Byłem wczoraj wieczorem w szpitalu u Andżeliki – jak co dzień zresztą. Poszliśmy tam z moim przyjacielem Pawłem i jego dziewczyną Kasią. U niej cały dzień siedzi Kuba – cały dzień, bo tylko tyle go nie ma przy niej, kiedy idzie do szkoły albo do domu się przespać na parę godzin i przebrać. Rodzice Andżeliki zaglądają do niej nie częściej niż raz na dwa dni. Pewnie gdyby wiedzieli, że Kuba cały czas tam siedzi to nie opuszczali by jej łóżka non-stop. Ale mój przyjaciel owinął sobie wszystkie pielęgniarki z oddziału wokół palca i teraz jak przychodzą rodzice dziewczyny to Kuba zawczasu dostaje już sygnał od ciecia, który siedzi w bramie szpitala więc zdąży umknąć choćby do pokoiku socjalnego pielęgniarek. Zresztą rodzice Andżeliki nie wpadają na długo więc nie musi się chłopak jakoś specjalnie bunkrować. Częściej i dłużej do Andżeliki wpadamy ja czy Paweł czy nawet Kasia, która przed wypadkiem nie znała jej wcale. No, ale takich już dziewczyna, niestety, ma rodziców… Codziennie przychodzi też kilka osób z naszej klasy do Andżeliki.
Na oddziale leży też jedenasto- czy dwunastoletni chłopak, który spadł z drabiny i się nieźle poobijał więc ma obie ręce w gipsie. Kuba pomaga mu codziennie się umyć i zatroszczyć o siebie, bo chłopak sobie z tymi zagipsowanymi rękami nie radzi, a pielęgniarek trochę się wstydzi. Więc pielęgniarki teraz tam dbają i chuchają na mojego przyjaciela i są w niego wpatrzone jak w obrazek. Też mi milo się patrzy na Andżelikę i Kubę, jak tak sobie we dwoje gruchają… Andżelika czuje się już dużo lepiej. Codziennie przychodzi do niej lekarz i stwierdził, że wszystko goi się i zrasta nadspodziewanie dobrze i nie widzi powodów do obaw. Ponoć nawet dziewczyna nie będzie miała za bardzo widocznych blizn, co nas wszystkich cieszy. A Andżelikę pewnie w szczególności. W ogóle dziewczyna jest bardzo dzielna i znosi tę całą sytuację bardzo dobrze… Był też u niej brat mojej babci dr G., który teraz jest już na emeryturze, ale jeszcze kilka lat temu był szefem oddziału chirurgii w tym szpitalu i teraz czasami przychodzi na konsultacje i czasami wpada też z nudów pogadać ze znajomymi lekarzami i obejrzeć swoje dawne gospodarstwo. On też stwierdził, że wszystko wygląda bardzo dobrze i nie widzi powodów do obaw.
Uczucia pomiędzy Andżeliką a Kubą są w pełnym rozkwicie. On dba o nią jak o najcenniejszy skarb, cały czas poprawia jej poduszki, zapewnia rozrywki i w ogóle chucha i dmucha… jakby mógł, to by nieba przychylił. Andżelika jest w niego zapatrzona jak w jakiegoś archanioła albo świętego, wzroku od Kuby nie może oderwać… Za dużo nie mówi, ale ona zawsze była małomówna i cichutka jak myszka. Mój przyjaciel mówi zresztą za ich dwoje, co bywa niekiedy dość irytujące, bo nabawił się ostatnio nie wiadomo jak i skąd irytującej mnie i chyba wszystkich wokoło zdrabniania co drugiego słówka, a że mówi teraz o wiele więcej niż dotychczas jest to wkurzającej. Chciałem go zresztą za to opierniczyć, ale jak zobaczyłem przerażony wzrok Andżeliki, która wyczuła niebezpieczeństwo grożące z mojej strony Kubie to sobie odpuściłem. Hmmm… co się odwlecze to nie uciecze… jak mawia moja babcia. Na razie mojemu przyjacielowi dałem spokój, bo nie chcę martwić i denerwować Andżeliki, kiedy jest w tym stanie. W ogóle nigdy nie widziałem jej takiej uśmiechniętej i radosnej jak teraz. Chyba dziewczyna jest teraz, paradoksalnie, szczęśliwa. Właśnie teraz, kiedy leży obandażowana i ogipsowana w szpitalu, z dala od swojej jędzowatej matki, a z kochającym chłopakiem u boku, który o nią dba lepiej niż ktokolwiek dotychczas na świecie. Kuriozalna sytuacja, żeby być szczęśliwym właśnie w takiej chwili kiedy jest się połamaną i poobijaną… no, ale cóż… tak wyszło…
Wczoraj w szpitalu siedzieliśmy ponad dwie godziny. Zawsze staramy się nie zawracać im głowy i nie przeszkadzać swoją obecnością, bo w ich sytuacji więcej niż dwie osoby to już tłum. Ale jakoś strasznie miło nam się patrzyło na to, co dzieje się pomiędzy nimi. Śliczny widok. Kuba jest w swoim żywiole, bo to człowiek, który lubi coś robić pożytecznego. Najlepiej na własną rękę. Jest trochę aspołeczny, ale jakoś ostatnio o tym się zapomina, bo zajęty Kuba to Kuba życzliwy światu. A zajęty jest przy dziewczynie cały czas… I bardzo dobrze, bo przedtem był w wielu momentach nie do wytrzymania. A teraz to wszystko jak ręką odjął. Żeby jeszcze coś dało się zrobić z tą jędzą – matką Andżeliki

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty