Dziś był ostatni dzień szkoły w 2007 roku. Atmosfera bożonarodzeniowa udzieliła się wszystkim – to znaczy wszyscy myśleli tylko o tym, żeby Jan najszybciej stąd sobie pójść. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele, którzy już od wczoraj składają nam sztuczne i wymuszone życzenia bez cienia życzliwości w głosie. A my im. Farsa podszyta wyrachowaniem.
Co inne jest pomiędzy samymi uczniami. Jak komuś się nie chce się składać życzeń to się po prostu tego nie robi i tyle, a jeżeli chce się komuś życzenia złożyć to się je składa i są one takie bardzo od serca i po prostu miłe. Zacznę może od końca, bo przedostatnią lekcją jaką dziś mieliśmy była religia, która zawsze odbywa się w salce katechetycznej na plebanii tuż obok szkoły. Nasz ksiądz stanął na wysokości zadania i założył nam życzenia po prostu płynące z serca, mówił o miłości, Jezusie, Bogu i w jego słowach brzmiała szczerość – on, w przeciwieństwie do nauczycielek po prostu w to wierzy i nam chce swoją wiarę przekazać. Dla naszego nauczycielstwa to po prostu kolejny przykry obowiązek. Dla niego była to przyjemność. To było widać i czuć. Przełamaliśmy się wszyscy opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia, z magnetofonu leciały kolędy. Pachniała lasem i żywicą prawdziwa choinka ustrojona w kącie salki katechetycznej. Zrobiło się bardzo przyjemnie i tak rodzinnie. Chyba jeszcze nigdy nie czułem się w szkole tak fajnie. Składanie życzeń strasznie się przeciągnęło i czterdzieści pięć minut minęło jak błyskawica – któraś z dziewczyn pomyślała o tym, żeby pójść po naszą wychowawczynię i żeby zamiast robić ostatnią lekcję polskiego to żeby ona tutaj do nas przyszła i była razem z nami, ksiądz nie miał nic przeciwko temu, bo on już tego dnia lekcji nie miał i żadnych innych naglących obowiązków. Dziewczyny poszły i przyprowadziły naszą wychowawczynię, a ona wszystko… zepsuła. Zaczęła coś mówić o obowiązku uczenia się, bla, bla, bla… Wesołych Świąt! Ktoś tam jej złożył życzenia w imieniu całej klasy, bo nikomu się nie chciało z tego wszystkiego do niej osobiście podchodzić. Choinka przestała pachnieć, kolędy straciły brzmienie, ksiądz oklapł… poszliśmy na polski. Nasza kochana wychowawczyni łaskawie zrezygnowała w bożonarodzeniowym prezencie dla nas z przepytywania. Wesołych Świąt, bachory! Patrzcie, jaka jestem dla was dobra!…
A, i z tego wszystkiego zapomniałem napisać o Justynie, która już na pierwszej lekcji dzisiaj przekazała mi prze Kubę reklamówkę z prezentem dla mnie. Dlaczego prze Kubę? Justyna dalej robi wszystko, by nikt na świecie nie dowiedział się, że łączy nas coś więcej niż tylko sąsiedztwo ławek i sporadyczne podpowiadanie sobie na sprawdzianach. Kubie zawsze można zaufać i Justyna też to wie… No więc na pierwszej lekcji czekała na mnie może nieduża, ale choinkowa reklamówka z ładnie zapakowanym pudełkiem w środku oraz kartką z napisem: Już wiesz z kim to zużyjesz. W pudełku było czterdzieści dziewięć opakowań prezerwatyw (siedem razy po siedem, tak na szczęście).Nie powiem, żebym się nie ucieszył, bo to nie pudełko tylko cały worek prezentów. Na mój prezent Justyna musiała poczekać do przerwy kiedy ja po prostu do niej podszedłem na korytarzu i wręczyłem jej reklamówkę od siebie. Pół popołudnia wczoraj łaziłem za tym po sklepach. Justyna trochę się speszyła, ale przyjęła i podziękowała. Przykazałem jej, żeby nie otwierała przy obcych. W moim pudełku był bardzo fajny komplet bielizny dla niej: czarne koronkowe stringi i odpowiedni do tego staniczek. Skąd wiedziałem jaki rozmiar (70B)? Mam taki paskudny zwyczaj, że jak zdejmuje z jakiejś dziewczyny biustonosz to patrzę na metkę. I wcale nie po to, żeby sprawdzić czy dziewczyna nosi markową bieliznę czy nie tylko po to, żeby zobaczyć jaki rozmiar na nią pasuje. Wtedy wystarczy zapamiętać, no, może zapamiętać nie jest to takie proste w takiej sytuacji, ale mi się to jakoś udaje. Później dostałem od Justyny SMS-a na swój telefon: Dziękuję! Są śliczne. Nie mogę się już doczekać, kiedy przymierzę! Wesołych Świąt! Odpisałem jej, że też się nie mogę doczekać aż przymierzy. Potem, już na katechezie i klasowej wigilii złożyliśmy sobie bardzo ciepłe i miłe życzenia z przytulaniem oraz całuskami i zrobiło mi się od tego bardzo przyjemnie. Podziękowałem jej za prezent od niej, ona podziękowała za mój… W ogóle wszyscy jakoś się tak buziaczkowali w całej klasie. Kuba był wniebowzięty! Ja też dawno nie całowałem się z tyloma dziewczynami w ciągu jednej godziny. Już uwielbiam klasowe wigilie… Nawet ksiądz patrzył na to wszystko z uśmiechem i radością. Mądry jednak człowiek, tylko zastraszony przez te wszystkie baby uczące w szkole.
Niech żyją święta! Wesołych Świąt!

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty