W niedzielę wylegiwałem się do późna. Potem zjadłem śniadanie i miałem zamiar sobie coś poczytać, ale właściwie to byłem w okropnie rozleniwionym nastroju. Jak rzadko. W tym błogim lenistwie i nicnierobieniu dotrwałem do południa. I wtedy zadzwonił Paweł
A za sprawą tego telefonu dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Dobrze, że się wczoraj wcześniej ewakuowaliśmy z tej dyskoteki, bo tam zaraz po naszym wyjściu zrobił się podobno niezły Sajgon. Najpierw jakich dwóch poturbowało jakiegoś chłopaczka, potem ten pobity chłopaczek sprowadził kilku swoich kumpli, którzy zajęli się wymierzaniem sprawiedliwości na własną rękę, a że każdy na wsi ma jakichś swoich znajomych i kolegów skończyło się na ogólnowiejskim mordobiciu w którym nie obyło się bez sztachet wyrwanych z okolicznych płotów. Paru chłopaczków odwieziono nawet z tej okazji do szpitala, któremuś tam rękę złamali chyba nawet. Zjawiła się policja ale jakoś tak się złożyło, że jak już się zjawiła to było po wszystkim i nikogo na dyskotece już nie było. A że właściciel lokalu jest jakimś tam szwagrem wójta to i jemu nie za bardzo na razie mogą podskoczyć. Nikogo za rękę nie złapali, a chłopaczki odwiezione do szpitala przecież do niczego się nie przyznają i rękami i nogami będą się zapierać, że pospadali ze schodów, albo coś w tym guście. Więc dobrze, że się z tej imprezy wcześniej zwinęliśmy, bo by się mogło okazać, że i nam się przy okazji oberwie.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty