Nie mam dziś za dużo czasu (oj… chyba zaniedbuję mojego bloga…), więc tylko krótka informacja. Wczoraj Andżelika wyszła ze szpitala. Był przy tym niezły cyrk, co zresztą zrozumiałe i co było do przewidzenia. Nie było mnie przy tym, ale wszystko dziś opowiedział mi Kuba. Nawet nie sadziłem, że sprawy przybiorą taki obrót…
Rodzice przyjechali po Andżelikę po południu – formalności zajęły parę minut, a potem się zaczęło, bo pojawił się mój przyjaciel Kuba. Matka Andżeliki zapytała więc co on tu robi. A Andżelika jej na to, że oni z Kubą się kochają, chcą być razem i będą. I jeżeli rodzice Andżeliki będą się starali przeszkodzić im w spotykaniu się to Andżelika w dniu swoich osiemnastych urodzin wyjdzie z domu i rodzice jej więcej na oczy nie zobaczą. Takie ultimatum – nigdy bym się nie spodziewał po tej dziewczynie tyle determinacji.
Matka dziewczyny najpierw dostała jakichś spazmów, wezwany lekarz stwierdził, że udaje i zagroził wezwaniem psychiatry. Trochę się to uspokoiło. A sam Kuba? Kuba wybrał się dziś po szkole do Andżeliki – na razie nie mam od niego wieści… chyba go nie zamordowali tam.

[…] Więcej: Moje Liceum Pamiętnik licealisty