Mój przyjaciel Kuba nie ma jednak łatwego życia. Jego związek uczuciowy z Andżeliką, który tak ładnie się rozpoczął podczas wycieczki do Zakopanego niestety nie ma świetlanej przyszłości. Andżelika ma niestety takich rodziców jakich ma – z przerostem ambicji i z nadmiarem kompleksów, którzy córce już zaplanowali przyszłość na najbliższe pięćdziesiąt lat. I nie jest to wcale przyszłość w której znalazłaby się chociaż odrobina miejsca dla mojego przyjaciela Kuby.
Wczoraj Kuba wybrał się do Andżeliki do domu. Siedzieli tak sobie w pokoju i rozmawiali – jak znam życie to głównie mówił mój kumpel, a dziewczyna go słuchała. Im się taki układ podoba więc nie będę na ten temat się wypowiadał. Po mniej więcej pół godzinie do pokoju dziewczyny wpakowała się jej matka i stwierdziła, że kolega chyba powinien już pójść do domu bo Andżelika musi się uczyć. Zaznaczam, że są akurat dwutygodniowe ferie zimowe a Andżelika należy do osób z najlepszymi ocenami w klasie. Fakt, że większość z tych ocen jest wystawiona za pamięciowe opanowanie materiału, a nie za jego rozumienie, ale to chyba jednak przesada wyrzucać chłopaka z domu z takiego powodu.
Andżelika jest koszmarnie zdominowana przez swoją rodzinę – jak się okazuje, głównie przez matkę, bo ojciec siedzi pod jej pantoflem i chyba nawet nie ma prawa głosu w jakimkolwiek temacie. Nawet własnym. A Kuba chyba wpadł jak śliwka w kompot. Dziś rano ponad pół godziny wisiał mi na telefonie, ale nie miałem serca się go pozbyć. Wiem, że teraz on mnie potrzebuje.
Na dzisiaj tyle pisania… Trochę nie mam siły, bo koszmarnie boli mnie ząb. Mamuśka nafaszerowała mnie jakimiś tabletkami, ale pomaga tyle co umarłemu kadzidło. Umówiłem się na jutro rano do dentystki. Językiem nic na zębie nie czuję, seniorka też obejrzała ząb i nic tam na nim nie wypatrzyła, ale boli pioruńsko. Najgorszemu wrogowi bym nie życzył…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik Licealisty