Podczas, kiedy ja byłem dziś u Tomka to przyjechała do nas moja matka chrzestna ze swoim mężem. Zadzwoniła do mnie moja mamuśka i wezwała mnie od mojego kumpla do domu – telefon komórkowy to z jednej strony dobrodziejstwo, a z drugiej strony porządna smycz. Moją chrzestną nawet lubię – ciekawa kobieta. Mieszka teraz w Łukowie, wpada do nas ze trzy razy do roku najczęściej przy okazji świąt i najczęściej bez zapowiedzenia. Ale zawsze ma dla mnie jakiś prezent. Tym razem przywiozła mi trochę niegłupich ciuchów oraz płytę CD Rihanny (akurat mam już , ale nie robiłem im przykrości i się nie wydałem z tym, będzie na prezent dla kogoś, bo przezornie też nie rozdziewiczyłem opakowania). O mojej matce chrzestnej krążą w rodzinie ciekawe historie – to jakaś bardzo daleka kuzynka mojego ojca, ale że moja rodzina, szczególnie ta właśnie ze strony mojego taty, trzyma się razem to utrzymujemy z nimi kontakty. O ile mój ojciec jest w stanie jakoś umiejscowić ją na familijnym drzewie genealogicznym to ja już nie. Ponoć nawet za młodu mój senior się w niej podkochiwał co uwidacznia się obecnie w nieco chłodnym stosunku mojej seniorki do chrzestnej. Ale chrzestna jest na tyle ciepłą i kontaktową osobą, że nie ma większych zgrzytów. Własnych dzieci nie mają. Jej mąż jest dilerem, żeby nie było, samochodów. Ma w Łukowie komis autek sprowadzanych z Niemiec, Belgii i Holandii. Sam trochę sprowadza i już jakiś czas temu zapraszał mnie, że pojedziemy razem do Holandii albo do Belgii na kilka dni. On coś stamtąd ściągnie, a ja zobaczę kawałek świata. Pewnie w tym roku w wakacje się skuszę. Opowiadał, że kiedyś przyszło do niego dwóch klientów – chyba ojciec z synem, obaj w kufajkach i gumofilcach, jakby prosto z roboty przy gnoju. Obejrzeli kilka samochodów w końcu stanęli przy jednym z najdroższych, który był akurat w ofercie i pytają ile kosztuje. Mąż mojej chrzestnej rzucił im jakąś cenę o połowę wyższą od wartości samochodu na odczepnego, żeby się ich pozbyć z salonu i żeby swoim widokiem interesu nie psuli. A oni pokopali w oponki (dosłownie!) i starszy powiedział do młodszego: no, to co, Zenuś, bierzemy? Na co Zenuś: Bierzemy! No i wywalili całą sumę z reklamówki jaką mieli ze sobą na stół. To się nazywają klienci…
Co do mojej chrzestnej… Kobieta ma teraz niecałe cztery dychy, ale wygląda na nie więcej niż trzydzieści. Taka dobrze zakonserwowana. Z przykrością muszę przyznać, że moja matka nie wygląda przy niej niestety kwitnąco…

Moja babcia kiedyś w przypływie szczerości opowiadała mi historię jak to moja matka chrzestna za młodu uciekła z domu gdzieś na Zachód i nie było jej chyba z półtora roku. Po tym czasie wróciła i do swoich rodziców wyskoczyła im z tekstem: Kochana mamusiu, kochany tatusiu! To jest mój mąż Andrzej! Poznajcie się! (Andrzej przetrwał przy niej coś z pół roku, potem był ktoś tam jeszcze, a obecny mąż mojej matki chrzestnej, Grzegorz, jest czwarty z kolei; chyba w końcu trafiła na tego właściwego, bo są już razem ponad siedem lat).

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty