Przez niemal cały dzień siedzimy u Kuby i fabrykujemy stroje: ja oraz moi kumple mamy być diabełkami, a nasze koleżanki będą robiły za aniołki. Wynaleźliśmy gdzieś wśród staroci trzy pary świecących diabelskich różków – będą dla nas, poza tym czarny strój i czarne pelerynki oraz buty i chirurgiczne rękawiczki z czarnej gumy. Przychodzą dziewczyny. Pojedynczo. Boczą się na siebie i unikają rozmów pomiędzy sobą. To znaczy Kasia rozmawia tylko z Magdą, Gosia wypadła z piaskownicy. Cholery z mini dostaję… Odzywają się do siebie tylko jak muszą (raz na jakiś czas z ust Kasi albo Magdy pada w kierunku Gosi słówko lafirynda – uroczo staroświeckie, ale mam tego dość. Paweł i Kuba też. Dziewczyny zachowują się nieznośnie. Robimy im białe skrzydła z futerka na tekturze, poza tym dostaną aureolki i inne takie; strasznie seksownie wyglądają w białych rajstopkach (fajnie się pod nimi prezentują majteczki – też białe) i we trzech uważamy, że nie powinny zakładać sukienek. Ale sukienki być muszą… Jakoś udaje się zorganizować trzy białe z dużą ilością koronek i falbanek. Efekt jest uroczy i perwersyjnie niewinny. Rozpuszczone włosy i bladoróżowy makijaż też robią swoje. Żeby one jeszcze nie były takie diabelsko na siebie cięte. Nic nadal nie chcą powiedzieć na temat przyczyn tego wszystkiego (nie wasza sprawa! – jak nie nasza, jak musimy znosić ich humory i wzajemne docinki?). Przez to wszystko zapomnieliśmy o zrobieniu sobie widełek oraz ogonków dla siebie. Co to za diabeł bez ogona i wideł??? Robimy (Magda: po co wam jeszcze te ogonki, przecież macie własne? i to całkiem-całkiem! Kuba: Nie będę przecież paradował z moim ogonkiem na wierzchu po plebanii! Zapomnij!) Na ogonku Pawła jego dziewczyna Kasia wiąże mu czerwoną kokardkę – my nie dostępujemy tego zaszczytu. Wyglądamy nadspodziewanie dobrze – nawet nie spodziewałem się, że efekt będzie tak profesjonalny. Ganiamy za naszymi aniołkami po mieszkaniu Pawła i dźgamy je widełkami po tyłeczkach. Piszczą z uciechy i uciekają, ale nie za szybko, bo by się jeszcze okazało, że nie zdążyliśmy ukłuć następny raz. Dziewczyny ignorują się nawzajem, ale są wyraźnie rozbawione i przestały sobie wreszcie docinać. Robi się prawie dwudziesta pierwsza. Idziemy. Trzy godziny do Nowego Roku.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty