Wczoraj jak zapowiadali wpadli do mnie mój przyjaciel Paweł i jego dziewczyna Kasia. Paweł przyniósł niewesołe nowiny. Wysłany przeze mnie z misją mediacyjną do Justyny nie wskórał nic ponad to, że został zbyty przez dziewczynę i tyle. Tak więc, nie dowiedziałem sie niczego nowego w tej kwestii.
Justyna nadal nie odbiera telefonów, ani nie odpisuje na SMS-y. Zaczyna mnie to już denerwować, bo robi się z tego jakaś dziecinada. Zamiast porozmawiać i postawić sprawę jasno bawi się w jakieś gierki ze mną. Nie lubię takich sytuacji. Albo niech powie, że w lewo, albo, że w prawo. A tutaj takie wygłupy… no, ale dość użalania się nad sobą.
Kasia i Paweł byli wczoraj po południu, zanim do mnie przyszli, w szpitalu u Andżeliki (ona leży tam, a ja tu… hi, hi…). Kuba oczywiście cały czas nie odchodzi od jej łóżka. Zgadnijcie co robią? A? Eee… i tak nie zgadniecie. Uczą się razem. Niezłe! Jak żyję nie widziałem żeby Kuba miał jakieś skłonności do uczenia się… a oni tam tym się zajmują. Jak by moja babcia powiedziała: Świat się kończy!…
Podczas mojej nieobecności w szkole się sporo dzieje: Paweł opowiedział mi historyjkę o tym jak dziś przyszedł do szkoły jego klasowy kolega Michał. Niby nic niezwykłego, ale chłopak przyszedł …przefarbowany na czarno. Jakoś nigdy nie przepadałem za chłopakiem, ale ani mi on wadził, ani przeszkadzał. Ot, jeszcze jedna osoba, której się podawało rękę na korytarzu. Michał przefarbował więc sobie włosy na czarno i tak pojawił się w szkole. Na pierwszej lekcji z ich wychowawczynią ponoć był z tego powodu niezły cyrk. Wychowawczyni kiedy to zobaczyła (no, nie dało się nie zauważyć, bo Michał ma niemal dwa metry – trochę przesadzam, ale chyba jest najwyższy z rocznika) popatrzyła na niego z szałem w oczach, potem się nieco opanowała i stwierdziła: Michałku, mnie to nie przeszkadza, ze zmieniłeś kolor włosów, ale… i tutaj nastąpił długi czterdziestopięciominutowy wykład na temat farbowania włosów, zachowania się współczesnej młodzieży i wszystkie inne okoliczności przyrody. Ale oczywiście wychowawczyni Pawła i Michała wcale nie przeszkadza, że chłopak się przefarbował. Wykład był zupełnie z tym niezwiązany. A że lekcja biologii się nie odbyła? A kogo to obchodzi – nikt nie został zapytany i wszyscy mieli ubaw. Żałosne.
Kasia zresztą też mówiła, że w jej liceum maja nauczycielkę, która jest bardzo cięta na makijaż u dziewcząt i z miejsca stawia umalowanej dziewczynie ocenę niższą o co najmniej jeden stopień. Ale przecież ocena jest za odpowiedź i nie ma związku z faktem, że dziewczyna ma makijaż – spróbujcie coś udowodnić! Baba jest podobno brzydka jak noc, sama ma twarz wysmarowaną (dokładnie – wysmarowaną!) kilogramami tapety i wygląda jak Joker zagrany przez Jacka Nicholsona i w ten sposób leczy swoje kompleksy.
Pogadaliśmy tak sobie w troje: oni przy herbacie, a ja przy soku malinowym. Ich związek sobie kwitnie, co widać – Kasia bardzo przy Pawle wyładniała, a mój przyjaciel chodzi teraz zadbany i wyelegantowany jak szczur na otwarcie nowego kanału. Aż miło patrzeć!
No, tak! Ich wizyta miała też bardzo prozaiczny cel. Zostawiłem ich na półtorej godzinki samych ze sobą na górze, a sam zszedłem na dół i obejrzałem z rodziną film Fałszerze, który mi przynieśli na DVD. To ten, który dostał w tym roku Oskara zamiast Katynia… Rodzina myślała, że oboje sobie już poszli do domu, a że zachowywali się cichutko nikt niczego się nie domyślił. Film jak film – podejrzewam, że nagroda dla Fałszerzy została przyznana głównie za to, że opowiada o Żydach w niemieckim obozie koncentracyjnym. Gdyby Andrzej Wajda nakręcił Katyń nie o Polakach w sowieckim łagrze tylko o Żydach w polskim więzieniu – nagrodę miałby murowaną, a tak… nagrody nie ma. Film jest rzemieślniczo dobry, ale jak na tak poważną nagrodę to raczej się nie kwalifikuje: co najwyżej na festiwalu w Karlowych Warach.
Jak tylko film się skończył, Paweł puścił mi sygnał na komórkę (mają wyczucie!…). Wypuściłem ich, pożegnałem, a mojej seniorce, która nieco się zdziwiła ich ponowną (hmmm…) wizytą powiedziałem, że Kasia zapomniała kosmetyczki. Uwierzyła. A Kasia i Paweł jak wychodzili, wyglądali na bardzo zadowolonych…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty