W szkole ogólna ekscytacja. Cała moja klasa czeka już tylko na wycieczkę do Zakopanego. Ostatecznie pojedzie siedemnaście dziewcząt z mojej klasy, dwie dziewczyny z równoległej oraz nas dwóch – czyli ja i mój przyjaciel Kuba. Pojadą z nami jako nasi opiekunowie również wychowawczyni (największy minus wycieczki) oraz szkolna bibliotekarka – Pani Ela.

No, a wczoraj wieczorem wybraliśmy się z naszymi znajomymi dziewczynami z Ekonomika najpierw na basen, a potem do naszej ulubionej pizzerii. Magda, Gosia i Kasia umówiły się z nami pod pływalnią o 16.30. Kiedy przyszliśmy już na nas czekały w holu. Poszliśmy się przebrać – tym razem na basenie było kilka osób. Dzieciaki z okolicy. Trzeba było zachowywać przynajmniej pozory przyzwoitości. Wygląda na to, że dziewczyny pogodziły się ze sobą przynajmniej na tyle, że są w stanie normalnie rozmawiać. Wspólny Sylwester dobrze im zrobił. Dziewczyny poszły do damskiej szatni, a my do męskiej. Przebraliśmy się i zajrzeliśmy do nich czy są już gotowe. Były. Razem poszliśmy wskoczyć do wody. Na chwilę poszedłem do naszego znajomego ratownika przywitać się i zapytać co słychać. Ogólnie nie mógł się doczekać aż się stąd urwie. Jego dziewczyna pracuje w sklepie spożywczym niedaleko stąd i on najchętniej by sobie już stąd poszedł do niej, ale bachory nie miały zamiaru opuścić pływalni. Nas nie bałby się tutaj zostawić, ale dzieciaki mogłyby się potopić i miałby poważny problem.
Potaplaliśmy się z dziewczynami – złośliwie ochlapaliśmy dzieciaki z nadzieją, że się wyniosą. Niestety nie pomogło. Trzej chłopcy w wieku jakichś jedenastu-dwunastu lat uznali to nawet za dobrą zabawę. Na szczęście po jakiejś godzinie od naszego przyjścia po chłopaków przyszli ich rodzice i zabrali do domu. Nasz zaprzyjaźniony ratownik ucieszył się z tego nawet bardziej niż my, bo jakoś do dzieci to nie ma on serca. Szczególnie wówczas, gdy stoją mu na przeszkodzie do jego panny. Pokręcił się jeszcze chwilę, sprawdził czy wszystko ok. i powiedział, że stróż zamyka o 19.00. Mamy więc dwie godziny dla siebie, bo o tej porze bardzo mało prawdopodobne jest, że ktoś tutaj przyjdzie. Nasz zaprzyjaźniony ratownik poszedł więc do swojego sklepu spożywczego, gdzie pracuje jego dziewczyna i od tej chwili basen mieliśmy już dla siebie. Stróż przychodzi tylko zamknąć, a przez resztę czasu siedzi w swojej kanciapie i ogląda filmy w telewizji albo na video.
Zaczęliśmy się wygłupiać z dziewczynami. Lubimy to miejsce. Tutaj przecież się poznaliśmy. Szczególnie Paweł i Kasia mają do basenu sentyment. Chlapaliśmy się tak dobrych kilkanaście minut. Rozluźnieni i weseli wymyśliliśmy zabawę polegającą na tym, że dziewczyny usiądą nam na naszych ramionach i będziemy się wzajemnie chlapać w ten sposób. Kuba najbardziej zaprzyjaźnił się z Gosią, oczywiste było też że na ramiona Pawła wskoczy Kasia. Na moich ramionach wylądowała Magda. Basen w tym miejscu nie jest bardzo głęboki – ma jakieś półtora metra więc znad wody wystawały nam – chłopakom tylko ramiona i głowy, dziewczyny ochoczo zabrały się do ochlapywania nas i siebie nawzajem. Co raz któraś z nich spadała z pluskiem do wody. Mokra skóra jest bardzo śliska i trudno nam było utrzymać je na ramionach – szczególnie, że cały czas się wierciły. Było bardzo wesoło i zabawnie. Poza tym troszeczkę nas to podniecało. Po obu stronach głowy mieliśmy ich uda, a skóra na naszych karkach cały czas (no, może poza krótkimi chwilami kiedy nasze dżokejki lądowały w wodzie) oddzielona była tylko cienką warstwą stroju kąpielowego od tego miejsca. Wszystkie nasze dziewczyny były tego dnia ubrane w dwuczęściowe kompleciki. Mokre dziewczęce majteczki ściśle przylegające do skóry na karku i ociekające wodą uda działają na szesnastoletnią wyobraźnię. Bardzo działają. Tym bardziej, że doskonale wiedzieliśmy co kryje się w tych majteczkach. Cieniutki nasiąknięty wodą materiał też należał do tego rodzaju tkanin, które więcej odsłaniają niż zakrywają. Ściśle przylegając do skóry dokładnie odwzorowywał kształty naszych dziewczyn w ich intymnych miejscach. Zarówno na dole jak i na górze. Dziewczynom też się to widocznie bardzo podobało, bo ich sutki stwardniały i doskonale było widać ich kształt pod tkaniną biustonoszy. I na pewno nie było to wynikiem zimna, bo na basenie tego dnia było wyjątkowo ciepło. Właściwie to było widać nawet więcej niż kształt, bo jasne tkaniny sugerowały dokładnie nawet kolor sutka. Na swoim karku cały czas czułem twardniejący guziczek rozkoszy Magdy. To samo pewnie czuli zarówno Kuba jak i Paweł. Dziewczyny natychmiast odkryły, że w tej zabawie chodzi o coś więcej niż tylko chlapanie się wodą. Żeby się tylko chlapać wcale nie musiały się tak kręcić na naszych plecach. I tak często też nie spadałyby do wody – bo wtedy trzeba był ponownie wpływać od tyłu pomiędzy ich uda i podnosić je do góry. Im ewidentnie też się to podobało. Nie sądzę też, że nie były na tyle spostrzegawcze, że nie widziały co się dzieje w naszych kąpielówkach. Widziały. Cóż, godzina takiej zabawy strasznie nas zmęczyła – w wodzie nawet pomimo niezłej kondycji fizycznej człowiek męczy się dużo szybciej.
Wyszliśmy z wody. Dziewczyny przypatrywały się naszym kąpielówkom, ale jakoś nie komentowały zawartości. Też nie mówiliśmy o tym, że widzimy ich sterczące sutki pod staniczkami. Nie wszystko trzeba od razu mówić…
Dziewczyny porozkładały się na wznak albo na plecach na ręcznikach na brzegu basenu my przysiedliśmy na krawędzi i moczyliśmy jeszcze nogi. Trochę opowiadaliśmy sobie dowcipy, trochę się przekomarzaliśmy. Było zabawnie i leniwie. Gosia leżała akurat na plecach. Przysiadł się do niej Kuba i zaczął robić jej masaż pleców. Kiedy pozostałe dziewczyny to zobaczyły stwierdziły, że one też tak chcą. Poprzewracały się na brzuchy w oczekiwaniu na nasze usługi. No i mieliśmy im odmówić? Paweł oczywiście zajął się Kasią, a ja Magdą. Dla ułatwienia sprawy porozpinaliśmy im biustonosze, ale bez zdejmowania. Przydała by się nam jakaś oliwka do smarowania, ale niestety nic takiego nie mieliśmy pod ręką. Dziewczyny z błogimi i zadowolonymi minami leżały tak ugniatane przez nas. Pierwsza zaczęła pojękiwać Kasia. Najpierw dość cicho, ale na pustym basenie każdy dźwięk słychać doskonale zwielokrotniony przez echo. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, że Paweł wyjątkowo dobrze to robi. Kasia trochę się zawstydziła, ale wtedy pozostałe dziewczyny zaczęły też jęczeć. Trochę może teatralnie, ale bardzo zabawnie to brzmiało. I bardzo erotycznie, jakbyśmy nie wiadomo co tam robili. Już po chwili koncertowały tak we trzy co chwila wybuchając śmiechem. Atmosfera zrobiła się trochę bardziej erotyczna i frywolna. W końcu zmęczyliśmy się masowaniem pleców i ramion naszych dziewczyn, a one pojękiwaniem i postękiwaniem w udawanych spazmach rozkoszy. Cóż, nieprzyjemnie na pewno im nie było… Dziewczyny trochę się rozochociły do psot. Zaproponowałem, że może to one teraz zrobią nam taki masaż. Położyliśmy się we trzech na brzegu basenu w oczekiwaniu. Dziewczyny pozapinały biustonosze i bez namysłu usiadły okrakiem na naszych tyłkach i zaczęły masować nasze karki, ramiona i plecy. Trochę się przy tym wierciły, więc na swoim tyłku czułem pupkę Magdy. Teraz my zaczęliśmy nasz koncert rozkoszy, ale nie wyszło nam to najlepiej. Dziewczyny nas wyśmiały i stwierdziły, że przypomina to bardziej ryk osła albo krowy. No, cóż… Masażu jednak nie przerwały… Zrobiło się niestety już dość późno, a przed 19.00 musieliśmy się zmyć z pływalni. Poszliśmy pod prysznice – tym razem już wspólnie. Dziewczyny bez skrępowania się rozebrały (kurczę, nawet nie spodziewałem się, że tak je już wytresowaliśmy), my też musieliśmy dotrzymać im kroku. I nie będę oszukiwał, że mi się to nie podobało. Trzy śliczne rozebrane szesnastoletnie dziewczyny w strumieniach wody spod prysznica to jest widok, który poruszy każdego chłopaka. Nas ten widok poruszył aż za bardzo. Dziewczyny nie komentowały jednak tej atrakcji – trochę tylko spoglądały na nas ukradkiem. Tylko Kasia żartując chwyciła Pawła i mu go umyła. Ale oni mają trochę inne prawa. Powycieraliśmy się szybko i braliśmy się. Trzeba było już wychodzić. Pożegnaliśmy stróża, który już wychodził ze swojej kanciapy, żeby pozamykać. Po drodze przez okno pomachaliśmy naszemu ratownikowi, który komplementował swoją pannę. Też zamachali do nas.
Poszliśmy do naszej pizzerii. Bardzo głodni po kilku godzinach harców w wodzie zamówiliśmy aż trzy pizze oraz picie. Ze wszystkich miejsc gdzie w naszym mieście można coś zjeść nasza pizzeria jest najlepsza. Nie jest tutaj drogo, jedzenie jest smaczne i dostaje się go zawsze dużo, poza tym nie trzeba długo czekać na realizację zamówienia. Za to, co zamówiliśmy wyszło po 14 złotych na osobę, a najedliśmy się do syta. Trochę rozmawialiśmy, Paweł w kącie obściskiwał Kasię, było wesoło i bardzo sympatycznie. Zabawne jest obserwowanie dziewczyny, która ma rękę chłopaka na swojej piersi pod sweterkiem i usiłuje mówić do nas coś sensownego. Kasia usiłowała oczywiście trochę powstrzymywać Pawła przed zbyt dużą poufałością, ale jakoś tak niemrawo i bez entuzjazmu. Wyraźnie imponowało jej zainteresowanie Pawła jej kształtami. Nie komentowaliśmy ich zmagań z jednej strony z pożądaniem a z drugiej strony z usiłowaniem zachowywaniem się przyzwoicie w miejscu publicznym. W końcu oboje nie wytrzymali, poszeptali coś tam do siebie i Kasia stwierdziła na głos, że ona idzie przypudrować nosek. Poszła. Chwilę potem Paweł specjalnie się nie tłumacząc stwierdził, że on zaraz wróci. Oboje wrócili po jakichś dwudziestu minutach. Najpierw Paweł, a po chwili jego dziewczyna. Trochę zaczerwieniona i jakby potargana. Hmmm…
Z pizzerii wyszliśmy dopiero przed dwudziestą drugą, odprowadziliśmy nasze koleżanki pod ich blok i pożegnani buziakami poszliśmy do domu. Właściwie poszliśmy we dwóch – ja i Kuba, bo Paweł został jeszcze na klatce schodowej z Kasią.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty