Obejrzałem wczoraj słynną już superprodukcję Aleksander o losach Aleksandra Macedońskiego – film, który w zamierzeniu jego twórców miał być peanem na cześć homoseksualizmu. Ale pean ten jest delikatnie mówiąc – bardzo nieudany. Kluczowa scena podczas której Arystoteles uczący Aleksandra jako następcę tronu macedońskiego wygłasza mowę pochwalną na cześć homoseksualizmu jest opleciona innymi naukami starożytnego myśliciela. Mówi on między innymi o Persach jako o ludzie bez kultury, który nie chowa swoich zmarłych, jest krwiożerczy i bezlitosny. Persowie w jego ustach mają być rasą gorszą, taka, która nie jest cywilizowana, bo cywilizowani mogą być tylko Grecy. Arystoteles mówi małemu Aleksandrowi, że Persowie są niewolnikami a Grecy ludźmi wolnymi. Znów przypomina mi się film 300, w którym żołnierze Leonidasa – miłujący wolność Spartanie – stają przeciwko barbarzyńskim, bezlitosnym i zniewolonym Persom. Film 300 miał być parabolą do współczesnej wojny w Zatoce – dzielni amerykańscy marines miłujący wolność stają przeciwko barbarzyńskim Irakijczykom i muzułmanom w ogóle. Tyle, że z tą cywilizacją u Spartan, a barbarzyństwem u Persów w rzeczywistości było nieco inaczej…
Spartanie byli Prusakami swoich czasów – była to armia, która miała własne państwo – Spartę. Nawet zdobycze greckiej cywilizacji mieli za nic i nie szanowali ani filozofii ani kultury ani religii. Kilkuletnie dzieci oddawali pod opiekę państwa, które czyniło z nich zawodowych żołnierzy, bo wojna była jedynym ich celem w życiu. Tych, których państwo uznawało za nieprzydatnych w walce (chorowitych, kalekich lub po prostu cherlawych i słabowitych) pozostawiano wysoko w górach na pewną śmierć. Społeczeństwo Sparty dzielił się na Spartan-żołnierzy i całą resztę, którą traktowano jak bydło robocze i raz do roku tym niewolnikom wypowiadano bezlitosną wojnę, aby Spartanie-żołnierze mogli się szkolić w walce. Tak wyglądali ci obrońcy greckiej wolności, demokracji, cywilizacji i kultury, bo Ne muszę mówić, że Spartanie grecką kulturę mieli w takim samym poważaniu jak podczas II wojny światowej żołnierze Armii Czerwonej kulturę i cywilizację europejską. Nieprawdą jest też, że pod wodzą Leonidasa walczyło ich trzystu. Być może samych Spartan-żołnierzy było trzystu, ale towarzyszyło im ponadto co najmniej kilkuset żołnierzy z innych miast greckich a ponadto ich niewolnicy, którzy nie mieli żadnego wyboru czy chcą ginąć za Spartę czy nie. Oni również zginęli.
Persowie przedstawieni w filmie 300 to bezwolna niewolnicza tłuszcza, która ginie tysiącami pod mieczami dzielnych Spartan. Tyle, że ówcześni Persowie na tle Greków to lud cywilizowany, kulturalny, miłujący sztukę, malarstwo, muzykę, literaturę i wznoszący najwspanialsze budowle tamtych czasów. Tyle, że taki obraz nie pasował twórcom filmu, którzy czuli się spadkobiercami Greków. I dlatego prawda historyczna musiała ulec propagandzie. To samo niestety stało się w filmie Aleksander – znów Persowie przedstawieni są tam jako niewolnicy króla Dariusza. A Aleksander Macedoński jako ich wyzwoliciel.
Wraz ze swoja armią Aleksander Macedoński podbił i podporządkował sobie 90% znanego wówczas sobie świata. Jego królestwo rozciągało się od Macedonii i Egiptu na Zachodzie do doliny Indusu na Wschodzie. Poza jego władaniem pozostawał tylko wówczas niewiele znaczący Rzym oraz prężna ale niezbyt zamożna jeszcze podówczas Kartagina. Rzym i Kartagina miały być zresztą podbite w kolejnej wyprawie – tym razem na Zachód. Plany te pokrzyżowała jednak śmierć Aleksandra. Twórcy filmu wkładają kilkakrotnie w usta Aleksandra Macedońskiego słowa o tym, że niesie on wolność i cywilizację kolejnym podbijanym ludom. Ale i z jednym i z drugim było krucho – wolność oznaczała kłanianie się nie Dariuszowi ale Aleksandrowi a cywilizacja drewniane posągi greckich bóstw zamiast perskich – kamiennych. Nawet na filmie Babilon – stolica Persji wygląda olśniewająco pięknie. To miasto niemal współczesne, z wieżowcami zigguratów, ogrodami na dachach domów, pięknymi mozaikami na ścianach… Przy Babilonie Macedonia to prowincjonalna dziura – tamtejsze pałace to tylko nieudana podróbka przeciętnego domu w Babilonie. W porównaniu z Perską – ówczesna grecka cywilizacja wygląda ubogo, rachitycznie i nieciekawie.
Aleksander Macedoński jest w filmie kimś na kształt Józefa Stalina albo Adolfa Hitlera. W imię jakiejś utopijnej ideologii o braterstwie ras i ludów wyrusza na podbój świata i morduje każdego i niszczy wszystko, co staje mu na drodze w realizacji tej mrzonki. Kiedy umiera jego ludzie w imię tej samej ideologii rzucają się sobie do gardeł i rozparcelowują pomiędzy siebie kraj. O ile Egipcjanie, Persowie i Hindusi dysponują ciekawą kulturą to Grecy tylko brutalną siłą, którą ubierają we frazesy o wolności i braterstwie ludów. Najbardziej przypomina mi to słowa komunistów o tworzeniu Człowieka Radzieckiego, niemieckich hitlerowców o Ǖbermenschach albo euroentuzjastów o Narodzie Europejskim. Lenin, Stalin czy Hitler a na wschodzie chińscy czy północnokoreańscy komuniści budując swoje cywilizacje miłości stworzyli tylko piekło na ziemi. Aleksander Macedoński rządził tylko kilkanaście lat ale na swoim szlaku wojennym pozostawił setki tysięcy trupów. Co stworzą euroentuzjaści i co wyjdzie z Człowieka Europejskiego – na razie jeszcze nie wiadomo.
A wracając do wątku homoseksualizmu w filmie: słowa, które autorzy filmu włożyli w usta Arystotelesa na temat barbarzyństwa Persów miały się jak pięść do nosa. To Macedończycy i Grecy byli cywilizacją niższą. Jednak Arystotelesowi przypisano też w filmie słowa wychwalające homoseksualizm. I te według autorów filmu mają być prawdziwe i ponadczasowe. Dziwne, że człowiek, który mylił się we wszystkim akurat w sprawie homoseksualizmu miał się nie mylić. Chyba to taki strzał w stopę scenarzysty, producenta i reżysera. Zawsze jakoś dziwiło mnie powoływanie się na starożytnych mędrców u współczesnych ludzi; być może coś tam i oni o świecie wiedzieli, ale współczesny średnio rozwinięty umysłowo dziesięciolatek ma większą wiedzę o otaczającym go świecie niż starożytni filozofowie. No, ale cóż… głupcy maja prawo powoływać się na głupców. Choćby uczonych.
Mnie jednak nie przekonują drętwe mowy wygłaszane w tym filmie przez Arystotelesa, który w swoim życiu powiedział tyle bzdur, że jedna czy dwie w tę czy w tamtą nie robią różnicy. Powoływanie się na greckie zamiłowanie do pederastii wśród starożytnych Greków też jakoś jest niezbyt przekonujące. Po pierwsze, podstarzali Grecy wybierali sobie nastoletnich chłopców do igraszek a nie ludzi w swoim wieku więc mi osobiście pachnie to po prostu zinstytucjonalizowaną homoseksualną pedofilią a po drugie takie odwołania do starożytności i do greckiej tradycji to miecz obusieczny. Wszakże ci sami Grecy pozostawiali słabowite niemowlęta na śmierć w górach, traktowali kobiety z założenia jak niewolników i czasami składali również ofiary z ludzi swoim bożkom. Więc pedofilia i homoseksualizm też wśród tych wyczynów nie wydają się czymś niezwykłym.
Film zrealizowany jest, co muszę przyznać, świetnie i z rozmachem. Widać te miliony dolarów włożone w stworzenie wspaniałych scen batalistycznych i choćby w sceny rozgrywające się na ulicach Babilonu. Zarówno ja jak i Kuba oraz Paweł jednogłośnie orzekliśmy, że najwspanialszą rolę w filmie miała Rosario Dawson, która wcieliła się w księżniczkę Roksanę – pierwszą żonę Aleksandra. Kto oglądał film ten wie dlaczego tak sądzimy. Poza tym aktorstwo w filmie stoi na wysokim poziomie – ale czego innego można się spodziewać po takich nazwiskach jak Colin Farel, Angelina Jolie czy Val Kilmer.
Rosario Dawson - nago
Trochę to smutne, że Amerykanie chcieli albo musieli postawić na grecką stronę w tych starożytnych konfliktach oddając walkowerem Persów Arabom. Bo to Persowie są w tych czasach bardziej cywilizowani i po prostu bardziej interesujący. Ale ich wybór… tylko głupio to tak jednak wypada, kiedy greccy dowódcy wypowiadają kwestie rodem z mów amerykańskich prezydentów o wolności i cywilizacji a działają tak jak stalinowska armia. Poza tym prawda historyczna – delikatnie mówiąc – mija się z prawdą filmową i autorzy filmów coraz częściej skłaniają się ku tezie, że jeżeli ideologia nie zgadza się z faktami to tym gorzej dla faktów. Konflikt w Zatoce ugrzązł w piaskach pustyni. Amerykańskiej armii udało się podbić Irak w kilka tygodni tak samo jak Bliski Wschód Aleksandrowi Macedońskiemu w kilka lat (cóż, szybkość podróżowania nie ta sama…). Tyle, że podbić i utrzymać – to nie to samo. Z chwila śmierci władcy jego starożytne imperium rozpadło się na kawałki. Podbity Irak rozpada się tak samo na kawałki w rękach Amerykanów. Poszli tam ze sztandarem wolności i demokracji ale sztandar ten na Bliskim Wschodzie niewiele znaczy. Demokracja i wolność są potrzebne Irakijczykom jak kotu piżama. Tyle, że Amerykanie nie rozumieją, że ich ideologia i ich kultura (w tym ta nieszczęsna demokracja i wolność) na nic nie jest potrzebna w Iraku. Bo tam potrzebny jest spokój niezbędny do robienia interesów. A demokrację mogą sobie Amerykanie zachować dla siebie.
Zresztą co mają z tej demokracji – można się przekonać akurat w USA. Wiadomo, że w demokratycznych wyborach większość zawsze przegłosuje mniejszość – w Iraku Kurd zagłosuje na Kurda, Szyita na Szyitę a Sunnita na Sunnitę. Inny wybór nie istnieje. A i w Stanach Zjednoczonych zaczyna wyglądać to podobnie: Czarny zagłosuje na Czarnego, kobieta na kobietę a Biały na Białego. Taka to demokracja… Demokracja klanowa…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty