Pisałem już Wam, że mieliśmy zamiar z Kubą i z Pawłem podczas tegorocznych Walentynek urządzić naszym dziewczynom coś ekstra. No, i urządziliśmy! Na pierwszej lekcji jeszcze nic nie było, ale podczas przerwy przed drugą każda z naszych koleżanek (to znaczy z klasy mojej i Kuby oraz z klasy Pawła) otrzymała od nas prezent. Do tego prezentu też dorzucili się pozostali nasi koledzy – czasami i im zdarza się zrobić coś z sensem…
Na fali wywiadówkowych biadoleń naszej wychowawczyni nad upadkiem moralności wśród współczesnej młodzieży, która kupuje koleżankom nieprzyzwoite prezenty – kupiliśmy naszym koleżankom po parze majteczek – tym razem wcale jednak nie był to zwyczajny (chociaż ładny) komplecik bielizny damskiej, ale prawdziwie frywolne majteczki – takie z fikuśnym rozcięciem w kroku, z niemal całkowicie przeźroczystej siateczki i wykończone seksowną koronką. A wszystko to we wściekle czerwonym kolorze. Jak mają być nieprzyzwoite prezenty – to niech będą nieprzyzwoite do końca. Jak obrywać – to przynajmniej tak, żeby wiedzieć za co się obrywa.
Dziewczyny w mojej klasie były co prawda zaskoczone – nie spodziewały się chyba wcale żadnych prezentów i dla nas nic nie miały, ale nie o to przecież chodziło. Chodziło o to, żeby to one coś od nas dostały. Podobnie zresztą było w klasie Pawła. Jak sądzę ucieszyły się z prezentu od nas i chyba im się to nawet podobało. Oczywiście wszystko zostało zaraz pochowane do plecaków i torebek, żeby nauczycielstwo niczego się nie dowiedziało, ale potem chodziły po klasie słuchy, że dziewczynom na tyle podobały się te majtki, że kilka z nich nie wytrzymało i przymierzały je jeszcze w szkole w łazience. Zawsze fascynowała mnie ta tendencja u dziewcząt do natychmiastowej konieczności przymierzenia każdego elementu garderoby który wpadnie w rękę… żadna oczywiście się nie przyznała do tego przymierzania, ale co tam. Ważne, że Walentynki się udały i że było inaczej niż zawsze.
Kuba też przygotował coś specjalnego dla Andżeliki – nie wiem co to było, ale dziewczyna przez cały dzień później chodziła z uśmiechem na buzi i co raz zerkała na mojego kumpla z pełnym zachwytem i akceptacją. Lubię na nich tak patrzeć, kiedy jest pomiędzy nimi ta nic porozumienia…
Ja Justynie na te walentynki dałem oficjalnie różyczkę z ponadmetrową łodyżką, a już mniej oficjalnie wielki słój czekoladowego masła (hmmm… a nie lepiej tak zwyczajnie – kremu?) do ciała (nie po to szwendam się po jej pokoju, żeby nie zauważyć jakie kosmetyki lubi, a te czekoladowe ona wprost uwielbia, bo ma tym obstawioną całą szafkę). Zostało to wszystko bardzo cieplutko przyjęte; na tyle ciepło, że omal nie doszło do natychmiastowego skonsumowania tego poczucia ciepła w szkolnej szatni. Przepłoszyła nas woźna niestety… nic chyba nie zauważyła, ale trochę napędziła nam stresu. Czy szkoła nie mogłaby zorganizować i wydzielić jakiegoś specjalnego pomieszczenia do konsumpcji co bardziej nagłych erupcji uczuć pomiędzy wychowankami?
Niestety nic tym razem nie wyszło z tej konsumpcji uczuć. Dodam tylko, że od Justyny dostałem kieszonkową książeczkę – coś w stylu Kamasutra w obrazkach. Niestety wszystko jest po duńsku więc dużo nie jestem w stanie się z treści książeczki dowiedzieć. Treści zresztą nie ma za wiele, a głównie opiera się to na zdjęciach. A zdjęcia w książeczce są więcej niż sugestywne i wszystko doskonale tłumaczą co i jak trzeba zrobić. Skąd Justyna wzięła taka literaturę – w dodatku po duńsku – nie mam kompletnie pojęcia. Tym niemniej książeczka jest świetna, a poza tym dziewczyna na zdjęciach jest nawet troszeczkę do Justyny podobna. Nie tak seksowna, zmysłowa i ponętna jak Justyna, ale podobieństwo pewne da się zauważyć. Ciekawe, czy to było zamierzone i zaplanowane, czy tak wyszło niechcący?… Już od jakiegoś czasu wertuję sobie wydawnictwo i wyobrażam sobie co i jak mam zrobić – wyobraźnia mnie na szczęście nie zawodzi i już widzę się w różnych pozach zilustrowanych na tych zdjęciach z Justyną. Doszkolić się nigdy nie zaszkodzi… niektóre pozycję są dla mocno zaawansowanych i nie mam pojęcia, czy w ogóle są do zrealizowania – niby tak skoro są na tych zdjęciach – ale nawet przy mojej zupełnie przyzwoitej kondycji fizycznej i wygimnastykowaniu Justyny chyba niekoniecznie uda się je nam zrealizować tak od razu. Trzeba będzie potrenować. Hmmm. Trenowanie też chyba będzie bardzo przyjemne. Powyobrażać sobie zawsze można. I już nie mogę się doczekać.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty