Na miejscu jesteśmy kilka minut po dwudziestej pierwszej. Jest sporo osób – nawet trochę znajomych. Dostrzegam też Tomka, ale bez Basi. Większość osób jest w naszym wieku, ale jest też kilka w okolicy dwudziestu lat (podejrzewam księdza, że zostały oddelegowane do pilnowania przyzwoitości wśród harcerzy i harcerek) oraz kilkanaścioro dzieciaków po dwanaście albo trzynaście lat. Większość chłopaków to diabełki, a dziewcząt to aniołki, ale są wyjątki. Jest ktoś w rodzaju świętego Pawła i kilka wampirów. Ogólnie lekka przewaga sił ciemności nad siłami światłości. Ech… katolicy! Ale i tak nasze stroje prezentują się zdecydowanie bardzo dobrze i profesjonalnie. Anielskie skrzydełka naszych dziewczyn robią furorę – aksamitne futerko spisuje się rewelacyjne. To nie, żadna bibuła! W pół do dziesiątej ksiądz proboszcz odmawia modlitwę i znika z pola widzenia. Czeka go podobno przyjęcie u burmistrza. Bawimy się nieźle. Paweł cały czas molestuje Kasię. Dziewczyny zachowują wobec siebie milczący dystans – jest wyraźnie lepiej, ale czasami odzywają się w nich jakieś animozje i wtedy robią się nieznośne. Kłócący się i wyzywający inne aniołki od lafirynd (skąd one to wzięły?) aniołek to trochę dysonans poznawczy. Sporo tańczymy, muzyka jest dobrze dobrana, nagłośnienie znośne. Ktoś w końcu tutaj coś poprawił, bo jak ostatnio byłem tutaj na weselu jakiś rok temu to był straszny pogłos. Teraz tego prawie nie słychać.
Zauważam Tomka i trochę rozmawiamy, przedstawia mnie paru ludziom z harcerstwa i widzę, że ma wśród nich autorytet i poważanie, a większość z nich to zastępowi i zastępowe czyli już wyższy stopień harcerskiego wtajemniczenia. Szczególnie interesująco wygląda jedna dziewczyna w stroju wampira – nawet ząbki ma odpowiednie. Szacunek! Zjawia się też Basia czyli dziewczyna i nie-dziewczyna Tomka. Odstępuje jej mojego kumpla, chyba znów wchodzą w romantyczny stan związku, okropnie sobie słodzą, ale potem widzę, że obściskują się po kątach. Niestety Basia ma kompletnie niedopracowany strój i trochę żal na nią patrzeć. Aniołek po przejściach. Tomek zdaje się jednak tego wcale nie dostrzegać i Basia-aniołek wygląda później na jeszcze bardziej wymiętą. Ale wyraźnie zadowoloną. Bardzo wyraźnie.
Oficjalnie impreza jest bezalkoholowa, ale Kuba nie byłby sobą gdyby nie postarał się o wino dla nas. Poza tym sam widzę, że większość osób coś tam nalewa sobie do tekturowych kubeczków pod stołami. Szczególnie ci starsi, których ksiądz proboszcz raczył przysłać tutaj do strzeżenia moralności. Jedna chyba dwudziestoletnia panna (coś słyszałem, ze to jakaś studentka polonistyki – starsza siostra koleżanki z klasy Pawła) zasypia na stole. Jej towarzystwo odstawia ją na zaplecze i już nie wraca. I ci ludzie mieli nas pilnować!
Popijamy sobie wino Kuby – trzeba będzie potem pamiętać, żeby mu zwrócić chociaż część kosztów – jak zwykle jest bardzo smaczne. Pijemy już niemal oficjalnie. Częstujemy też Tomka oraz Basię. Nawet się nie wzbraniają. Okazuje się, że mają jakąś wódkę, ale jest to straszne paskudztwo i nikt nie chce tego pić.
Dużo tańczymy, bo muzyka jest naprawdę dobrze dobrana. Ktoś o to solidnie zadbał. Tak dociągamy do północy. Jest toast bezalkoholowym szampanem (bezalkoholowy to on był w sklepie, potem już nie) i mamy Nowy Rok. Składamy sobie życzenia. O dziwo nasze dziewczyny sobie też, na chłodno, ale jednak. Są nawet jakieś buziaczki w policzki. Jest jakaś nadzieja dla nich… i dla nas. Też dostajemy buziaczki i całuski. Paweł od Kasi takiego, że myśleliśmy, że się przewrócą oboje. Szkoda, że Justyny tutaj nie ma – robi mi się strasznie smutno i bierze mnie koszmarna zazdrość wobec Pawła. Widzę, że Basia i Tomek też całują się przy składaniu życzeń. Jego rączka wędruje nawet w pewne intymne okolice i nie zostaje stamtąd odepchnięta. Dwa tygodnie słodzenia jak nic. Jak dobrze pójdzie to nawet trzy.
Znów wracamy do tańca. Smutek z powodu Justyny trochę mi przechodzi. W tańcu Gosia łamie obcas w pantofelku. Buty są chyba do wyrzucenia. Na razie lądują w torbie, a Gosia tańczy boso. Mam nadzieję, że Kuba się stara i jej nie podepcze palców – tańczyć niby umie. Nawet pozostałe dziewczyny jej chyba trochę współczują. W międzyczasie wypijamy kolejne wino i dziewczynom trochę uderza do głowy. Magda i Kasia też solidarnie zdejmują pantofelki i rajstopy. I wskakują na jeden ze stolików gdzie we trzy zaczynają tańczyć kankana. Znajdują się jeszcze dwie inne chętne oraz dziewczyna Tomka do przyłączenia się do nich i po chwili na stole pląsa sześć bosonogich aniołków podwijających sukienki. Od całej sali dostają brawa. Wyglądają uroczo. Upiły się na szczęście na wesoło i już nie drą ze sobą kotów. Bardzo mnie to cieszy. Paweł patrzy w zachwycie na swoją Kasię – ona robi w jego kierunku maślane oczy. W końcu Pawła tez coś tknęło i zrobił się zazdrosny o uwidocznione wdzięki dziewczyny więc zaczął ją ściągać z tego stołu. W efekcie wszystkie dziewczyny omal nie pospadały ze stołu.

W końcu trzeba było się ewakuować z imprezy – dziewczynom trochę zaszkodził nadmiar alkoholu, ale nie było tak źle. Pomogła duża butelka zimnej wody i miętowa guma do żucia. Na zapleczu założyły rajstopy i się poubierały. Świeże powietrze też zrobiło swoje. Na ich osiedlu już były całkiem do życia. Całą drogę ze to się chichrały. Odstawiliśmy każdą pod drzwi jej mieszkania i wróciliśmy do domów. Chyba polubię harcerskie imprezy. W domu byłem w okolicach trzeciej. Mój zegar biologiczny dostał kręćka.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty