Lubię Boże Narodzenie. Może to tak samo jak powiedzieć, że się lubi lody, ale lody też lubię, ale Święta bardziej. Teraz trochę panuje taka moda, że Świąt Bożego Narodzenia wypada nie lubić, a ja po prostu uwielbiam.
Na Wigilię przyjeżdża do nas cała rodzina. Moja ciotka (żona brata mojej mamy) oraz moja stryjenka (żona brata mojego taty) oraz obie babcie przyjeżdżają najczęściej albo w przeddzień Wigilii albo 24 grudnia rano. W tym roku stryjenka przyjechała w przeddzień a obie babcie i ciocia w Wigilię rano. Stryjenka mieszka teraz w Warszawie więc ma dużo dalej niż ciotka, która mieszka w sąsiedniej wsi kilka kilometrów od nas. W pięć zabrały się do przyrządzania potraw na Wigilię i na całe Święta Bożego Narodzenia. Razem ze stryjenką przyjechały moje kuzynki: Agnieszka (starsza ode mnie o rok) i Anita (o rok młodsza ode mnie). Moim i ich zadaniem już tradycyjnie posprzątanie domu (200 metrów kwadratowych to nie byle co) oraz ubranie choinki. Prawie cały dzień nam na tym zszedł. W międzyczasie zdążyłem tylko wyskoczyć na pół godziny do Pawła u którego umówiliśmy się z Kubą na składanie życzeń i przekazanie bożonarodzeniowych prezentów. Matka Pawła ze śmiechem nas obu przywitała ze ścierką i żartowała, że jak nie mamy co robić to ona nas może zagonić tutaj do sprzątania i że dla nas trzech nicponi to ona zawsze znajdzie jakąś męczącą pracę. A już na poważnie złożyła nam życzenia. Od Kuby obaj dostaliśmy po butelce podobno wyśmienitego wina (Kuba robi się monotematyczny), Paweł sprezentował mi wildsteina (koniec problemów z przenoszeniem filmów!, a Kubie kieliszki (ha, ha!). Ode mnie chłopaki dostali po flakoniku fajnych męskich perfum (Kuba na znalezienie sobie panny, a Paweł na zatrzymanie Kasi przy sobie). Złożyliśmy też życzenia siostrze Pawła. Szybko się zaraz stamtąd zmyliśmy i wróciłem do domu do sprzątania z kuzynkami mieszkania. Kobiety urzędujące w kuchni nawet nas tam nie wpuściły więc na głodnego (oj, nie całkiem, przezornie zabunkrowałem dla siebie i sióstr bułki i dżem w swoim pokoju) zabraliśmy się za sprzątanie. Było wesoło, bo obie dziewuchy to straszne trzpiotki. Jakoś najbardziej podobało im się sprzątanie mojego pokoju i wyciąganie różnych rzeczy poupychanych po kątach. Ciekawe, dlaczego?
Potem mój ojciec razem ze mną obsadziliśmy choinkę w stojaku i zaczęło się ubieranie bombek, łańcuchów i światełek oraz lampek. Wyszło nieźle, nawet lepiej niż w ubiegłym roku. Nabieramy wprawy. Skończyliśmy o jakiejś czwartej. I zaraz później przyjechała reszta rodziny tzn. stryj, który jeszcze rano musiał pójść do pracy i dopiero teraz przyjechał z Warszawy oraz wuj ze swoim pięcioosobowym potomstwem (czyli moje cioteczne siostry Wiola – piętnaście lat i Gabrysia – lat dwanaście oraz bracia Marcin – 13, Grzesiek – 7 i Dominik – 3). Rodzina w komplecie. Maluchy zagoniliśmy do nakrywania stołu pod naszym nadzorem, a sami zaczęliśmy się już rozglądać za wigilijnymi potrawami. Rozpaliłem ogień w kominku, rozstawiłem zapalone świece na stole i w kilku strategicznych miejscach, zapaliłem lampki na choince. Światło z żyrandola precz! Wszyscy stwierdzili, że wygląda to świetnie. Potem było dawanie zadość tradycji (modlitwa, dzielenie się opłatkiem, życzenia i ogólne robienie miłej atmosfery); na stole miało być dwanaście potraw, ale jak zwykle okazało się, że wyszło co najmniej dwadzieścia. Moja mama, ciotka, stryjenka i obie babcie nie mogą się nigdy powstrzymać i zawsze coś dorobią dodatkowo, bo na pewno ktoś zechce to zjeść. No, to zechcieliśmy… Kolacja się udała, było rodzinnie i sympatycznie, próbowaliśmy nawet śpiewać kolędy, ale nikt w rodzinie śpiewać jakoś tak na ludzkim poziomie nie potrafi więc skończyło się na płycie CD z kolędami. Po czterech godzinach za stołem wszyscy już mieli dość i w końcu maluch doczekały się Świętego Mikołaja, który rękami moimi i stryja podłożył spory worek pod choinkę (od rodziców dostałem nowy telefon komórkowy, od stryja Wiedźmina – ten zawsze lubił dbać o moją edukację; innych i cudzych prezentów nie chce mi się wymieniać).
My, tzn. dzieciarnia poszliśmy pozmywać po kolacji do kuchni, a rodzina zaczęła się powoli szykować do wyjścia na Pasterkę. Zabraliśmy się w trzy samochody i pojechaliśmy do kościoła na mszę. Jak zwykle było pełno ludzi, dostrzegłem nawet w tym tłumie Justynę, ale nie zdołaliśmy porozmawiać. Wysłałem jej tylko SMS-a (już z nowego telefonu): Wesołych Świąt! Odpisała mi, żebym przyszedł do niej drugiego dnia świąt. Napisałem jej, że przyjdę. Bo przyjdę! Proboszcz jak zwykle nie postarał się nic a nic i żłóbek był dokładnie taki sam jak zeszłoroczny, ten sprzed dwóch lat i odkąd pamiętam, mówił smętnie i chyba był zaspany i niezadowolony, że mu ktoś głowę zawraca o północy jakimiś Świętami i odprawianiem mszy. Ale mnie i całej mojej rodzince nie przeszkadzało to nic a nic i było nam bardzo wesoło. Mnie tym bardziej z powodu zaproszenia od Justyny
Po Pasterce wróciliśmy do domu. Stryjenka i stryj oraz moje stryjeczne siostry miały jak zawsze tak i w tym roku zostać u nas na całe Święta. Mama mojego taty tak samo. Ciotka z wujem i ich hałastrą wrócili do siebie wyekwipowani w wigilijne potrawy, wypieki i inne takie przez moją mamę, stryjenkę i babcie. Stryjostwo położyło się spać w pokoju gościnnym, obie babcie w babcinej komitywie zaszyły się w pokoju za kuchnią, a ja z moimi kuzynkami Anitą oraz Agnieszką powędrowaliśmy na górę. Dziewczyny jak zwykle miały spać w sąsiednim pokoju obok mojego, ale jak zwykle wylądowały w końcu u mnie pod pretekstem, że jest tam zimno (uwielbiam takie preteksty! tam jest cieplej niż u mnie, bo to jest mniejszy pokój, a jest tam większy grzejnik!). To już też w sumie taka nasza świąteczna tradycja. W ten sposób trzy lata temu też w Wigilię Agnieszka straciła ze mną swoje dziewictwo (ja wtedy przestałem być prawiczkiem) w czym wydatnie pomogła nam jej siostra. Potem to jeszcze powtarzaliśmy z Agnieszką kilkakrotnie podczas jakichś wspólnych wakacji czy rodzinnych spotkań, z Anitą lub bez – różnie, chociaż Anita z formalnego punktu widzenia jest nadal dziewicą, to jakoś niemal zawsze lądowała wspólnie z nami w łóżku (albo gdzie tam akurat wychodziło). Tym razem skończyło się na kilkugodzinnych wspólnych pieszczotach, całowaniu się, łaskotkach i wygłupach w łóżku oraz delikatnym pettingu.

Zaręczam, że to nie jest prawda, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu. Ja ze swoją mam bardzo fajnie! I dlatego uwielbiam Boże Narodzenie! Wesołych Świat!

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty