Na początek fragment artykułu z Wirtualnych Mediów:

Polacy słuchają popu i disco-polo
[…] Gatunkiem muzycznym najchętniej słuchanym przez Polaków jest pop, na drugim miejscu plasuje się wciąż popularne disco-polo, na trzecim natomiast muzyka rockowa. Muzyka pop cieszy się szczególnie dużą popularnością wśród osób w wieku 15-39 lat, w tym gimnazjalistów. Disco-polo to gatunek popularny głównie wśród mieszkańców wsi i małych miast, osób z wykształceniem podstawowym lub zasadniczym zawodowym oraz osób starszych w wieku powyżej 50 lat. Młodzi ludzie, szczególnie z miast, nie są fanami tego gatunku. Zamykający pierwszą trójkę rock najczęściej słuchany jest przez ludzi młodych, w wieku od 15 do 19 lat, mieszkańców miast. […]

Co do popu nie będę się wypowiadał natomiast bardzo dziwi przypisywanie w tych badaniach słuchania disco-polo niewykształconym mieszkańcom wsi i małych miasteczek. Jakiś czas temu czytałem sążnisty artykuł (bodajże w tygodniku Wprost), którego autor dowodził, że jest jednak trochę inaczej. Na wsiach disco-polo jest oczywiście popularne, ale prawdziwymi zagłębiami wielbicieli tego gatunku są uniwersytety i inne wyższe szkoły największych polskich miast i najlepiej się mają kluby, które dla żartu organizują imprezy z muzyką disco-polo. A studenci na nie przychodzą, też dla żartu. Bo tak na co dzień delektują się twórczością Chopina, Mozarta i Beethovena. No, i czasami Pana Piotra Mistrza Rubika
Ponoć najbardziej udane na juwenaliach były imprezy nie z gwiazdami rocka czy pop-u, ale z zespołami takimi jak Bayer full, Akcent i tym podobnymi grającymi ku uciesze wielotysięcznych studenckich tłumów Majteczki w kropeczki. Tak to jest gdy cały naród studiuje marketing i zarządzanie na wszystkich tych Wyższych Szkołach Tego i Owego oraz Gotowania na Gazie. Nie, żebym uważał, że Uniwersytet Warszawski czy Jagielloński jest jakiś specjalnie lepszy. Chyba pójdę na strych i poszukam starych kaset z moimi ulubionymi piosenkami… Jesteś szalona! – to był hicior!
Gdzieś kiedyś czytałem (Stanisław Michalkiewicz?), że elita może stanowić tylko 3 procent populacji. Cokolwiek by się działo i jakkolwiek by nie kształcić pozostałych 97 procent to i tak koniec końców się okaże, że będą słuchali disco-polo, zaczytywali się Twoim Imperium czy Życiem na gorąco oraz fascynowali się problemami Czesi z Klanu. Coś w tym chyba jest. Nie, żebym siebie akurat zaliczał do tych trzech procent (w końcu czytuje Życie na gorąco zaraz po mojej mamie), ale jak czasami patrzę na tych wszystkich czerwonogębych szyitów w za ciasnych garniturach to muszę temu stwierdzeniu przyznać rację.

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty