Wybrałem się dziś do Tomka – mojego kumpla jeszcze z gimnazjum. Trochę powspominaliśmy stare czasy. Tomek jest teraz ministrantem w jednym z miejscowych kościołów, co raczej u syna kościelnego nie powinno dziwić. Mój kumpel poopowiadał mi trochę parafialnych plotek na temat prowadzenia się proboszcza (tak, to ten o którym krążą historie o jego intymnych spotkaniach z ukraińską prostytutką – tą samą zresztą, która była naszym urodzinowym prezentem dla Kuby). Tomek mniej więcej potwierdza tę historię tyle, że w jego wersji naszego księdza łączą również intymne przyjemności z pewną dziewczyną z Białej Podlaskiej do której proboszcz jeździ swoim audi co najmniej raz w tygodniu. Dobrze, że chociaż nie ministranci albo chłopcy z kościelnego chóru…
Tomek znów jest na etapie rozstawania się z Basią. Rozstają się ze sobą i schodzą mniej więcej raz na miesiąc lub dwa. Już od jakiegoś roku. Bujny związek. Tomek chodzi teraz do Technikum Budowlanego natomiast Basia, która chodziła z nami do gimnazjum tyle, że do równoległej klasy teraz jest w równoległej klasie ze mną w Ogólniaku. Ale nie w tej do której chodzi Paweł. Czasami ją widuję na korytarzu w szkole, ale w gruncie rzeczy jej nie znam. Rozmawiałem z dziewczyną może raz czy dwa w życiu, mówimy sobie cześć i tyle. Tymczasem z Tomkiem znamy się bardzo dobrze – najpierw razem chodziliśmy do zerówki, potem co prawda do różnych klas w podstawówce ale do tej samej szkoły (zresztą wówczas mieszkaliśmy trzy podwórka od siebie więc okazji do spotkań było sporo), a gimnazjum było już wspólne. To właśnie z Tomkiem po raz pierwszy oglądałem świerszczyka podkradzionego jego ojcu oraz pierwszy raz piłem piwo… hmmm… stare czasy. A wracając do jego związków z Basią – kłócą się niemiłosiernie i stale, ale bez siebie żyć nie mogą. Tydzień lub dwa jest dobrze potem kolejne dwa tygodnie kłótni i wypominania wszystkiego co najgorsze aż do uroczystego zerwania z trzaskaniem drzwiami w tle, potem tydzień albo dwa milczenia, koniec końców jest niby przypadkowe spotkanie, przeprosiny ze łzami w oczach, kolejne obietnice wiecznej miłości i kolo się zamyka. Tak to już trwa chyba półtora roku, bo pierwszy raz zeszli się na początku ostatniej klasy gimnazjum. Wówczas wytrwali ze sobą cały pierwszy miesiąc. Jakoś wtedy ja akurat oddaliłem się od Tomka – on był zajęty miłosnymi uniesieniami z Basią, ja miałem też jakieś inne zajęcia. Wtedy też poznałem akurat Kubę (Pawła dopiero w tuż przed wakacjami pomiędzy gimnazjum a liceum – formalnie znaliśmy się wcześniej, ale tylko na cześć-cześć).
Ogólnie Tomek ze swoją dziewczyną nie ma lekko – panna jest ładna, nawet bardzo ładna – to muszę sam przyznać, ale koszmarnie kapryśna i niestała w zachowaniu (coś na kształt permanentnego pogłębionego syndromu napięcia przedmiesiączkowego). Jak chce potrafi być słodka i miła, że do rany ją przyłóż, a pięć minut później wybucha histerią i potrafi wyciągnąć jakieś urazy sprzed roku. Tomka podziwiam przy tym, że z nią wytrzymuje. Cóż, może ma inne zalety niewidoczne na pierwszy rzut oka, a które ujawniają się w dwutygodniowym okresie, kiedy jest dobrze pomiędzy nimi. Nie chciałem dopytywać wścibsko w tej kwestii Tomka, a on jakoś mi się nie zwierzał akurat w tej sprawie.
Jakoś tak zawsze jest, że z Tomkiem zawsze dobrze mi się rozmawia – może to po prostu jest efekt długoletniej znajomości, ale jakoś nie czułem, żebyśmy mieli jakiś problem z nawiązaniem komunikacji. Niezależnie od tego czy rozmawiamy o polityce, szkole, dziewczynach czy tak po prostu o życiu zawsze potrafimy się dogadać. Nawet pomimo tego, że widujemy się raz na miesiąc albo i rzadziej. Szczególnie ostatnio kiedy chodzimy do różnych szkół.

A… zapomniałbym. Tomek zaprosił mnie na imprezę sylwestrową do kościoła. Na Sylwestrze jeszcze w kościele nie byłem, ale może i skorzystam. Mój kumpel od jakiegoś czasu poza tym, że jest ministrantem, należy również do harcerstwa. Przykościelnego. Spotykają się w salce przy parafii, jeżdżą na jakieś obozy i inne takie, ale główną zaletą przynależności do tej organizacji jest ułatwiony dostęp do dużej sali bankietowej przy plebanii. Sala jest wykorzystywana głównie do organizowania wesel i tego typu uroczystości, ale kiedy nie jest wynajęta to harcerze (i harcerki, bo tych tam jest więcej… ha, ha… może się też zapiszę…) mogą ją bezpłatnie sobie zająć pod warunkiem, że po sobie posprzątają. No więc całe to towarzystwo postanowiło sobie urządzić tam właśnie imprezę sylwestrową. Pomyślimy. Ksiądz ma podobno wpaść tylko na początku imprezy na krótką modlitwę, bo potem ma oficjalne uroczystości na rynku z burmistrzem i jego świtą. A poza tym podobno ma zaufanie do harcerzy i harcerek i je im z ręki. Harcerkom w szczególności. Podobno.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty