W sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się z moim przyjacielem Pawłem do Kuby. Trzeba jakoś chłopaka rozruszać. Co interesujące – otworzyła nam Marta, siostra Kuby, bo Kuba akurat wybył na chwilę po zakupy. Marta prawie od progu nas zapytała, czy mamy zamiar oglądać filmy. Z naciskiem na słowo filmy, żebyśmy nie mieli żadnych wątpliwości o jakie filmy jej chodzi. Zgodnie z prawdą powiedzieliśmy jej, że na razie nie mamy aż tak sprecyzowanych planów, ale, że to bardzo prawdopodobne. Wszystko zależy od Kuby, który przecież też powinien wyrazić swoją opinię. Marta postanowiła się chyba wykazać i trochę nam się podlizać, bo zrobiła nam obu herbatę owocową. Ładnie z jej strony. Jak dla mnie to może się tak podlizywać cały czas. Zdziwiło to nawet jej matkę, która akurat jeszcze była w mieszkaniu i która jakoś nie mogła się wybrać w drogę do jakiejś tam kuzynki czy szwagierki brata jej ciotecznej córki babki takiej albo innej. Trochę to nie było po naszej myśli, ale bywa i tak. Może się w końcu wybierze. A Kuby i tak na razie nie było. Zresztą wrócił dopiero po mniej więcej pół godzinie i bardzo się zdziwił naszą obecnością. Sprawa się wyjaśniła dopiero po chwili, bo okazało się, że w wieku szesnastu lat ani ja ani Paweł nie znamy się na zegarku i przyszliśmy o godzinę wcześniej niż to wczorajszego dnia ustaliliśmy. Bywa i tak…
Przez te pół godziny podczas nieobecności Kuby jego siostra starała się nas dyskretnie przekonać, że naprawdę warto zostać w domu i pooglądać filmy. Mówiła coś nawet o pogorszeniu pogody – słońce świeciło ślicznie i na niebie nie było najmniejszego obłoczka. Pogoda jakby na to nie patrzeć – wiosenna. No, ale niech jej będzie… jest zima! Ha! Poza tym opowiadała też o jakimś pysznym cieście, które się akurat piecze (rzeczywiście, jak tylko weszliśmy do mieszkania to obaj czuliśmy miły zapach ciasta). Potem na moment zniknęła, ale tuż po przyjściu Kuby do domu pojawiła się przyjaciółka MartyKarolina. To raczej nie mógł być przypadek.
Kuba jak się okazało do seansów też się przygotował. I to podwójnie. Odwiedził wypożyczalnię i przyniósł z niej Ukryte pragnienia i Ostatniego króla Szkocji. A po drugie przez kilka ostatnich dni pracowicie zasysał z sieci filmy. Chłopak spać nie może po nocach przez Andżelikę to i są tego efekty. Swoją drogą zrobiła się nam ładna kolekcja filmów artystycznych. Kuba wszystko, co ściągnie, niezależnie od tego czy nam się to podobało czy nie, nagrywa na płyty DVD (po pięć albo sześć filmów na jedną płytkę!), profesjonalnie kataloguje, pakuje w papierową kopertę z opisem zawartości i upycha do pudełka po butach. Trzeciego pudełka. Z tego co wiem – nie widzieliśmy z Pawłem nawet połowy tej kolekcji.
Matka Kuby i Marty jakoś wcale nie mogła się wybrać więc całe nasze towarzystwo zajęło się na początek oglądaniem tych bardziej przyzwoitych filmów. Przy czym Ukryte pragnienia okazały się nie aż tak przyzwoite, jakby niektórzy tego chcieli. Ciasto doszło w piekarniku. Okazało się bardzo smaczne, tak że w ciągu dnia zjedliśmy je w całości. W sumie pięć osób do jednego ciasta to nie jest mało…
Ukryte pragnienia to historia dziewczyny, która przyjeżdża do swojej rodziny na włoskiej prowincji. Na stałe mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale jej matka pochodzi z tych okolic. Tło filmu to jakieś winnice i gaje oliwne. Krajobraz ładny, ale jakoś te budynki w których mieszkają ci ludzie trącą prymitywizmem i kompletnym brakiem gustu i wyczucia estetycznego. Matka dziewczyny była sławną i wybitną poetką, natomiast swojego ojca nie znała. Mogła się tylko domyślać, że jest nim ktoś z miejscowych, bo matka opisała w jednym ze swoich wierszy szczegóły poczęcia dziewczyny. A podejrzanych o ojcostwo było wielu. Choćby mieszkający nieopodal dziennikarz i korespondent wojenny, ale również i człowiek u którego się zatrzymuje – artysta rzeźbiarz. Jak na mój gust jego rzeźby mają ze sztuką tyle wspólnego co i instalacje Kozyry, ale to nic nowego. Nie będę streszczał całego filmu, bo może ktoś go jeszcze nie oglądał a zechce; bo chyba warto obejrzeć. Marcie i Karolinie Ukryte pragnienia też się bardzo podobały. Film rzeczywiście trochę ocieka erotyką, ale jest, co tu dużo mówić, uroczy. Bo cała okolica zasiedlona jest przez jakąś artystyczną bohemę, która nudzi się nieco wiejskim życiem i urozmaica sobie czas romansami i frywolnymi przyjemnościami. Ładna też jest scena w której dziewczyna pozuje półnago rzeźbiarzowi.
Na szczęście w drugiej połowie filmu matka Kuby w końcu się wyroiła i wyszła z domu. Skończyliśmy oglądanie filmu i straszyliśmy trochę dziewczyny, że teraz będziemy oglądać Ostatniego króla Szkocji – do czego to doszło, żeby czymś takim dziewczyny straszyć…
Ale nie chciało się nam na razie jakoś oglądać filmu o Idim Aminie. Zrobiliśmy sobie jeszcze po herbacie i wybraliśmy do dalszego oglądania dwa filmy: Rocco i hiszpańskie dziewczyny oraz Rocco i grupowe zabawy. Oba okazały się nadspodziewanie bardzo profesjonalnie zrealizowane. Może były troszeczkę za ostre i troszeczkę za perwersyjne zważywszy na to, że oglądaliśmy je razem z dziewczynami (nie jestem pewny czy taka ilość seksu analnego to nie za dużo jak na czternastoletnie podlotki…), ale jakoś nie dały po sobie tego poznać. Podobno Kuba ma coś jeszcze z tej serii, ale oba filmy miały grubo ponad dwie godziny każdy i wszyscy mieliśmy już troszeczkę dość. Na zakończenie seansów Kuba wyciągnął jeszcze z jakiegoś zakamarka pół butelki wina i rozlał nam do kubeczków. Trochę tak na smutno. A trochę tak nostalgicznie. Wypiliśmy zwyczajowy toast: na pohybel nauczycielstwu! i stwierdziliśmy, że jesteśmy głodni. Dziewczyny chyba nie zrezygnowały z podlizywania się nam, bo od razu zaproponowały, że może by nam wszystkim zrobiły jakiś obiadek. I mieliśmy się nie zgodzić? To trzeba by było chyba głupiego. Jak dają to bierz… Pomogliśmy dziewczynom trochę i w efekcie po pół godzinie mieliśmy kotleciki w sosie pomidorowym, surówkę i gotowany makaron, bo ciemniactwa nikomu się jednak obierać nie chciało. Zrobiliśmy sobie elegancki posiłek przy świecach i zasuniętych zasłonach. Pełna kultura. Prawie dwór hrabiego Potockiego. Posiłek okazał się też co najważniejsze smaczny wbrew obawom Kuby, który jakoś nie wierzył w kulinarny talent swojej młodszej siostry. Ale się zdziwił, bo siostra i jej przyjaciółka okazały się bardzo sprawne w gotowaniu makaronu i smażeniu kotlecików. Wyszło więc świetnie.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty