Na stronie internetowej Dziennika znalazłem dziś taki oto artykuł:

Zobacz, co ukrywają przed Tobą dzieci
Polskie nastolatki piją alkohol, uprawiają seks, są bite w szkole, a ich rodzice nie mają o tym pojęcia. Co gorsza, najwyraźniej wcale ich to nie interesuje, bo nie przychodzą na wywiadówki nawet wtedy, gdy nauczyciele sygnalizują, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. Takie alarmujące dane podają autorzy Diagnozy Szkolnej 2008, czyli zakrojonej na ogromną skalę ankiety, której celem było zbadanie sytuacji uczniów w polskich szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach – pisze Dziennik.
Jak jest naprawdę? Czy Diagnoza Szkolna jest rzeczywiście trafna? Zapytaliśmy o to samych uczniów, obiecując, że zapewnimy im anonimowość. Poprosiliśmy tylko o jedno: aby ich odpowiedzi były całkowicie szczere.
Kasia, 17 lat:
Ukrywam bardzo wiele spraw przed moimi rodzicami. Powiem więcej – oni wiedzą jedynie w 20 procentach, jak naprawdę wygląda moje życie. Nie mówię im o swoich problemach z chłopakami, bo myślę, że mnie nie zrozumieją. Zresztą wydaje mi się, że w ogóle nie umiem z nimi poważnie rozmawiać, jakoś nam to nie wychodzi. Wolę więc kłamać, że wszystko jest OK, niż wchodzić z mamą czy ojcem w głupie dyskusje. Dlatego ukrywam przed nimi, że współżyję z moim chłopakiem już prawie od roku.
Kristin, 18 lat
Prawie co tydzień chodzę na imprezy i zawsze ktoś postawi mi kilka drinków lub piw. Od czasu do czasu zapali się jakąś trawkę albo weźmie się coś mocniejszego. To dodaje pewności siebie, pozwala uciec od rzeczywistości. Nagle staję się zła na tę jedną noc. Szaleję i idę na całość. Raz zdarzyło mi się zajść w ciążę z kolesiem, którego widziałam po raz pierwszy – usunęłam i nie żałuję. To był wybryk, o którym rodzice nie dowiedzą się nigdy…
Arek, 18 lat
Chodzę do domu mojej dziewczyny i uprawiam z nią seks. Moja mama o tym wie i każe mi się zabezpieczać. Zawsze jej przytakuję, ale potem zdarza mi się kochać bez żadnych zabezpieczeń. Gdy przychodzę do domu po trawce, a mama pyta, czemu mam czerwone oczy i jestem taki cichy, mówię, że jestem zmęczony po całym dniu w szkole. Czasem dostaję od rodziców pieniądze na doładowanie karty miejskiej, a potem wydaję je na alkohol, papierosy, pizzę. W domu kłamię, że karta jest doładowana. Bardzo często twierdzę, że będę nocować u kolegi, a idę z nim do klubu. Kiedy mam ochotę na papierosa, mówię mamie, że wychodzę na 10 minut do kolegi, by pożyczyć film. Chowam kasetę za pazuchą i wychodzę zapalić.
Patuś, 15 lat
Generalnie staram się być szczera, ale przecież rodzice wszystkiego wiedzieć nie mogą. O czym mamusia (bo taty w ogóle nie biorę pod uwagę) nie wie? Mamusia nie wie, że piję ani że broję z chłopcami. Bo przecież Patusia jest grzeczną córeczką. O „pierwszym razie” obiecałam ją poinformować.
Patrycja, 16 lat
Piję alkohol, palę papierosy, czasem jakąś trawkę – rodzice oczywiście nie mają o tym pojęcia. Czasem mówię im, że jadę odwiedzić starszego brata, a potem razem z nim idę na imprezę, która trwa do późnej nocy. Brat jest dorosły, więc czasem mówię, że będę u niego nocować, a potem idę zabalować z kolegami. Zdarza mi się skłamać, że wychodzę na spacer z koleżanką, a idziemy na piwo. Często mówię rodzicom, że wracam sama ze szkoły i będę się uczyć. A prawda jest taka, że przychodzi do mnie mój chłopak i uprawiamy seks.
Aga, 17 lat
W domu jestem aniołkiem, a z kumpelami klnę, zdarza mi się też zapalić i napić się piwa. Wszystko w granicach rozsądku, ale uważam, że dla rodziców jest lepiej, iż nie zdają sobie z tego sprawy. Po prostu oszczędzam im w ten sposób nerwów. I jeszcze nie wiedzą, że mam chłopaka. Nie spodobałby się im, bo jest ode mnie starszy o 5 lat. Czasami dziwnie się czuję, bo to jest tak, jakbym miała dwa życia, ale chyba nie da się inaczej. Uczę się świetnie, więc rodzice nie mają się czym martwić.
Son Of Darkness, 18 lat
Nie mówię rodzicom o niczym, chyba że mam akurat dobry dzień. Oni i tak wiedzą o mnie stosunkowo dużo, na przykład to, że palę, bo robię to przy nich. Wiedzą również, że piję, bo widzą, w jakim stanie wracam czasem do domu. Innych rzeczy mogą się tylko domyślać – lufka w szufladzie, prezerwatywy w portfelu, malinki na szyi, podrapane plecy itd… Bo poza domem robi się prawie wszystko: pije, pali i Bóg wie, co jeszcze.
Marysia, 16 lat
Kiedy spotykam się z koleżankami, zazwyczaj coś pijemy, żeby się zrelaksować i zapomnieć o szkole. Nigdy nie przyszło mi do głowy opowiadać o tym rodzicom, a oni też zazwyczaj nie wypytują, co robię. Oczywiście można bawić się bez alkoholu, ale kiedy jestem w towarzystwie, trudno mówić „nie”, więc piję razem z wszystkimi. Czasem się wstawiam, ale kiedy docieram do domu, nic po mnie nie widać i dzięki temu unikam pytań. Na imprezach niektórzy się upijają, całują, obmacują z wieloma osobami. Inni palą papierosy i ćpają. Obowiązuje zakaz opowiadania o tym starszym.
Aneć, 15 lat:
Nie mam większych tajemnic przed rodzicami. Przygody z alkoholem miałam, jednak zostałam nakryta i teraz jestem abstynentką. A papierosów w życiu nie tknęłam. Nie oznacza to jednak, że moi „starsi” dobrze mnie znają – oni są zajęci pracą, a ja zamykam się w pokoju albo wychodzę ze znajomymi. Gdy mówią coś o mnie, zawsze uświadamiam sobie, jak mało o mnie wiedzą. Być może sama nie dopuszczam ich do siebie, ale nie czuję potrzeby bliższego kontaktu. Tajemnice zachowuję dla siebie lub przyjaciół.
Sylwia, 17 lat
Zawsze mówię rodzicom, gdzie idę, ale gdyby wiedzieli, co robię poza domem, byliby mocno zdziwieni. Nie mówię o alkoholu, papierosach czy prochach, bo to nie dla mnie. W domu uważają mnie za cichą myszkę, ale na imprezie zachowuję się zupełnie inaczej! Tańczę jak laski z teledysków, przytulam się w tańcu do kolesi. Gdyby widzieli to moi starsi, pewnie zamknęliby mnie w pokoju na miesiąc!

Barbara Kasprzycka: W którym momencie rodzice mogą się przestać przejmować wychowaniem swoich dzieci?
Mariusz Makowski: Taki moment przychodzi, kiedy dzieci osiągają dojrzałość psychiczną i społeczną. Nie da się precyzyjnie określić wieku. Ale relacja bliskości i wzajemnego zainteresowania nie powinna się kończyć nigdy. Ona ewoluuje: najpierw rodzice mają prawo i obowiązek interesowania się tym, co dziecko robi poza domem. Później te więzy się rozluźniają, choć młody człowiek zawsze powinien mieć poczucie, że może na rodziców liczyć.
Barbara Kasprzycka: Czy rodzice powinni wiedzieć, że ich dziecko rozpoczęło współżycie?
Mariusz Makowski: Wszystko zależy od wieku dziecka i stopnia jego samodzielności. Zakłada się, że dopóki mieszka z rodzicami, mają oni prawo do większej kontroli. Jeśli zaś jest bardziej samodzielne i np. wynajmuje pokój z kolegami, to rodzice muszą się pogodzić z tym, że o pewnych rzeczach się nie dowiedzą. Tak naprawdę jednak najważniejsza jest relacja, którą wypracowali sobie z dzieckiem przez lata. Jeśli była dobra i oparta na zaufaniu, to ono samo będzie chciało im o tym powiedzieć.
Barbara Kasprzycka: Nauczyciele narzekają jednak, że nie sposób rodziców zainteresować tym, co się dzieje z ich dziećmi w szkole. Dlaczego ich to nie obchodzi?
Mariusz Makowski: To jest ponure odbicie tego, co przez lata dzieje się w rodzinie. Jeśli między rodzicami a dziećmi nie ma kontaktu, rodzice nigdy nie mają czasu, to dzieci przestają opowiadać o szkole. Trudno wtedy oczekiwać, że mama czy tata znajdzie czas i ochotę, by wypytywać nauczycieli, co słychać u synka czy córeczki. Miłość, sympatia, spędzany wspólnie czas przestał być w polskich rodzinach oczywistością.
Barbara Kasprzycka:Jest gorzej niż kiedyś?
Mariusz Makowski: Bunt okresu dojrzewania jest naturalny i był zawsze. Jednak teraz przyszły takie czasy, które wymagają od rodziców zwiększonej kurateli, bo pojawiły się nowe i nieporównanie większe zagrożenia w świecie nastolatków. Kiedyś nie było AIDS, pigułki gwałtu, narkotyków w szkole, internetu z jego kryminogennymi obszarami. Dziś na rodziców spada trudniejsza rola nie tylko znoszenia buntu, ale chronienia dziecka przed tymi zagrożeniami. I stare metody zakazów, szlabanów itp. okazują się nieskuteczne, bo mamy do czynienia już niemal z dorosłymi – w każdym razie biologicznie – ludźmi. Jeśli nie zbudowaliśmy zawczasu więzi zaufania, szacunku i szczerości, będzie nam bardzo trudno dowiedzieć się o zagrożeniach, które napotyka nasze dziecko. O większości będzie po prostu bało się mówić.
Barbara Kasprzycka: Co zrobić, żeby chciało o nich powiedzieć?
Mariusz Makowski: Trudno uleczyć skutki wieloletnich zaniedbań. Janusz Czapiński zwrócił już dawno temu uwagę, że dorasta nam młode wściekłe pokolenie – pokolenie dzieci, które nie miały rodziców w domu, bo ci brali się za bary z nowym polskim kapitalizmem. Jeśli więc nie mieliśmy czasu dla małych dzieci, jeśli skąpiliśmy im miłości, to kiedy zaczną dorastać, wystawią nam za to wysoki rachunek: wściekłość i odwrócenie się plecami. To coś dużo poważniejszego niż naturalny młodzieńczy bunt.
Barbara Kasprzycka: Nie da się już nic naprawić?
Mariusz Makowski: Dziecko zawsze będzie pragnąć uwagi rodziców. Jeśli świadomie i konsekwentnie będziemy mu wysyłać sygnały o zainteresowaniu, zaproponujemy atrakcyjny dla niego wspólny sposób spędzania czasu, poświęcimy się tej – w końcu najważniejszej w życiu – relacji, młody człowiek w końcu to doceni. Ale nadrobienie wieloletnich zaniedbań nigdy nie jest proste.

[…] Więcej: Moje Liceum Pamiętnik licealisty