Skoro Ósmy Marca czyli Dzień Kobiet przypadł w tym roku w sobotę szkolne oficjalne obchody miały miejsce dzisiaj. Dyrektorka zwołała rano akademię z tej okazji – chyba tylko po to, żeby chłopaki z samorządu mogli jej publicznie wręczyć kwiaty i pokadzić jej trochę. Większość naszego licealnego grona pedagogicznego to nauczycielstwo płci żeńskiej, a nawet faceci, którzy uczą w mojej szkole to jacyś tacy zniewieściali i zbabiali. Najbardziej męski jest ksiądz, z miejscowej parafii, który ma z nami religię, bo kościółek stoi tuż obok ogólniaka. Więc było przemówienie dyrektorki, potem jeszcze inne… cały z tego pożytek, ze nie musieliśmy siedzieć na lekcji geografii – ta akurat jako jedna z nielicznych jest z facetem. Akurat osobiście lubię geografię, ale człowiek, który z nami ma jej lekcje jest tak nieciekawy i mówi tak monotonnie i bez jakiegokolwiek zainteresowania tematem w głosie, że woła to o pomstę do nieba. Ech, nauczycielstwo
Nasze klasowe dziewczyny otrzymały od nas po różyczce i sporych rozmiarów pluszowej żabce żeby mogły sobie wycałować księcia z bajki (wiem! to trochę złośliwe było…), odśpiewaliśmy im chóralnie sto lat! (hi, hi… śpiewać to i tak ja się nigdy nie nauczę…) – chyba były zadowolone. Poza tym w szkole nic się nie wydarzyło niezwykłego o czym by warto wspominać. Wieczorem wybieram się do Magdy i Gosi oraz do dziewczyny PawłaKasi. Dla nich też coś mam. Po lekcjach zajrzeliśmy też z Pawłem i Kubą do AndżelikiKuba oczywiście został już z nią w szpitalu… My wręczyliśmy dziewczynie po kwiatku od nas i złożyliśmy życzenia, Kuba też wręczył razem z nami jej kwiatek, ale i tak wiemy, że w plecaku przytaszczył jej jakiś specjalny prezent, bo sami widzieliśmy, że niesie tam coś opakowanego w kolorowy papier. I tak z siódmego marca zrobił się Dzień KobietPaweł oczywiście zaraz potem pobiegł do swojej Kasi… i tylko ja zostałem tak na lodzie.
Hi, hi… nie martwcie się. Ja i tak mam znacznie lepiej, bo jutro na cały dzień jadę do Siedlec z …Justyną. Oficjalnie połazić po sklepach, a mniej oficjalnie porandkować. Zapowiada się więc chyba bardzo miła sobota. Jestem umówiony z Justyną piętnaście po ósmej rano na dworcu u moim miasteczku, bo dwadzieścia po mamy transport. A w Siedlcach, będzie miłe romantyczne drugie śniadanie, obiadek, podwieczorek, a poza tym spacerki i może coś jeszcze w zależności od tego co wymyślimy. Mam nadzieję, ze zrobi się trochę cieplej i będzie słonecznie…
I dlatego jutro nie będzie najprawdopodobniej wpisów na blogu; chyba, że bardzo późnym wieczorem, bo zamierzamy wrócić najpóźniej jak się da. Jak korzystać z wolności to korzystać!…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty