Wybrałem się wczoraj wieczorem na moment do Magdy – naszej wspólnej znajomej z Liceum Ekonomicznego. Z tego momentu zrobiło się ponad trzy godziny… Cóż, w miłym towarzystwie czas szybko płynie. Akurat przyszła też Ania. Oplotkowaliśmy wszystkich znajomych i nieznajomych, posłuchaliśmy muzyki, wypiliśmy herbatę. Było bardzo sympatycznie. Magda ma w ogóle bardzo sympatycznych rodziców – akurat miałem przez chwilę okazję porozmawiać z jej mamą. Całkiem rozsądna kobieta. I ciepła. Dlaczego Andżelika musi mieć akurat taką wariatkę za rodzicielką?
Ania przyniosła fajny dwupłytowy album z serii MTV Unplugged z koncertem Hey. Trochę to nie moje czasy – oni debiutowali chyba wtedy, kiedy ja leżałem w betach i słuchałem śpiewanych przez moją babcię kołysanek. Te dwie płyty to tak naprawdę jeden i ten sam koncert – tyle, że pierwsza to CD z samą muzyką a druga to DVD z wideo z koncertu. Kasia Nosowska, kiedy jej się słucha robi bardzo dobre wrażenie natomiast chyba nie leżą jej publiczne koncerty. Robi przy śpiewaniu strasznie dziwne miny i sprawia wrażenie, jakby cierpiała straszne męki. Głos ma za to ładnie chropawy i lekki. Taki niewymuszony i nie słychać w jej głosie wysiłku wkładanego w śpiew. Chyba tak powinna wyglądać dobra muzyka. Kobieta przez cały czas koncertu stoi w jednym miejscu sceny w jakimś wielkoguzikowym szynelu i sprawia dziwne wrażenie. Chyba jednak lepiej tego słuchać niż to oglądać. Jedną piosenkę na płycie Kasia Nosowska zaśpiewała z Agnieszką Chylińską. Tak. Dokładnie tą samą, która kiedyś na rozdaniu Fryderyków, kiedy te nagrody miały jakąś wartość, powiedziała do nauczycielstwa: Fuck off! Chylińska ma chyba najlepszy głos wśród polskich wokalistek i zupełnie nie rozumiem dlaczego obecnie już nie śpiewa. Zresztą Chylińska to zupełne przeciwieństwo Nosowskiej na scenie. O ile wokalistka Heya na scenie stoi jak kołek wbity w podłogę to była wokalistka O.N.A. nie może ustać w miejscu i widać, że aż coś ją rozsadza. Przy tych dwóch kobietach widać niestety totalną mizerię polskiej sceny muzycznej: niby dwa odmienne style śpiewania, niby dwa odmienne charaktery (charakterki?) ale dźwięk wychodzi rewelacyjny. Obie są świetne. Przy nich jakaś Doda, Mandaryna czy nie daj Boże jakaś Gosia Andrzejewicz to totalne beztalencia nieumiejące poprawnie zanucić gamy. Swoją drogą Nosowska to chyba jest fajna kobieta. Moja mamuśka opowiadała mi, że oglądał z nią jakiś program w telewizji (Szansa na sukces?) w którym ktoś z prowadzących zainteresował się sweterkiem w jakim występowała Kasia Nosowska. Sweterek wyglądał, jak to określiła moja rodzicielka, jak z pomocy dla powodzian. Nosowska nie robiła sobie nic z tego, a o sweterku powiedziała: A, to na bazaru sobie kupiłam…No i jak takiej nie lubić?
I jeszcze coś o Agnieszce Chylińskiej. Kiedy obie panie kończą śpiewać i jest jakaś gadka-szmatka była wokalistka O.N.A. mówi na pożegnanie: Grajcie dalej, kurwa mać!… I nie było to ani wulgarne, ani niesmaczne. To do niej pasuje. Natomiast takie słowa w ustach jakiejś Dody (pojawiające się często i gęsto) są okropnie nienaturalne – Doda jest jak wsiowa dresiara waląca przecinkami po oczach. A Agnieszka Chylińska nawet z kurwą na ustach wychodzi na damę… Zastanawiam się nawet czy nie kupić sobie tej płyty i nie wspomóc zespołu. Jak się nie będą specjalnie drożyli to chyba kupię…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty