Pomyślałem, że podzielę się kilkoma moimi przemyśleniami na temat mojego związku z Justyną. Trudno nas nazwać parą – nikt właściwie nie wie o tym co nas łączy. Nawet Paweł i Kuba, choć być może Kuba czegoś się domyśla. Jeszcze miesiąc temu Justyna była po prostu moją koleżanką, której ja podpowiadałem na lekcjach polskiego czy historii, a ona mi na fizyce czy matematyce. Poza tym swobodnie i miło nam się ze sobą rozmawiało na przerwach w szkole – rozmawiało o szkolnych bzdurach. Tyle, że to wszystko pewnego dnia się skończyło. Nadal funkcjonuje współpraca na sprawdzianach, ale w szkole ze sobą praktycznie nie rozmawiamy. Poza szkołą też właściwie nie.
Justyna jest oczywiście bardzo pociągającą i seksowną szesnastolatką, ale nasz związek to właściwie czysta chemia i fizjologia. Nawet nie wiem czy jest to związek. Kiedy tylko się ze sobą spotykamy porywa nas szał uniesień i oboje nie możemy od siebie oderwać rąk. Naprawdę intensywnie na siebie działamy – ona mnie podnieca do szaleństwa, ja ją chyba też. Inaczej nie byłoby tego co jest. Moja szkolna koleżanka jest naprawdę urocza i, co tu dużo mówić, gorąca. Jednak poza seksem, pieszczotami i namiętnymi pocałunkami właściwie nasz związek nie istnieje. A ja nie wiem co z tym zrobić… Justyna nie odbiera moich telefonów, odpowiada tylko SMS-ami, porozmawiać z nią na poważnie nie mam kiedy ani jak. Zawsze jest oddzielona ode mnie rojem koleżanek, ani chwili sam na sam. W szkole się ode mnie izoluje, poza szkołą jest całkowicie nieosiągalna – no, chyba, że sama zdecyduje, że chce mnie widzieć. Ale wówczas zorganizuje to wszystko tak, że od razu przechodzimy do bardziej zaawansowanej bliskości. Trochę to wszystko mnie przerasta.
Niby każdy facet marzy o dziewczynie, która zechce z nim wskoczyć do łóżka, pobaraszkować, popieści, jest czuła i namiętna, a po wszystkim znika aż do następnego razu. Niby tak jest… ale. Ale zależy mi na niej i nie chcę jej stracić – nie wiem jak mam się w tej sytuacji zachować – udawać przed całym światem, że nic się nie dzieje, nie działo i nie będzie dziać? Boję się, że jeżeli zrobię jakiś ruch ona zniknie. Nie chcę stracić tego co mam (no, przecież nie będę udawał, że seks z taką dziewczyną mi nie odpowiada) a z drugiej strony to co jest teraz nie daje żadnej gwarancji jakiejkolwiek stabilności. Kompletnie nie wiem co ona do mnie czuje, co o mnie myśli, na co dzień mogę co najwyżej popatrzeć sobie na jej nogi i krótką spódniczkę, albo na podskakujące piersi na lekcjach wuefu. Jak przez szybę. Z jednej strony nie chcę jej włazić z buciorami nachalnie w życiorys, a z drugiej chciałbym czegoś więcej poza krótkimi chwilami uniesień. Nawet się właściwie skarżyć nie mogę – bo niby na co? Niczego mi przecież nie obiecała, niczego ode mnie nie żąda i nie chce. Żadnych wyznań, żadnych obietnic, żadnych postanowień. Żadnych zobowiązań na jutro. Tyle, że ja boję się tego jutra, bo może się okazać, że Justyna tak samo jak nagle się pojawiła w moim życiu, tak samo z niego zniknie. A ja tego bardzo bym nie chciał. Ona jest dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym – nie chcę tutaj używać słowa miłość – bo jakoś tak wydaje się mi, że szesnaście lat to nieco za wcześnie na takie poważne słowa z konsekwencjami na całe życie.
To taki chemiczny związek – zderzamy się, na chwile zatapiamy w sobie, dajemy upust fizjologicznym potrzebom młodego organizmu i znów oddalamy do własnych światów. Do następnego spotkania. Do następnego wyczerpującego seksu, który zaspokaja organizm, ale nie zaspokaja potrzeby bliskości i stałości.
Nawet nie wiem czy mogę powiedzieć o niej moja Justyna?

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty