Wczoraj byłem na urodzinach mojej znajomej z Liceum EkonomicznegoMagdy. Urodziny nie były jakoś specjalnie huczne – ukończenie siedemnastu lat to nie jest przecież jakieś wielkie wydarzenie, ale było bardzo sympatycznie. Były oczywiście obie jej przyjaciółki, Kasia i Gosia oraz dwaj moi kumple – Paweł i Kuba. Poza tym przyszło jeszcze pięć czy sześć osób z klasy Magdy. Był też jej cioteczny czy stryjeczny brat oraz jakaś kuzynka.
Był oczywiście tort, zdmuchiwanie siedemnastu świeczek (udane! dziewczyna ma przecież czym oddychać…), prezenty (ode mnie płyta CD i kwiatek, od innych też różne fajne rzeczy w tym coś, co się nazywa magiczna kula i za pomocą czego można uzyskać odpowiedź na każde pytanie)… Na imprezie było bardzo wesoło i chyba można zaliczyć ją do udanych – próbowaliśmy nawet trochę tańczyć, ale jakoś nie wychodziło – może do tego trzeba jednak atmosfery dyskoteki? Paweł oczywiście co najmniej połowę czasu spędził na obściskiwaniu się z Kasią w łazience. Właściwie to się specjalnie z tym nie kryli, bo kilka osób ich na tym przyłapało. Kurczę, podnieca ich to czy jak – mogli się przynajmniej tam zamknąć.
Głównie spędziliśmy tam czas na długich nocnych Polaków rozmowach przy cieście, herbatce zaprawianej jakimiś procentami (nie za mocno nawet) oraz muzyce. Oplotkowaliśmy przy okazji wszystkich znajomych i nieznajomych (bo niby trochę osób z Ekonomika znam, ale nie aż tak, a towarzystwo było stamtąd i najlepiej było właśnie zorientowane w tamtejszych stosunkach). Obgadaliśmy też nauczycielstwo i przy tej okazji dowiedziałem się o tym, że po Ekonomiku krążą uzasadnione podejrzenia na temat związków łączących pewną nauczycielkę (tuż po studiach!) z pewnym maturzystą. Związek jest ponoć bardzo namiętny… Nauczycielkę chyba nawet jakoś kojarzę, bo dziewczyny pokazywały mi ją na zdjęciach i wydaje mi się znajoma. Podobno, jak na kogoś, kto uczy w szkole, jest bardzo kontaktowa (he, he… teraz to chyba najwłaściwsze określenie i wiele tłumaczy…), miła i fajna. Wygląda całkiem dobrze. Zdjęć jej wybranka niestety nikt nie miał, ale dziewczyny jednogłośnie określiły go jako ciacho więc pewnie jest coś na rzeczy. No, to się chłopak przynajmniej czegoś w tej szkole nauczy, bo na to co jest oferowane na lekcjach raczej nie ma co liczyć. A tak nie wyjdzie ze szkoły bez przygotowania do życia. W końcu co siła fachowa i profesjonalnie przygotowana do edukowania młodzieży to siła fachowa. Podobno zaczęło się na jakichś korepetycjach u niej w domu, ale akurat nikt o tym nic pewnego nie wie, więc nie będę powtarzał domysłów i niesprawdzonych plotek na ten temat. Oboje są dorośli więc wiedzą co robią… a jak im to jeszcze sprawia przyjemność…
Poza tym była spora porcja utyskiwań na nauczycielstwo samo w sobie – jakoś mnie to nie dziwi. Dziewczyny swoją wywiadówkę mają w przyszłym tygodniu – żadna nie spodziewa się niczego nieprzyjemnego po niej, bo raczej to dobre uczennice, ale dla każdego, kto chodzi do szkoły wywiadówka to nic przyjemnego i nie muszę nikomu chyba tego tłumaczyć. Nauczycielstwo zawsze znajdzie jakiś powód do tego, by móc zwalić winę za słabe oceny na uczennice i uczniów: leniwi, nie uczą się, karygodnie się zachowują i cały zestaw tego typu. A może tak kiedyś jedna z drugą przyznałyby się do tego, że to im nie chce się nas uczyć, odwalają swoją robotę po łebkach i tylko się wymigują. Moja babcia zawsze mówi w takich sytuacjach: Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie… Uczniowie się nie uczą bo nauczycielstwu nie chce się ich uczyć. Ciekawe czy nasza wychowawczyni poświęci trzy czwarte wywiadówki jak na spotkaniu zapoznawczym we wrześniu paleniu papierosów. To taka jej fiksacja. Zgadzam się, że palenie to nic fajnego, a dziewczyna, która pali papierosy jest już z założenia dla mnie odstręczająca (bo całuj tu się z taką jak jej, co tu dużo mówić, z ust dymem papierosowym śmierdzi…), ale nie jestem do końca o tym przekonany, że spotkania z rodzicami są po to, żeby prze godzinę im tłumaczyć dlaczego młodzież jest zła, bo pali papierosy. Znam co najmniej dziesięć poważniejszych problemów… no, ale może już niech lepiej nasza wychowawczyni plecie o tych papierosach niż ma się zajmować czymś poważniejszym, bo narobi stracha jak kiedyś mojej rodzicielce wychowawczyni w gimnazjum. Ta z kolei naczytała się gdzieś w jakiejś gazecie, że młodzież klej wącha i że to wstęp d narkomani… A ja akurat wtedy miałem tego pecha, że miałem fazę na modelarstwo i klejenie samolocików i statków z papieru (a wszystko to za pomocą tego śmierdzącego kleju…). Moja mamuśka podejrzliwie przyglądała mi się chyba z miesiąc, aż w końcu odbyłem z nią poważną rozmowę na temat narkotyków, wąchania kleju i w ogóle o życiu. Nie, żebym widział w tych rozmowach coś złego (w ogóle to była chyba pierwsza poważna i dorosła rozmowa z moją mamuśką w moim życiu), ale coś nie mam przekonania, że akurat powodem powinno być straszenie narkomanią wśród nieletnich przez wychowawczynię. Skończył się przez to wszystko tym, że mi przeszła ochota na to całe modelarstwo. Trochę szkoda, bo to chyba interesujące hobby. Z tamtych czasów zostało mi kilka zakurzonych modeli (w tym niezły model samolotu Liberator – czyli taki w katastrofie którego zginął gen. Sikorski) oraz kilka tubek zaschniętego kleju. Ale wąchał go już nie będę, bo śmierdzi okropnie, aż na wymioty zbiera. Narkomania chyba nie dla mnie…
A wracając jeszcze do urodzin Magdy – jej rodziców na szczęście w domu nie było i kulturalnie gdzieś tam sobie poznikali (fajnie mieć takich rodziców; swoich lubię, ale na mojej imprezie z okazji szesnastych urodzin moja mamuśka przynosiła nam kanapki…). Atmosferka zrobiła się lekko frywolna i pikantna więc pod koniec tego wszystkiego opowiadaliśmy już sobie jakieś sprośne dowcipy. Tym bardziej, że Kasia i Paweł aż się prosili, by być tematem tych rozmów. To chyba jakaś forma ekshibicjonizmu albo czegoś w tym guście. Nigdy Pawła o takie zapędy nie podejrzewałem, ale być może jest to jakaś forma określania przynależności i ogłoszenia światu Kasia jest moja!… Z kolei Kasi aż tak dobrze nie znam… dziwny na siebie ta parka wpływ wywiera. Ale chyba pozytywny. Nawet chyba są ze sobą szczęśliwi…
Z urodzin do domu wróciłem grubo po drugiej w nocy. A co? Raz się żyje i raz Magda ma siedemnaste urodziny. Niedługo zaczyna się sezon urodzinowy, bo sporo spośród moich znajomych ma urodziny właśnie w marcu, kwietniu i maju. To chyba efekt wakacyjnych zabaw ich rodziców, bo jak dodać do tego marca, kwietnia i maja dziewięć miesięcy to jak nic wychodzi z tego jakiś wakacyjny wyjazd na łono przyrody, stogi siana i inne tego typu brewerie. Tak, tak… czerwiec, lipiec i sierpień to bardzo sprzyjający temu wszystkiemu czas.

[…] Więcej…