Kiedy ja i Kuba oglądaliśmy sobie spokojnie filmy na DVD, a Paweł jak nam się wydawało zabawiał się z Kasią działo się dużo rzeczy. Okazało się, że Paweł wcale nie spotkał się tego dnia rano ze swoją dziewczyną. Dziewczyny spotkały się ze sobą – i się pokłóciły. Poszło niemal na noże. Paweł przyszedł do niej około trzeciej po południu i zastał ją zapłakaną. Kasia nie chciała mu nic powiedzieć. Zadzwonił do Magdy – bez rezultatu, potem do Gosi. Obie stwierdziły, że to nie jego sprawa. Tyle z nich wydusił, ze się pokłóciły. Ostro i śmiertelnie na siebie poobracały. To znaczy Magda i Kasia są w jednym obozie, a Gosia samotnie w drugim. O co im poszło? Bóg jeden raczy wiedzieć: nie zamierzają już ze sobą rozmawiać – nigdy i pod żadnym pozorem. Co takiego zrobiła Gosia? A może to Kasia i Magda coś zmalowały. Nijak nie można dojść do prawdy. Zaparły się i nie chcą nic powiedzieć. Kuba obiecał, że wybierze się dziś wieczorem do Gosi i spróbuje od niej dowiedzieć się czegoś więcej. Ja nie mogę się ruszyć wieczorem z domu – życie syna rolnika czasami niesie pewne obowiązki. Może to mało romantyczne ale świńskiego porodu nie da się nijak przełożyć. Poszedłbym dowiedzieć się może czegoś od Magdy, ale co kwadrans muszę zaglądać do chlewika. Przez telefon niczego się nie dowiedziałem. Dziewuchy się zaparły rękami i nogami. Paweł molestuje swoją Kasię, ale raczej niewiele od niej wyciśnie, bo nie będzie chciał za bardzo jej naciskać. Naciskać pewnie będzie, ale akurat dla jej i jego przyjemności i w zupełnie innych miejscach. Kuba najwyraźniej zaprzyjaźnił się trochę z Gosią, ale jego wybitnie aspołeczny charakter raczej tez niewiele pomoże. Bardzo wątpliwe jest czy cokolwiek Gosia mu powie. Co najwyżej obrazi się na jego namolność na niego i przy okazji na nas. Sytuacja bez wyjścia.
Z Pawła ostatnio zrobił się zupełnie inny człowiek – do tej pory każda dziewczyna po pierwszych pięciu wymienionych z nim zdaniach spokojnie i bez zająknięcia mogła mu rzucić w twarz męska szowinistyczna świnia. I nikt by nawet nie mógł temu zaprzeczyć. Paweł taki był – oczywiście to powierzchowność, ale tak. Nie wiem skąd mu się ten zadeklarowany antyfeminizm wziął, ale Paweł na słowo feminizm reaguje jak pies Pawłowa. Z miejsca jest w stanie wygłosić godzinną pogadankę o szkodliwości feministycznej zarazy. Szkodliwości głównie dla samych kobiet. Kasi trzeba przyznać, że feminizmu w niej tyle, co kot napłakał. Nastolatka jest po prostu uroczo dziewczęca. Zarówno w sposobie bycia, zachowania, jak i ubioru. Spodnie dla niej to zło konieczne, a jeżeli już to takie, które przypominają szeroką i długą spódnicę, koronki, falbanki, sama słodycz. Pawłowi widać to bardzo odpowiada. Trudno się dziwić. A teraz przy Kasi zachowuje się jak uosobienie salonowego pieska. Jakby mógł, to by tańczył przed nią na dwóch łapkach. I dobrze. Dziewczynie coś się od życia należy, a Pawłowi nie zaszkodzi trochę pokory i uległości wobec niej.
I tak oto zamieniłem towarzystwo męskiej szowinistycznej świni na towarzystwo prośnej maciory. Będą z tego dzieci.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty