierdził, że o ile samo zadawanie prac domowych nie jest pogwałceniem praw uczniów to już ocenianie tych prac oraz rozliczanie z nich już tak. Ja już widzę te miny nauczycielek uczących w moim liceum… Rzecznik twierdzi, że tego typu wybryki nauczycielstwa to ograniczanie wolności i prawa do wypoczynku dzieci o którym mówi artykuł 31 Konstytucji oraz również 31 artykuł Konwencji Praw Dziecka podpisanej przez Polskę. To zaczyna robić się naprawdę wesołe… Nauczycielstwo w mojej szkole łamie Konstytucję! Rzecznik Praw Dziecka i Rodzica mówi na ten temat:

Urząd, a szkoła jest urzędem, może robić tylko to, do czego ma uprawnienia. Nie ma przepisów dających jej prawo do zadawania prac domowych.

Krzysztof Olędzki ma zamiar w tej sprawie spotkać się z minister Katarzyną Hall i już napisał odpowiednie pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego z prośbą o zbadanie legalności obowiązkowych prac domowych.
A może nauczycielstwo zaczęłoby po prostu solidnie uczyć na lekcjach, lepiej przykładać się do swojej pracy za którą dostają wynagrodzenie zamiast zwalać większość odpowiedzialności na uczniów? Eee… marzenie ściętej głowy. Jak na razie nauczycielki (co wiem na przykładzie własnego Ogólniaka) więcej się interesują strajkowaniem i wyjazdami na pikiety przed ministerstwo niż swoją pracą za którą w stosunku do włożonego wysiłku dostają naprawdę duże pieniądze.

Tyle, że one doskonale wiedzą, że do Anglii czy Irlandii nie mają po co jechać, żadna nie zna języków obcych choćby na poziomie minimalnym, a bez tego nie ma co marzyć o pracy na Zachodzie. Co najwyżej można zmywać talerze w jakiejś garkuchni, bo do pracy w jakimś supermarkecie język jest już niezbędny. Pozostaje więc im już tylko strajkować. Bo lenistwa i mentalności człowieka radzieckiego u siebie wytępić już chyba nie będą potrafiły. Moja babcia o takich mówi: Uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty