Rodzice Kuby mają w J. domek letniskowy. Domek jest ogólnie fatalny, niezbyt ciepły zimą i za gorący latem, mały i w ogóle brzydki jak noc bezgwiezdna. Za czerwonych czasów czyli młodości naszych rodziców mógł on może uchodzić za szczyt luksusu (własny domek letniskowy to wtedy nie było byle co!) i tam podobno poczęty został sam Kuba oraz jego młodsza siostra Marta. Jego rodzice wówczas jeszcze mieszkali razem z dziadkami i nie za bardzo mieli inny wybór jeżeli chodzi o intymne chwile sam na sam. Domek letniskowy więc to dla mojego kumpla Kuby miejsce trochę magiczne, a trochę święte. Że też ja nie wiem, gdzie zostałem poczęty przez moich seniorów… Ale jeszcze o domku, bo ma on mianowicie dwie niemożliwe do przecenienia zalety: bo po pierwsze można tam zawsze pojechać jeżeli się chce pobyć samemu (co dla Kuby jest szczególnie ważne), a po drugie domek jest wyposażony w profesjonalną i porządną saunę. Cokolwiek można złego powiedzieć o samym domku to ta jedna rzecz niweluje jego wszelkie wady. Już od jakiegoś czasu próbuje przekonać swojego ojca, żeby w naszym domu coś takiego zamontować, ale jakoś nic z tego nie wychodzi. Rodzice Kuby przyjeżdżają tutaj dość często głównie latem, żeby trochę odpocząć od dzieciaków, a dzieciaki (tzn. Kuba i Marta) żeby odpocząć od rodziców. No i czasami Kuba zabiera tutaj nas czyli mnie i Pawła. Jest to na przykład świetne miejsce na zorganizowanie ogniska w lecie…
Ale tym razem przyjechaliśmy tutaj nie tylko my trzej, ale również nasze znajome dziewczyny z EkonomikaMagda, Kasia oraz Gosia. Ja i Paweł nie musieliśmy się bardzo tłumaczyć rodzicom, że jedziemy do Kuby na działkę (wystarczyła informacja, przyzwyczaili się już, bo w lecie co drugi weekend tam spędzamy), ale nasze dziewczyny musiały się nieźle nagimnastykować. Wszystkie trzy jakoś tak nałgały, że w końcu ich rodzice uwierzyli, że będą nocowały u siebie nawzajem z tym, że żadna nie w swoim domu. To się nazywa odwrócić kota ogonem!…
No więc przyjechaliśmy autobusem w sobotę po południu objuczeni wszystkimi potrzebnymi nam elementami wyposażenia (na zimę wszystko się zabiera w obawie przed złodziejami), było okropnie zimno, a sam domek nagrzewa się okropnie powoli. Dziewczyny najpierw siedziały trochę wkurzone na nas, ale potem zdecydowały się na zagotowanie wody i zrobienie wszystkim herbaty. My zajęliśmy się rozpaleniem w piecu CO i kuchni. Dopiero jakieś półtorej godziny później zrobiło się wystarczająco ciepło, żeby można było zdjąć kurtki i wtedy humory wszystkim się poprawiły. Dziewczyny się jeszcze trochę na nas boczyły, ale tak już tylko dla zasady, żeby nie było, że je tak łatwo czymś przekupić. Po dwóch godzinach zrobiło się na tyle ciepło, że można było pomyśleć o skorzystaniu z sauny. Kuba pomajstrował przy odpowiednich zaworach przy centralnym ogrzewaniu, które zmieniają przepływ gorącej wody i gorąca woda popłynęła by ogrzać saunę. O ile domek nie chce nigdy nagrzać się do przyzwoitej i komfortowej temperatury (zawsze jest o te dwa stopnie mniej niż potrzeba) to sauna nagrzewa się wspaniale i bardzo szybko. Dziewczyny jak tylko zobaczyły, że w saunie jest już naprawdę gorąco i przyjemnie od razu pobiegły przebrać się do znośnie ciepłej łazienki, wyskoczyły ze swoich ciuchów i wskoczyły w kostiumu kąpielowe. My zostaliśmy w samych kąpielówkach i wszyscy razem poszliśmy do sauny. Porozkładaliśmy się na drewnianych ławkach (Paweł oczywiście z Kasią, Kuba jakoś tak się przykleił do Gosi, a ja zaległem na jednej ławce z Magdą). Rozmawialiśmy i było nam wszystkim bardzo błogo i przyjemnie. Co jakiś czas ktoś polewał gorące kamienie na środku wodą i do góry buchały kłęby pary. Prawie jak w piekle tylko dużo przyjemniej. Po kilkunastu minutach wszyscy lepiliśmy się od potu. Kostiumy kąpielowe dziewczyn okazały się bardzo niepraktyczne na takie atrakcje, bo od temperatury zaczęły się kurczyć. W końcu jakoś się tak zgadało, że jeżeli my się rozbierzemy to i one też, bo dziewczyny trochę przestraszone przez nas informacją, że od takiej temperatury mogą dostać przez te kostiumy kąpielowe ze sztucznej tkaniny wysypki. Straty na urodzie zawsze były najlepszym sposobem do przekonania dziewczyn do zrobienia czegokolwiek… Rozebraliśmy się więc pierwsi i stety albo niestety było doskonale widać, że taka sytuacja nas bardzo kręci. Dziewczynom się to strasznie spodobało i jakby im trochę zaimponowało. Szczególnie Paweł budził powszechne zainteresowanie nastolatek, a szczególnie to już Kasi. Dziewczyny trochę się pośmiały i pochichrały, ale napomniane o niebezpieczeństwie wysypki szybko pozbyły się swoich ubrań i wylądowały obok nas zupełnie już gołe. Kuba zrobił im specjalnie więcej pary, ale ta szybko i grzecznie jakoś się ulotniła i mogliśmy podziwiać kształty naszych koleżanek już bez żadnych ograniczeń. Nie obyło się bez sensacji, bo okazało się, że o ile Kasia oraz Gosia depilują się po całości to Magda ma tam wycięte z włosów łonowych serduszko. Rewelacja. Spodobało mi się to bardziej niżbym chciał i dziewczyny miały teraz nową porcję powodów do swoich chichów. Zrobiło się bardzo wesoło i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Luźna atmosfera i wesołe nastroje nam dopisywały i zaczęliśmy się wspólnie przekomarzać. Przekomarzanie to głownie polegało na próbach połaskotania nastolatek przed którymi to łaskotkami dziewczyny próbowały się wywinąć. Pomiędzy Pawłem i Kasią te łaskotki przeszły w regularne głaskanie i całowanie się, my z Kubą byliśmy mniej nachalni wobec naszych dziewczyn, ale i my pozwalaliśmy sobie na pewne wyskoki. Postanowiliśmy nie przeszkadzać naszym zakochanym i zajmowaliśmy się głownie naszymi dziewczętami, tzn. ja Magdą a Kuba Gosią. Mój przyjaciel jakoś tak się ułożył, że niepostrzeżenie jego ręka znalazła się na piersiach Gosi której to najwyraźniej nie przeszkadzało, ja siedziałem za Magdą i robiłem jej masaż pleców ze szczególnym uwzględnieniem dolnej ich partii. Nawet bardziej niż dolnej. Zrobiło się bardzo intymnie. Dziewczyny mruczały zadowolone i co jakiś czas tylko ukradkiem na siebie spoglądały…
W saunie niestety nie można siedzieć zbyt długo. Jako, że łazienka w domku jest bardzo mała to najpierw wyekspediowaliśmy do niej Pawła oraz Kasię z sugestią, że mogą się ubrać w sąsiednim pokoju. Paweł chyba zrozumiał sugestię i oboje wyszli. Kuba zabawiał się gryzieniem swojej Gosi w uszy, a ja Magdzie robiłem tym razem masaż ramion. No i jakoś tak niechcący moje ręce zaczepiały się co i rusz o jej sterczące piersi. Mówiłem, że domek jest mały i sauna też nie jest za duża? W końcu i my czworo musieliśmy wyjść do łazienki. O dziwo domek jak nigdy okazał się dość ciepły i nie marźliśmy wcale. Po raz pierwszy chyba okazało się, że temperatura jest do zaakceptowania. Próbowaliśmy zmieścić się we czworo pod prysznicem, ale nic z tego nie wyszło. Kabina przewidziana na jedna osobę za żadne Chiny nie chciała pomieścić więcej niż dwie. Ale jakoś sobie poradziliśmy – najpierw pod natryskiem znaleźli się Kuba z Gosią a potem ja z Magdą. Po prysznicu jakoś tak wspólnie postanowiliśmy, że się już nie będziemy ubierać – właściwie wyszło to tak samo z siebie. Nawet, ku naszemu zdziwieniu, dziewczyny nie miały nic przeciwko temu, żebyśmy sobie popatrzyli na nie. Może chodziło o to, że one chciały sobie popatrzeć na nas? Paweł z Kasią jakoś nie chcieli wychodzić z jedynego pokoiku w domku, a nam jakoś głupio było im przeszkadzać – miłość rządzi się w końcu swoimi prawami… Kuba zajął się podkładaniem do piecyka centralnego ogrzewania, a ja ponownie rozpaliłem ogień w węglowej kuchni. Dziewczyny obiecały nam zrobić naleśniki. I zrobiły. Pyszne, z truskawkowym domowym dżemem przywiezionym razem z całym ekwipunkiem. Na kolację zjawili się również nasi zakochani. Paweł wychylił się z pokoiku i zobaczywszy, że jesteśmy nago zapytał cicho Kubę o co chodzi. I w końcu również i oni zdecydowali się na przystanie do nas – naturystów. Zjedliśmy wspólnie kolację – popijając gorącą herbata i dużo rozmawiając. Zrobiła się naprawdę miła i domowa atmosfera. Siedzieliśmy tak niemal do dwunastej w nocy, pochłaniając kolejne szklanki gorącej herbaty dla rozgrzewki. Ale w końcu trzeba się było położyć spać. Do dyspozycji mieliśmy jedno łóżko, dwa materace oraz cztery śpiwory. Czwarty w końcu uznaliśmy za zbytek szczęścia. Pawłowi oraz Kasi udostępniliśmy łóżko a Kuba z Gosią oraz ja z Magdą ulokowaliśmy się na materacach w śpiworach. Nadal nago! Bardzo interesujące przeżycie! Polecam!
Jakoś tak wyszło, że Paweł z Kasią zajęli się bardzo szybko sami sobą – ze strony łóżka dobiegały do nas stłumione chichoty i mlaski. Ani Kuba z Gosią ani ja z Magdą tyle nie hałasowaliśmy, choć nie powiem, żeby do niczego nie doszło. Ale nie posunęliśmy się za daleko, co nie znaczy, że nie zbliżyliśmy się do siebie. Wspólny śpiwór, chłodna noc oraz nagość drugiej osoby przytulonej do ramienia otwiera każde serce. Również to wycięte z włosów łonowych. Dla paluszków. W życiu jeszcze nie widziałem, żeby dziewczyna aż tak się maśliła i ślimaczyła na dole. Niesamowite! I wiecie co Wam powiem? Podobało mi się to! Bardzo! Noc okazała się więc bardzo przyjemna… Obudziliśmy się rano trochę zziębnięci bo domek nie utrzymał w końcu ciepła i trochę się jednak wychłodził. Trzeba się było w końcu, ku naszemu rozżaleniu, ubrać. Zagrzeliśmy sobie znów herbaty i zrobiliśmy kanapek na śniadanie. Podczas rozmowy przy śniadaniu Gosia z triumfem zauważyła: A widzicie, jednak nie dostałyśmy, żadnej wysypki! Na co Kuba odpowiedział z pełną powagą: Bo w porę się rozebrałyście z tego poliestru. Jakbyście się nie rozebrały, to byście miały krostę na kroście. Kurczę, one w to naprawdę uwierzyły!…

O dziesiątej mieliśmy autobus do domu i ledwo na niego zdążyliśmy. Nawet podczas drogi powrotnej humory nam dopisywały. Odstawiliśmy dziewczyny w pobliże ich klatek schodowych z przykazaniem, żeby się nam później wyspowiadały, czy wszystko ok i czy ich rodzice na pewno uwierzyli w mistyfikację. Pół godziny później zaczęły przychodzić SMS-y z potwierdzeniem, że wszystko się udało. One jednak są mistrzyniami! Kiedy wróciłem do domu moja mamuśka spytała mnie jakoś podejrzliwie jak było na wsi. Odpowiedziałem, że co można robić na wsi o tej porze roku… nudy…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty