Wstrząsający tekst z dzisiejszego Dziennika:

Gwałcili dzieci i rzucali nimi o ścianę
Gdy za dużo wypili, wyciągali najmniejsze dzieci z łóżek i gwałcili. Gdy maluchy się opierały, rzucali nimi o ścianę, mordowali i zakopywali w piwnicy. Starsze dzieci, skulone pod kocami, słuchały krzyków młodszych kolegów i koleżanek. Tak 30 lat temu wyglądały noce w brytyjskim sierocińcu na wyspie Jersey. Policja dotarła do kolejnych wstrząsających relacji dorosłych już ofiar tego horroru.
Najnowsze wydanie «The Sun» przynosi wstrząsające wspomnienia ofiar tamtego miejsca. 49-letnia kobieta, wówczas 13-letnia dziewczynka opowiada, jak zamykano ją nagą w piwnicy bez okien. Trafiała tam, gdy odmawiała seksu za papierosy czy wódkę. By nie opierała się, napastnicy kazali jej połykać środki uspokajające.
Budziłam się cała posiniaczona, z potwornym bólem głowy. Pamiętam, jak mną szarpano, jak wyrywano włosy. Zrywano ze mnie ubranie, a pracownicy wkładali mi ręce między nogi, łapali mnie za piersi – wspomina kobieta.
Dodaje, że molestowali ją zarówno pracownicy, jak i zapraszani do domu znajomi. Urządzali sobie orgie. Wybierali najsłabsze dzieci. Te, które nie mogły się im oprzeć – opowiada gazecie kobieta. Tym dzieciom nikt nie chciał pomóc. Dlatego trafiały do sierocińca, do jeszcze większego piekła – wspomina.
Według niej, pracownicy sierocińca Haut de la Garenne mogli sobie wybrać któreś dzieci i zabrać je na cały dzień poza placówkę. Zwykle wywozili je do lasu albo nad jezioro i tam gwałcili.
Ale na tym nie koniec wstrząsających wspomnień. Opiekunowie nocami «bawili się» w coś, co sami nazywali «pinball wizard». Oznaczało to rzucanie dzieckiem o ścianę i liczenie, od ilu mebli odbije się, zanim spadnie na podłogę…
Takich historii jest już prawie 150. Tylu bowiem byłych mieszkańców sierocińca zgłosiło się na policję. Składają zeznania, by wyrzucić z siebie przez lata chowany ból.
Jako pierwsi na kości dzieci natrafili budowlańcy, remontujący sierociniec. Myśleli, że to szczątki zwierząt. Jednak wraz z krótkimi kośćmi odkryli drewniane dyby i żeliwne kajdany. Wtedy do akcji wkroczyła policja. I odnalazła już trzy ciała dzieci, czaszkę nastolatka i sześć dalszych, prawdopodobnych miejsc, gdzie chowano zamordowane maluchy.
Jan Sochaczewski

Właściwie nie wiem jak to skomentować. Chyba nie będę nawet próbował. Mój przyjaciel Paweł powiedział w pierwszym odruchu o tych ludziach, że zrobili sobie z tego sierocińca obóz koncentracyjny.
Jeżeli myślicie, ze to było dawno – 30 lat temu – więc się nie ma czym przejmować to pomyślcie jeszcze przy okazji, ze to działo się w jednym z najnowocześniejszych i najbogatszych krajów na świecie. W słynącej ze swojego doskonałego systemu prawnego i z kilkusetletniej demokracji Wielkiej Brytanii. Co dzieje się dzisiaj, albo co stanie się jutro w setkach podobnych domów dziecka w krajach, gdzie do dziś władza może zrobić z dorosłym obywatelem co jej się żywnie podoba? Co więc robi się tam z bezbronnymi małymi dziećmi jeżeli dorosłych wysyła się do nadal świetnie mających się łagrów na dalekiej północy, obozów reedukacji poprzez pracę albo po prostu tzw. psychuszek?
A może nie szukajcie tak daleko i zastanówcie się dlaczego dzieciak Waszych sąsiadów znów szwenda się po osiedlu z podbitym okiem?

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty