Jedna z przedstawicielek nauczycielstwa w naszym liceum rozpływała się dziś przez całą godzinę lekcyjną nad znaczeniem i doniosłością nauki filozofii w historii ludzkości. A szczególnie nad doniosłością i znaczeniem Jana Jakuba Rousseau… chyba prawie cała moja klasa słuchała tego z zażenowaniem, bo jak można traktować poważnie przemyślenia człowieka, który skończył jako chory psychicznie pensjonariusz przytułku dla obłąkanych a ponadto własnych pięcioro dzieci oddał osobiście do sierocińca, żył miedzy innymi ze złodziejstwa, a parę razy skazywano go za ekshibicjonizm. Kilkakrotnie ze względów koniunkturalnych zmieniał konfesję (przy przechodzeniu na katolicyzm po prostu mu za to miejscowy proboszcz zapłacił). No, ale ten człowiek jest według nauczycielstwa wielki a jego dzieła wybitne i ponadczasowe! Dlaczego jest wielki? Dlatego, że tak uważa nauczycielstwo. Słuchać się matołki!
A ja osobiście uważam filozofię za pseudonaukę i rozrywkę dla znudzonych nieróbstwem fantastów. Bo jak inaczej określić dywagację na temat cieni w jaskiniach albo kulek w zakurzonym pokoju. To mam być poważna nauka?
Większość z tego, co wymyślili filozofowie da się zamknąć w jednym słowie: bredzenie. No, chyba, że coś zaczerpnęli (albo mówic inaczej: ukradli) z matematyki, astronomii, fizyki czy innej nauki przyrodniczej opartej na empirycznym doświadczeniu. A to, co pozostałoby po odjęciu z filozofii takich podkradzionych innym poważnym naukom tez należałoby jak najszybciej wyrzucić do śmieci i zapomnieć o tym jak najszybciej. Bo takie koncepcje kosmogoniczne jakie przedstawiali przedstawiciele filozofii to ja osobiście mogę wymyślić trzy na poczekaniu i nie uważam, żeby były mniej uprawnione i mniej filozoficzne od tych klasycznych i przedstawianych z cmokaniem w opracowaniach naukowych.
Proszę: oto pierwsza. Cały świat jest matematycznym zapisem bitów w pamięci superkomputera. Wszystko co widzimy jest tylko złudzeniem wygenerowanym w tym komputerze. Komputer stoi w zakurzonym pokoju w wieży domu Gargamela.
Druga: cały świat powstał w umyśle krowy. Krowa nie ingeruje w niego, ponieważ go sobie tylko wyobraziła w przebłysku krowiego geniuszu. Nie ma nic poza umysłem krowy, która jest zbyt głupia, żeby coś zmienić w świecie.
I na koniec jeszcze koncepcja wymyślona przez mojego przyjaciela Pawła: Cały kosmos jest dwuwymiarowy, a trzeci wymiar jest tylko złudzeniem podszeptywanym do umysłów ludzi i zwierząt przez Wielkiego Szatana. Świat jest tylko narysowany jako mapa na jednym wielkim kawałku papieru.
I co? Równie mądre jak tezy o tym, że jeżeli na coś się nie patrzy to tego nie ma, jak uważał pewien wybitny filozof.
Wrócę jeszcze może do Jana Jakuba Rousseau tak wielbionego przez szkolne nauczycielstwo w moim liceum. Powodem tego wychwalania i cmokania z zachwytu jest autorstwo Umowy społecznej – dziełka, które było jedną z przyczyn wybuchu rewolucji francuskiej. O rewolucji mogę powiedzieć tyle, że wówczas to wymyślono doraźne sądy sprawowane przez motłoch i obozy koncentracyjne, a rewolucjoniści szyli sobie spodnie z ludzkiej skóry. Ale nauczycielstwo cmoka w zachwycie: Wolność! Równość! Braterstwo! A skoro mowa o wolności: Jan Jakub Rousseau wymyślił jeszcze jedną tezę, która jest co najmniej kuriozalna: że człowiek rodzi się wolnym. Kto ma choćby odrobinę zdrowego rozsądku od razu patrząc na niemowlę musi stwierdzić, że jest ono całkowitym zaprzeczeniem idei wolności. Małe dziecko jest całkowicie zależne od opieki innych ludzi. Matka musi go nakarmić, przewinąć, ochronić od zmarznięcia i przegrzania. Dopiero dziecko, kiedy dorasta staje się nieco bardziej samodzielne i zaczyna na własną rękę poznawać świat. Staje się nieco bardziej samodzielne i nieco bardziej wolne. Jak Rousseau doszedł do przekonania, że ludzie rodzą się wolni doprawdy nie rozumiem. Podejrzewam, że znakomita większość filozofów stawia sobie jakąś karkołomną tezę, a potem kombinuje jakby ja udowodnić. I z reguły wychodzą z tego totalne głupoty.
Jan Jakub Rousseau wykontycypował sobie idee dobrego dzikusa, który jeżeli jest najedzony jest bardzo przychylny światu. Niestety w bardzo wielu umysłach ta koncepcja pozostała do dziś. Jestem bardzo ciekawy dlaczego filozof zamiast pojechać do Kanady jak planował i zalecał wszystkim swoim czytelnikom, błąkał się od jednego do drugiego europejskiego dworu i brał pensje od kolejnych monarchów? Może dlatego, że większość dzikusów jest permanentnie głodna i wówczas bardzo nieprzychylna światu i najchętniej by akurat wówczas kogoś zamordowała i zjadła. Ale tym Rousseau się akurat nie zajmował i poprzestawał na najedzonych dzikusach. Wolał emablować kolejne damy dworu i pisać za pieniądze kolejne pochwalne peany na temat różnych monarchów-kanalii… Ot, filozofia swoją drogą, a życie swoją…
Tak mi się teraz przypomniał film Duchy Goi traktujący o życiu malarza, ale chyba bardziej o ówczesnej Hiszpanii, która najpierw władana była przez króla-imbecyla, który pozwalał na jawną niesprawiedliwość i kościelny terror i który na bagnetach rewolucyjnej armii francuskiej został zamieniony na jeszcze gorszy terror rewolucji wywołanej m.in. pismaczeniem Rousseau. A cierpieli na tym zwykli ludzie, którzy albo byli torturowani i mordowani przez inkwizycję, albo torturowani i mordowani przez rewolucjonistów. W filmie zresztą za tymi torturami stoi ten sam człowiek: kapłan-inkwizytor, który przez zdesperowanego ojca dziewczyny uwięzionej przez kościelną inkwizycję jest zmuszony za pomocą tortur takich samych jak te stosowane przez niego wobec niewinnej dziewczyny do podpisania deklaracji, że pochodzi on od małpy. Kapłan musi uciekać z Hiszpanii przed zemstą współbraci. Po piętnastu latach wraca razem z rewolucjonistami i wprowadza jeszcze gorszy terror niż kościelny.
Ja osobiście za taka filozofię ja podziękuję: a szczególnie z obłąkanych kretynów pokroju Jana Jakuba Rousseau, którzy bredzili o wolności, równości i braterstwie, a własne dzieci oddawali do przytułków dla sierot. Najgorsi są ci, którzy kochają całą ludzkość, a nienawidzą poszczególnych ludzi. Adolf Hitler i Józef Stalin też kochali całą ludzkość, co nie przeszkadzało im wysyłać milionów ludzi do obozów koncentracyjnych i syberyjskich łagrów.
Przydałaby się chyba jakaś malutka rzeź filozofów – bo więcej byłoby z nich pożytku gdyby zajęli się dojeniem krów niż wypisywaniem takich bredni w poczuciu miłości do gatunku ludzkiego.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty