Mój przyjaciel Paweł zadzwonił dziś do mnie i zapytał czy może przyjść i pogadać ze mną. Przestraszyłem się trochę, że coś się stało, bo był strasznie podekscytowany. Przez telefon powiedział mi tylko, że Stało się! I to dużo… Przyszedł jakieś pół godziny później, dostał ode mnie gorącej herbaty na ochłonięcie, zabrałem go do siebie i na górę do pokoju. W końcu wypalił mi z grubej rury: Rozdziewiczyłem Kasię! Mówię mu na to, że gratuluję i pytam trochę złośliwie, czy to jest aż taki powód do ekscytacji. Popatrzył na mnie jak na wariata. No, dobrze nie powinienem był wygłaszać sarkastycznych uwag w tej akurat kwestii. Ale Paweł chyba nawet tego nie dostrzegł! Więc pytam czy chce mi coś więcej jeszcze o tym powiedzieć. Stwierdził, że w sumie to nie powinien, ale w końcu po to się ma przyjaciół, żeby im mówić o swoich problemach i zwierzać się z kłopotliwych spraw. Więc pytam jaki ma kłopot, bo miał to akurat wymalowane na twarzy, że jednak coś poszło nie tak.
Mój przyjaciel trochę się porozglądał z zakłopotaniem i już na spokojnie mi mówi, że zrobili to bez gumki. Rzeczywiście trochę głupio. Pytam więc czy wie który to dzień po okresie – on na to, że nie dokładnie, ale, że Kasia wczoraj dostała miesiączki, a zrobili to też wczoraj tylko wcześniej. No, więc jest mniej więcej ok – z ciążą raczej nie powinno być problemu. Ryzyka raczej nie ma. Pytam więc Pawła czy to już wszystko, bo jakoś mi się widzi, że jednak nie. On znów się porozglądał po pokoju i mówi mi, że Kasia strasznie krwawiła i zapaćkali krwią całe prześcieradło. A on nie do końca wie, czy to ze względu na błonę dziewiczą, na miesiączkę, która już wtedy mogła się zacząć czy coś jednak mogło się stać. Pytam więc go czy wie jak się Kasia dzisiaj czuje. On, że nie wie. Ochrzaniłem go więc z miejsca i pytam dlaczego nie zadzwonił i nie zapytał. A on mi na to, że boi się, że Kasia nie będzie chciała już go znać. Czy takiego kretyna można traktować poważnie? Przypilnowałem go, żeby zaraz zadzwonił do dziewuchy i ją dokładnie wypytał co się dzieje. Zadzwonił. Jezu, jak on się męczył przy tej rozmowie – żeby nie móc własnej dziewczyny zapytać o jej okres i stan jej zdrowia. Koszmar! Okazało się, że Kasia ma normalny okres, że wszystko jest ok, trochę jest tam na dole poobcierana i tyle. Prześcieradło poszło do prania (robili to u niej, a miesiączka Kasi równie dobrze mogła tłumaczyć plamy z krwi na pościeli jak wszystko inne, jej matka się nie zorientowała). Kamień z serca. Na razie nie uśmiecha mi się bycie ojcem chrzestnym.
Paweł trochę się uspokoił i rozluźnił. Kasia jak się okazało nie ma do niego żadnych pretensji. Dopiliśmy herbatę, zrobiłem nam kolejne. I jeszcze jakieś kanapki, bo się okazało, że mój kumpel od wczoraj nic nie jadł. Zjadł kilka. W końcu pytam go: i jak było w ogóle? On na to, że w porządku. Też mi porządek – bez gumki. Ale zmilczałem. Z tego co zrozumiałem to ona nie doszła, ale to raczej normalne za pierwszym razem, za dużo nerwów, strachu i stresu a za mało doświadczenia i spokoju. Następnym razem będzie lepiej. Poradziłem mu, żeby się wstrzymali kilka dni z powtórkami, żeby się tam Kasi wszystko wygoiło i żeby pamiętał już o prezerwatywach. A na obtarcia to niech może jakiś żel nawilżający sobie kupią. Pomaga. Albo niech oboje pomyślą o jakichś plasterkach albo pigułkach, bo pewnie na pierwszym i drugim razie się nie skończy. Czuje się jak jakaś poradnia seksuologiczna… Jakąś godzinę później Paweł jeszcze raz zadzwonił do Kasi – już na spokojnie pomiziali się przez telefon, popletli, jak to zakochani… Jest dobrze… Kasi się podobało, nic ją już nie boli. Dzieci też z tego nie będzie.

Kurczę, ale jakie trzeba mieć zaćmienie umysłu, żeby gumki nie założyć? Ja wszystko rozumiem: stres, pierwszy raz, szał zmysłów… Do tej pory wydawało mi się, że Paweł to trzeźwo myślący facet, który twardo stąpa po ziemi i nie wpada w takie stany. A tutaj taka niespodzianka… Ta cała Kasia też nie lepsza… O czym oni wtedy myśleli? Ją jakoś jestem w stanie zrozumieć (pierwszy raz, brak doświadczenia, takie tam), ale on? No, dobra, że wcześniej nigdy z dziewicą? Ale z nie-dziewicą tak. I to wiele razy. Co ich opętało?

Swoją drogą nie wiedziałem, że oni dopiero teraz. Zachowywali się tak, że sądziłem, że mają to już za sobą. Dziewictwo Kasi trochę to tłumaczy… W sumie paluszkami i językiem też wiele rzeczy można zrobić. No, cóż – ładna data na utratę cnoty – dziewczyna będzie miała łatwo zapamiętać. Pierwszy stycznia.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty