Pogłoski o mojej śmierci znów okazały się co najmniej przesadzone – nie uśmierciłem też Licealisty, bo byłoby to samobójstwo. A samobójstwem i samobójcami się brzydzę. Prawie tak jak homoseksualistami, ale to zupełnie inny temat.
Jestem licealistą – i przez najbliższe dwa lata mam zamiar nim pozostać. No, chyba, że moja szkoła postanowi inaczej. Na razie szkoła uznała, ze zasługuje na świadectwo ukończenia pierwszej klasy że średnią 4.86. W ramach gratulacji mogę przygarnąć jakiegoś laptopa… hi, hi… A na poważnie: nie jestem studentem zaliczającym tym blogiem na ocenę jakieś zajęcia, nie jestem nudzącym się pracownikiem Biblioteki Narodowej o co też byłem podejrzewany, ze względu na numer IP. Mój obecny numer IP należy do jednego z warszawskich sklepów sieciowych – informuję jakby ktoś wątpił. Tropicielom polecam zaprzyjaźnienie się z adminem w tym sklepie w celu wyłudzenia logów, albo pogrzebanie w śmietnikach na zapleczu – o ile ochrona sklepu nie popędzi… Poza tym podejrzewam nawet, że sam admin sieci sklepowej nie ma pojęcia, że ktoś łączy się za pośrednictwem jego sieci.
Co do adresu e-mail i numeru gadu-gadu: odkąd firmy internetowe prześcigają się w oferowaniu domen internetowych za kilka czy kilkanaście złotych nikt nie powinien się dziwić, że szesnasto- czy siedemnastolatek jest właścicielem adresu www. Kupiłem już sobie kilkanaście domen (w tym z moim nazwiskiem z końcówką .com, .pl, .eu (chociaż za Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich szykującym się do przekształcenia w Europejską Republikę Islamską nie przepadam to adres ze względów utylitarnych zająłem) i .info. Zresztą domena na której miałem akurat ten adres uwidaczniający się na wordpressie należy do mojego znajomego (i nie jest to ani Paweł ani Kuba…), który użyczył mi nawet serwera. A gadu-gadu się znudziłem i się tam nie loguję. Po prostu…
Na bloga zaglądam dużo rzadziej – może jeszcze coś napiszę jak dziś… Teraz zajęty jestem zupełnie czym innym (i, zapewniam, nie są to egzaminy na studiach… hi, hi…): nie zdradzę chyba za dużo, ale piszę książkę. Powieść. Z wątkiem kryminalnym, erotycznym i zero szkoły. Mam już jakieś 20-30 procent całości, choć pewnie to co napisałem będzie wymagało jeszcze porządnego wygładzenia. Jak czyta to jakiś rzetelny wydawca i byłby zainteresowany… hmmm… a jak nie to sam wydam. W miejscowej drukarni powiedzieli mi, że druk kosztowałby mnie około tysiąca złotych. W zasięgu moich możliwości – najwyżej przez jakiś czas będę musiał zbierać jagody.
To teraz się zastanawiajcie jak będzie się nazywał następca Dana Browna!…

[…] Więcej: Moje Liceum – Pamiętnik licealisty