Na początek polecam artykulik z Dziennika:

Jeden uczeń bił, drugi to filmował
Anna Sychta
Piętnastoletni uczeń Zespołu Szkół w Cedrach Wielkich trafił do szpitala w wyniku pobicia, do jakiego doszło na szkolnym korytarzu przed lekcjami. Tymczasem koledzy sfilmowali zajście i chcieli je pokazać w internecie.
Przed klasą na pierwszym piętrze, mój 15-letni syn został zaatakowany przez jednego z uczniów. Obronił się. Wtedy inny chłopak, większy i silniejszy, napadł go znienacka od tyłu i dotkliwie poturbował. Dziecko zostało m.in. skopane po głowie. W pobliżu nie było żadnego nauczyciela.
Syn trafił do szpitala – opowiada ojciec poturbowanego chłopca. – Gdy moje dziecko było bite, inni uczniowie przyglądali się zajściu i nagrywali je telefonami komórkowymi. Podobno zarejestrowany film chcieli zamieścić w internecie. Pani dyrektor powiedziała, że przykro jej, iż doszło do zdarzenia. Odnoszę wrażenie, że szkoła zachowuje się tak, jakby chciała wyciszyć sprawę.To nieprawda! – oponuje Anna Jurczak, dyrektor Zespołu Szkół w Cedrach Wielkich. – Natychmiast powiadomiliśmy o zdarzeniu rodziców uczniów uczestniczących w bójce i miejscową policję. Przekazaliśmy funkcjonariuszom trzy telefony komórkowe, na których zarejestrowano zajście. Poinformowaliśmy kuratorium oświaty i wójta gminy. Odbyła się narada zespołu kryzysowego. Chłopca w szpitalu odwiedziły szkolna pedagog i wychowawczyni, a także koleżanki i koledzy z klasy.
W szkole odbyło się nadzwyczajne zebranie zespołu wychowawczego i apel porządkowy z udziałem wszystkich uczniów. – Omówiliśmy zajście i jego konsekwencje. Kadrę pedagogiczną uczuliliśmy, by podczas zajęć poruszała temat agresji w szkole i rozmawiała z młodzieżą o tym, jak rozwiązywać problemy bez uciekania się do przemocy. Obaj uczniowie, którzy pobili kolegę, zostali ukarani naganą i otoczeni szczególnym nadzorem wychowawczym. Podobnie postąpiliśmy z nagrywającymi zajście – mówi dyrektor Jurczak. Funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu przekazali sprawę do sądu rodzinnego i nieletnich w Gdańsku, który zdecyduje o dalszym losie sprawców pobicia. Anna Jurczak zapewnia, że nauczyciele pilnują porządku i bezpieczeństwa w szkole. – Niestety, do naszej placówki, zbudowanej dla 180 dzieci, uczęszcza prawie czterystu uczniów. Gdy wszyscy wychodzą na korytarz, w tłumie trudno czasem dostrzec niewłaściwe zachowania – przyznają nauczyciele dyżurujący podczas przerw w holu.
Pod koniec ub.r., w ramach ministerialnego programu Zero tolerancji dla przemocy, szkoła ubiegała się o dofinansowanie na zainstalowanie monitoringu. Pieniędzy jej nie przyznano.

To, że przemoc w szkołach jest – nie ma najmniejszej wątpliwości. Szczególnie to dotyczy gimnazjów, bo liceów i innych szkół średnich w dużo mniejszym stopniu: tam uczniowie są po prostu już za dorośli, by wdawać się w jakieś przepychanki, co wcale nie znaczy, że bójki się nie zdarzają. Oczywiście, że się zdarzają, tyle, że są one na trochę innym poziomie zaawansowania, a i sama stosowana przemoc w liceum jest bardziej wyrafinowana i przez to trudniejsza do dostrzeżenia.
Moje gimnazjum mieściło się w starym – jeszcze przedwojennym – gmachu. Nieco tylko odnowionym i rozbudowanym. Bijatyki tam były codziennością i nikogo to nie dziwiło. Ani pozostałych uczniów, ani nauczycielstwa. Szczerze mówiąc nauczycielstwa nie interesowało to wcale o ile pobity nie trafił do szpitala, co raz się zdarzyło, ale przez szkołę zostało natychmiast spacyfikowane. Dyrektor natychmiast za wszystko obwinił pobitego i obniżył mu ocenę ze sprawowania. Tych, co bili nie spotkała żadna kara. Jako, że pobity był z rodziny o nie najwyższych możliwościach intelektualnych i finansowych (ojciec pijaczek i rolnik z trzema hektarami, matka – bezrobotna) – nikt nie upomniał się o sprawiedliwość. Sprawy nie było. Pewnie gdyby pobito kogoś z dzieci miejskiej elity – byłby skandal na całe województwo. A tak – nic się przecież nie stało. Złamana ręka przecież się zrosła. Więc o co chodzi?
Przez cały okres w którym chodziłem do gimnazjum nie widziałem ani raz nauczycielki ani nauczyciela, który pilnowałby porządku w czasie przerwy na korytarzu. Od tego były dwie woźne z których jedna sprawdzała przy głównych drzwiach czy uczniowie nie wychodzą w kapciach na zewnątrz, a druga siedziała w szatni i wydawała kluczyki do poszczególnych boksów gimnazjalistom. Korytarze na piętrach były kompletnie niepilnowane pomimo tego, że na jednym z nich przy pokoju nauczycielskim wisiał grafik jaki nauczyciel czy nauczycielka ma gdzie dyżur. Grafik – grafikiem, a życie – życiem. Przepisy są po to, żeby je obchodzić szerokim łukiem.
Najbardziej w tym tekście podobało mi się zdanie: Chłopca w szpitalu odwiedziły szkolna pedagog i wychowawczyni, a także koleżanki i koledzy z klasy. – oczywiście, że odwiedzili. Nawet dyrektor był – chyba trzy razy. W końcu trzeba było przypilnować, żeby pobity za dużo nie mówił i przekonać go, że nie leży to w jego interesie. Zresztą Ci, co bili też przyszli. W ich dobrze pojętym interesie też leżało, żeby chłopaczek nie mówił za dużo. Więc wszyscy przychodzili i pilnowali.
Ciekawe, że wszystkie szkoły chcą mieć teraz monitoring – zastanawiam się – po co? Posadzą woźną przed rzędem telewizorków? I tak wszyscy uczniowie w trzy dni rozpracują co w tych monitorkach widać, a czego nie widać i gdzie można bić bezkarnie, a gdzie trzeba pomachać woźnej i się pouśmiechać. Jedyną metodą na bijących jest po prostu bezwzględne wyrzucanie ich ze szkól – ale do tego oczywiście nie dojdzie. Bo każdy uczeń w szkole jest na wagę złota. Jest uczeń – są i pieniądze dla nauczycielstwa, które nie musi się troszczyć o posady. Więc trzyma się małych bandziorków w szkołach i się ich uczy: Możesz bić, nikt ci złego słowa nie powie. Byle po cichu…
Problem robi się wtedy, gdy taki jeden bandziorek z drugim rozzuchwalą sie na tyle, że nałożą kosz na śmieci na głowę kogoś z nauczycielstwa – wtedy jest afera na cały kraj… Bo jak tak można! Skandal! Jak ich rodzice wychowują? Rodzice wychowują tak, jak potrafią. To szkoła jest od tego, by wpajać dyscyplinę. A skoro można nałożyć kosz na głowę szkolnej koleżance to można i nauczycielce. Co za różnica?

Aktualizacja:
No i coś jeszcze z ostatniej chwili:

Powiesił się, bo zniszczył komputer w szkole
Zniszczył szkolny monitor i bał się, że będzie musiał za niego zapłacić. Nie miał pieniędzy, jego rodzina jest uboga. Dlatego 13-latek z małej wsi pod Bochnią w Małopolsce założył sobie nocą pętlę na szyję i powiesił się.
Wiszącego na sznurze chłopca znalazła rano matka. 13-latek powiesił się na strychu. Jedna z hipotez, jakie sprawdzają policjanci mówi, że chłopak bał się, bo zniszczył szkolny monitor komputerowy.
Jak nieoficjalnie dowiedział się dziennik.pl jego rodzina jest uboga. Matka sama utrzymywała czwórkę dzieci. 13-latek był najstarszy. Nie mógł znieść tego, że zwrot pieniędzy za monitor zrujnuje domowy budżet. Dziś miał przyjść do szkoły z matką na rozmowę o zniszczonym sprzęcie.
Policjanci otoczyli rodzinę chłopca opieką. Na miejscu jest psycholog – mówi Katarzyna Cisło z małopolskiej policji.

Interesujące, gdzie ten szkolny psycholog był wcześniej? Gdzie w tym czasie był nauczyciel odpowiedzialny za szkolną pracownię komputerową, inni nauczyciele, dyrektor czy dyrektorka szkoły? Pewnie siedzieli sobie w pokoju nauczycielskim i popijali kawusię? Bo co innego robi nauczycielstwo w pracy? Myśli tylko o tym, jak tu by szybciej pójść do domu, bo picie kawy to bardzo stresujące zajęcie…
Każdego roku w naszym kraju ponad pięć tysięcy dzieciaków usiłuje popełnić samobójstwo. Bardzo wielu z nich się to udaje. W ubiegłym roku życie odebrało sobie ponad 300 uczniów w wieku od 15 do 19 lat. To o kilkadziesiąt osób więcej niż w roku 2000. Samobójstwa zaczynają popełniać już nawet dziesięciolatki. Wśród dzieci w wieku od 10 do 14 lat tylko w ciągu ostatniego roku zanotowano ponad pięćdziesiąt samobójstw!
A nauczycielstwo pije sobie kawusię w pokojach nauczycielskich i zaczytuje Wróżką. Albo jeździ pod ministerstwo do Warszawy postrajkować sobie…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty